Reklama

Najwyższa Izba Sumienia

Najwyższa Izba Sumienia

13.05.2021
Czyta się kilka minut
Raport NIK o odpowiedzialności za wybory kopertowe przesuwa akcenty z Sasina i Kamińskiego na Morawieckiego i Dworczyka. Ale jest w nim wielki nieobecny: Jarosław Kaczyński.
Marian Banaś prezentuje raport NIK w sprawie wyborów korespondencyjnych, Warszawa, 13 maja 2021 r. / Fot. Piotr Molecki / East News
N

Niegospodarne wydanie 76 mln zł na akcję przygotowania wyborów kopertowych, która nie miała podstaw prawnych, o czym osoby wydające rok temu decyzje wiedziały od swoich (czyli: rządowych) prawników – to główne wnioski raportu NIK, który prezes Izby Marian Banaś przedstawił dziś publicznie. Treść dokumentu była znana w obszernych streszczeniach już od dwóch tygodni, dzięki przeciekom m.in. do portalu Onet.pl.

Warto w związku z tym przypomnieć kilka kwestii, bo są one jednak zdumiewające – tak jak zdumiewająca jest też nasza wobec tego wszystkiego obojętność.

Kiedy 16 kwietnia ubiegłego roku premier wydawał kilka najważniejszych decyzji składających się na proces przygotowania wyborów w formie korespondencyjnej (miała je przeprowadzić Poczta Polska), brak było ku temu podstawy prawnej. W ówczesnym stanie prawnym organizacja wyborów była kompetencją Państwowej Komisji Wyborczej. Tego dnia Mateusz Morawiecki dysponował już opiniami dwóch istotnych komórek rządowych, które na to wskazywały. Mimo to cały proces ruszył, a kiedy około 7 maja było już jasne, że wybory się nie odbędą, Kancelaria Premiera postanowiła poszukać podkładki pod już podjęte działania, zlecając pięciu zewnętrznym podmiotom sporządzenie nowych, potencjalnie korzystniejszych ekspertyz.

Ważnym elementem raportu jest też inne, niż wcześniej funkcjonujące w potocznym przekonaniu – rozłożenie odpowiedzialności prawnej: a ściślej to, czyje mianowicie podpisy widnieją na zakwestionowanych przez NIK dokumentach. Otóż wbrew dotychczasowej narracji, według której za całą rzecz odpowiadać miałby minister aktywów państwowych Jacek Sasin (jego nazwisko zaczęło funkcjonować w memach jako synonim zmarnowanej kwoty 70 mln zł), okazuje się, że zarówno on, jak i minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński woleli umyć ręce i nie podjęli formalnych kroków, w szczególności zaś nie podpisywali umów z podmiotami takimi jak Poczta i PWPW, do czego zobowiązał ich premier.

Jeśli więc chodzi o ślady na papierze, to cała odpowiedzialność spada na barki Mateusza Morawieckiego i szefa jego kancelarii Michała Dworczyka. Izba jednak nie zawiadomiła w ich przypadku prokuratury (zawiadomienia natomiast złożono w odniesieniu do osób z kierownictwa poczty). Ale ważniejszym od Sasina i Kamińskiego wielkim nieobecnym raportu pozostaje oczywiście Jarosław Kaczyński. To zgodnie z jego wolą (wypracowaną wespół z kilkoma osobami ścisłego kierownictwa partii) Morawiecki uruchomił maszynerię. NIK nie jest ośrodkiem analizy politycznej, więc raport milczy na temat tego, co ją w końcu zatrzymało: nie były to oczywiście żadne prawno-formalne skrupuły Kaczyńskiego czy Morawieckiego, tylko „pakt dwóch Jarosławów”, wieńczący zakulisowe targi polityczne, których spiritus movens był Jarosław Gowin. 

Raport porządkuje naszą wiedzę o tym, jak operacja, która mogła zadać znaczny cios stabilności polskiego ustroju, wyglądała od strony formalnej, co widać w dokumentach. A jakie kary polityczne powinny spotkać głównych aktorów „bezpodpisowych” tamtej rozróby – to jest dość jasne od roku. 

Zanim raport ujrzał światło dzienne, widzieliśmy różne formy nacisku na prezesa Banasia, nie wiadomo, czy bardziej gangsterskie, czy bardziej ubeckie (ostatnio „montaż” z domniemanym samobójstwem jego syna). Co zresztą – trzeba to podkreślić – nie czyni zeń kryształowej postaci, ale stanowi jednak kolejną oznakę, z jak bardzo nieprzyzwoitymi ludźmi mamy do czynienia. 

Najwyższa Izba Sumienia każdego z nas nie powinna mieć wątpliwości.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Warto przypomnieć kontekst, bo z pamięcią dzisiaj kiepsko. Do wyborów korespondencyjnych, najlepszy wariant ówczesnej na wiosnę sytuacji, należało się przygotować. A czas był coraz krótszy. Przygotowania wymagały nakładów organizacyjnych i poniesienia kosztów (w tym wydrukowania kart). To, że w maju – ustawowym terminie – wybory się nie odbyły to nie wina administracji rządowej. To opozycja trwała w histerii, iż forma korespondencyjna stanowi śmiertelne zagrożenie dla obywateli i jak zwykle wykorzystując swoje możliwości blokowała, co tylko się da. W końcu wybory w maju się nie odbyły. Tylko 3 miesiące później. Czas zweryfikował obawy: na jesieni byłoby o wiele niebezpieczniej – jak żądała opozycja. Jej i tak nic to nie dało. A rachunki zostały…

...pod warunkiem, że się samemu nie ma zaników ;)

Olsztynski ewidentnie owe zaniki pamięci ma. Nie pamięta na przykład tego, że opozycja nie mówiła o konieczności wyborów jesienią, ale o jej możliwości, JEŻELI sytuacja epidemiczna na to pozwoli. Nie pamięta też, że do wyborów w maju w ogóle nie powinno dojść z "winy" konstytucji, a nie z winy opozycji (potencjalny brak tajności głosowania korespondencyjnego, brak równych możliwości kampanii wyborczej wśród kandydatów, konstytucyjny zakaz organizowania wyborów w sytuacji stanu klęski żywiołowej - nawet przestępczo nieogłaszanego). Nie pamięta, że pseudo-marszałek pseudo-sejmu po pierwszym pisowskim blamażu bezprawnie ogłosiła kolejne wybory na lato.

... odnieść wrażenie, że w tym kraju od 2016 r. rządzi opozycja.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]