Nadzieja jest darem, o który należy prosić. Jeśli nawet będzie się zjawiała co drugi dzień, to też świetnie

Bywa tak, jak powiedziała mi pewna pani: „Co drugi dzień mam nadzieję na niebo, co drugi dzień jej nie mam”. Odpowiedziałem, niby dowcipnie, żeby się starała umrzeć w dniu myślenia pozytywnego. Ale ta odpowiedź była zwyczajnie głupia.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki // Fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki // Fot. Grażyna Makara

Nadzieja na życie przyszłe, na niebo? Sprawa niby prosta. Albo się ją ma, albo jej się nie ma. Ale przecież bywa tak, jak powiedziała mi pewna pani: „Co drugi dzień mam nadzieję na niebo, co drugi dzień jej nie mam”. Odpowiedziałem, niby dowcipnie, żeby się starała umrzeć w dniu myślenia pozytywnego. Ale ta odpowiedź była zwyczajnie głupia. Myślę, że dla Boga liczą się dni nadziei, bo dla tych bez nadziei ma On wielką wyrozumiałość. Bóg zna przecież naszą naturę. Widzi też, ile głupstw wpisano na Jego konto, ile rzeczy podano do wierzenia, nawet jeśli bez wyraźnych sankcji, to przypisując to Jemu, jakby nie był wielką tajemnicą. Nie znamy też sposobu życia po śmierci i całej masy rzeczy, o których często mówimy tak, jakbyśmy je znali, skąd też mnóstwo nieporozumień lub ewidentnych absurdów w tym naszym mówieniu.

Można żywić głęboką pewność życia po śmierci. Można też, jeśli ktoś posiada ten szczególny rodzaj uwagi – odczytywać znaki, które, choć przez wielu niezauważane, to przecież są i dają nam do myślenia. Nie są może obiektywnym poręczeniem powalającym każdego wątpiącego, ale trudno je lekceważyć. Tylko ludzie wyjątkowo przeniknięci wiarą żyją wyłącznie sprawą zbawienia. Jednak jeśli do zbawienia odniesiemy wszystkie nasze sprawy, nawet te bez domieszki nabożności, to wszystko wygląda inaczej. Myślę o ludziach, których wiara pozostawia sporo do życzenia. No i o tych, którzy uczciwie mówią, że nie wierzą, ale praktykują miłość bliźnich i – co za tym idzie – inne przykazania. Może nie całkiem zgodnie z katolickimi zasadami, ale jednak... Z poczucia, że tak należy i że tak jest dobrze. Żyją lepiej niż niejeden katolik. Pytam, czy możliwe dla nich jest wyłącznie wieczne potępienie? Boża sprawiedliwość kieruje się innymi kryteriami niż jej ludzki wymiar.

O nadziei w tym numerze, w ramach naszego adwentowego cyklu, z Anną Dymną rozmawia Wojciech Bonowicz. Gdy mowa o ludzkiej nadziei, sądzę, że jest to raczej wiara w możliwość istnienia świata bez nienawiści, nie zaś szukanie takiego świata między istniejącymi. Myślę też, że ku takiemu światu zmierzamy i że jest to droga długa, a jeśli coś się nie zdarzy, beznadziejnie długa. Nie wiem oczywiście, co się ma (powinno?) wydarzyć, nie sądzę, by to było łatwe lub przyjemne. Może będzie to strach przed powszechnym unicestwieniem, może jakieś doświadczenie, które dotknie całą ludzkość, a ta się wtedy obudzi, może wydarzy się jeszcze co innego. Ludzkość się rozwija i dojrzewa, ale zbyt powoli, co może prowadzić albo do znalezienia sposobu na szybki ratunek, albo, niestety, do zagłady.

Medytacje o nadziei nie są łatwe. O nadziei ziemskiej, doczesnej, niby łatwiejsze, ale i te mają zawsze na końcu śmierć, co dla wielu z nas nie jest zbyt radosne. Nadzieje zaś wiecznej szczęśliwości, nieba, jak to się mówi, są takie jak u mojej rozmówczyni, jednego dnia świetne, drugiego dnia ponure. Nie mówię o świętych ludziach, którzy żyją nadzieją wiecznej szczęśliwości, ale o nas, zwykłych grzesznikach. Nadzieja – ta teologiczna – jest darem, który pewnie należy z pietyzmem hodować, ale jak to zrobić? Czy można o nadzieję prosić, choć zna się własne niedostatki? Pewnie można i należy. W każdym razie trzeba mieć nadzieję. Może w ostatniej chwili, może w przedostatniej, ten dar otrzymamy. Tymczasem trzeba nam się zadowolić tym, co mamy. Jeśli nawet nadzieja będzie się zjawiała co drugi dzień, to też świetnie, nawet jeśli przyjdzie nam umierać akurat w dniu jej pozbawionym. Trudno. Światłość wiekuista – mam nadzieję – i tak nas oświeci.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Matka nadzieja