Najwyższa Izba Kompromitacji

Trudno ocenić, co bardziej pogrąża państwo PiS: czy to, jak powoływano szefa NIK, czy to, jak się go próbuje – na razie bez skutku – wyrzucić.
Czyta się kilka minut
Prezes NIK Marian Banaś w drodze na posiedzenie Komisji do spraw Kontroli Państwowej. Warszawa, 27 listopada 2019 r. / Fot. Adam Chełstowski / Forum /
Prezes NIK Marian Banaś w drodze na posiedzenie Komisji do spraw Kontroli Państwowej. Warszawa, 27 listopada 2019 r. / Fot. Adam Chełstowski / Forum /

W PiS nie jest wielką tajemnicą to, że istnieje pewien zasób stanowisk państwowych, którymi Jarosław Kaczyński się nie interesuje. Poniżej prezesowskich radarów w administracji, spółkach państwowych czy dyplomacji hasają więc, upychając swoich ludzi, niższej rangi partyjni bossowie.

Ale jest zasób stanowisk szczególnych, zarezerwowanych do wyłącznej decyzji prezesa. Jedną z pereł w tej koronie jest posada szefa Najwyższej Izby Kontroli – z racji dawnej prezesury Lecha Kaczyńskiego dla jego brata to stanowisko szczególne. 

A zatem nie ma cienia wątpliwości, że decyzję o powierzeniu NIK Marianowi Banasiowi podjął osobiście prezes. 

Podjął ją, gdy już było wiadomo, że wokół Banasia zaczyna nieprzyjemnie pachnieć. Wszak pierwsze informacje o jego podejrzanym majątku pojawiły się ponad rok temu. Sprawa trafiła do CBA. Nie przeszkodziło to Banasiowi zostać ministrem finansów w czerwcu tego roku. Potem był wybór przez Sejm na szefa NIK pod koniec sierpnia. Posłowie opozycji dopytywali zresztą wówczas o kontrolę CBA, przestrzegając PiS, że sam może sobie napytać biedy.


Czytaj także: Mielonka pod sielanką - Andrzej Stankiewicz o pierwszych tygodniach nowego parlamentu


Napytał. Przy czym punktem zwrotnym był reportaż telewizji TVN z końca września, pokazujący sutenerskie interesy gangsterów w kamienicy Banasia. Dopiero wówczas służby na poważnie wzięły się za szefa NIK. Efektem są doniesienia do prokuratury, w których mowa o ukrywaniu majątku oraz nieudokumentowanych źródłach dochodu. W dodatku okazało się, że PiS, dumny wcześniej ze ścigającego mafie VAT-owskie urzędnika, nie wiedział, że mafia VAT-owska działała w Ministerstwie Finansów. Stworzyli ją dyrektorzy skarbówki, podwładni Pancernego Mariana.

Czy bez materiału w TVN agenci Mariusza Kamińskiego znaleźliby coś na Banasia? Pamiętać należy, że Banaś to zaufany człowiek Kamińskiego, a działania CBA w tej sprawie zdumiewają. Jak to możliwe, że służby antykorupcyjne przez wiele miesięcy – do reportażu TVN – nie znalazły nic, a po reportażu ekspresowo udokumentowały podejrzane przelewy i lewe dochody?

Dziś Kamiński gasi pożar, którego zarzewia sam miesiącami w zadziwiający sposób nie chciał zauważyć. To zresztą on uczestniczył w minionym tygodniu wraz z Kaczyńskim w spotkaniu z Banasiem, na którym – w imieniu własnym? partii? państwa? – zażądali od niego dymisji. Taka przynajmniej jest oficjalna wersja, element kampanii odcinania się od Banasia. Z drugiej jednak strony, dzień przed tym sabatem PiS przydzielił Banasiowi na jego wniosek zastępców. Polityków PiS, rzecz jasna.

Charakterystyczne jest też to, że do tej pory partia rządząca nie zrobiła w praktyce nic, żeby Banasia odwołać. Liderzy PiS mówią co prawda publicznie o „planie B” na wypadek, gdyby Banaś ostatecznie dymisji odmówił. To zmiana ustawy o NIK albo i konstytucji, by móc usuwać prezesa. Tylko z jakiego powodu? O tym już nie mówią. Banaś jest publicznie skompromitowany, ale prawnie wciąż niewinny. Jak zapisać w prawie usuwanie takiego prezesa NIK?

Zapowiedzi zmian w prawie to raczej element presji na Banasia, by wszystko załatwić w rodzinie. By odszedł po dobroci, może – jak się plotkuje – negocjując przy okazji pakiet ochronny dla siebie i swego zatrudnionego w państwowym banku syna.

Tak jak nominacje Banasia kolejno na szefa skarbówki, ministra finansów i szefa NIK są drastycznym przykładem patologii systemu obsady najważniejszych stanowisk przez PiS, tak próby jego odwołania tylko tę patologię pogłębiają.  ©

 

Autor jest dziennikarzem Onet.pl, stale współpracuje z „Tygodnikiem”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2019