Najważniejsza oferta w polityce nie dotyczy ekonomii. Trump, Musk, Putin, Chińczycy świetnie to rozumieją

Wiele wskazuje na to, że czasy liberalnej demokracji jako domyślnego systemu operacyjnego zachodniej kultury dobiegają końca. Jak to się stało? I co w zamian?

Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Pamiętam, kiedy na początku lat 2000., w epicentrum transformacyjnego optymizmu, dziewięć miesięcy przed atakami na WTC, kilka lat przed kryzysem finansowym, oglądałem w telewizji urywki z moskiewskiej zabawy sylwestrowej. Jakiś dziennikarz – brytyjski albo amerykański – dopytywał rozbawionych młodych ludzi, z czego się tak cieszą, skoro w Rosji nie ma demokracji. „A na ch... nam demokracja!” – odparł bezpretensjonalnie jeden z imprezowiczów.

Został mi ten obraz w głowie na lata. „Ot, rosyjska mentalność” – myślałem. Tymczasem opublikowane niedawno badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii przez FGS Global Radar pokazują, że w grupie obywateli brytyjskich w wieku 18-45 lat co piąta ankietowana osoba uważa, że najlepszym rozwiązaniem politycznym jest „silny lider, który nie przeprowadza wyborów”. Do tego 23-35 proc. badanych (różnice są w grupach wiekowych) uznaje, że głosowanie w wyborach nie ma żadnego znaczenia.

O czym to świadczy? Być może wyłącznie o typowym młodzieżowym radykalizmie. Jeśli jednak rzucimy to na szerszy plan europejskiej i amerykańskiej sceny politycznej – poszczególne elementy wydają się niepokojąco do siebie pasować. Również opracowany pięć lat temu przez Bennett Institute for Public Policy przy Uniwersytecie w Cambridge raport o postawach politycznych młodych ludzi ze 160 krajów pokazuje analogiczny trend, nie tylko w USA i Europie, ale także np. w Ameryce Łacińskiej.

Cóż, wiele wskazuje na to, że czasy liberalnej demokracji jako domyślnego systemu operacyjnego zachodniej kultury nieuchronnie dobiegają końca. Jak to się stało? Co jest tego fundamentalną przyczyną, a co aspektem dodatkowym? Czy kluczowa okazała się pycha i krótkowzroczność pogrążonych w samozadowoleniu elit, niezdolnych do zrozumienia motywacji, potrzeb, aspiracji i światopoglądu „zwykłych ludzi”? Czy też fałszywa, naiwna antropologia, owo charakterystyczne dla pogodnie usposobionych demokratów przekonanie, że ludzie są z natury dobrzy, sympatyczni i chcą dla siebie jak najlepiej? Przekonanie zderzające się co najmniej od dwóch dekad z coraz większą frustracją i resentymentem tych, którzy doświadczyli ze strony Zachodu niemal wyłącznie okrucieństwa i cynizmu. A także tych, którym zaszczepiono te postawy poprzez umiejętnie stosowaną propagandę. Czy zatem to właśnie miało decydujący wpływ na erozję świata, o którym sądziliśmy jeszcze niedawno, że na erozję jest odporny? Jakby zapominając, że w żadnym ustroju politycznym nie ma nic niezmiennego i koniecznego. Każdy może zostać zastąpiony, każdy może odejść w przeszłość.

Brytyjski filozof John Gray twierdzi w najnowszej książce, że na miejscu liberalnej demokracji pojawiają się dziś „nowe lewiatany”. Systemy władzy, które tym się różnią od swojej dobrodusznej koleżanki, że obiecują nie tylko bezpieczeństwo oraz stabilność, ale sprawnie zagospodarowują również jedną z najistotniejszych ludzkich potrzeb. Mianowicie – potrzebę sensu. Niedocenianą ostatnimi czasy, marginalizowaną, redukowaną do urządzeń ekonomicznych czy społecznych (w duchu tych teorii, które starają się wszelką ludzką aktywność sprowadzić do kwestii klasowo-materialno-tożsamościowych). Tymczasem – autonomiczną, żywą i... niezaspokojoną.

Doskonale – niestety – rozumie to Władimir Putin, który, co lekceważy wielu analityków nadto skupionych na wątkach geopolitycznych, bardzo świadomie posługuje się doktryną „ruskiego miru” czy apokaliptycznego prawosławia. Doskonale rozumieją to Chińczycy ze swoim spójnym, nastawionym na ekspansję i rozwój autorytaryzmem, w którym jednostka podporządkowana jest ściśle państwowo-biznesowej machinie. Wreszcie, doskonale rozumieją to Donald Trump i Elon Musk, wytwarzający wokół siebie nie tylko aurę pragmatyzmu i sprawczości – czego szumne zapowiedzi dotyczące Grenlandii są tylko jednym z przejawów – ale także odwołujący się do niegdysiejszego amerykańskiego etosu, wartości chrześcijańskich, wizji życia podporządkowanego wyższym celom.

Ich sukces, ich umiejętność docierania do coraz większej liczby ludzi, wskazują, że bodaj najważniejsza w polityce jest dziś nie tyle oferta ekonomiczna, ile raczej, nazwijmy to, oferta sensu. Na ile ten sens jest rzeczywisty, a na ile jest to wyłącznie mimikra czy powidok – to sprawa zupełnie osobna. Na ile także w pakiecie z sensem oraz bezpieczeństwem i jednoznacznością niepostrzeżenie przychodzi autorytaryzm – to również inna rzecz. Problem w tym, że dla rosnącej grupy wyborców te autorytarne „nowe lewiatany” – w tej swojej nowoczesnej, nie-totalitarnej formie (a przynajmniej nieprzypominającej na pierwszy rzut oka tego, co nam się z wielkimi XX-wiecznymi totalitaryzmami odruchowo kojarzy) – zaczynają jawić się, także z powyższych powodów, jako oferta wysoce atrakcyjna.

Znowu – o czym to świadczy? Na pewno o tym, że obowiązujące dotąd ideały i paradygmaty polityczne już nie działają. Częściowo – z pewnością – wskutek zaniku świadomości, że utrata tak starannie wypracowanych dóbr, jak wolność myślenia i słowa, pluralizm, równouprawnienie czy prawa człowieka, może się wydarzyć w każdej chwili. I niepostrzeżenie. Częściowo jednak dlatego, że mieszkańcy zachodniego świata doświadczają dziś głębokich deficytów sensu, a projekt liberalnodemokratyczny okazuje się wobec tego dojmująco bezradny.

Kto będzie umiał sprawnie ten deficyt zaspokoić – a w każdym razie: wytworzyć wrażenie, że zaspokoić go potrafi – ten dostanie rząd dusz.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Oferta sensu