Motywacje i interpretacje

PO cieszy się radością skazańca, który urwał się ze stryczka: żyję i nie ma co myśleć, że mogło być inaczej.
Czyta się kilka minut

Warszawskie referendum nie zwieńczyło pasma tegorocznych sukcesów PiS: Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostanie prezydentem stolicy, a 25,7 proc. frekwencji nie wystarczyło do jej odwołania (żeby straciła stanowisko, do urn musiałoby pójść 29,1 proc. uprawnionych – nieco ponad 45 tys. osób więcej).

Oczywiście każda ze stron prezentuje swoją interpretację wyników niedzielnego głosowania, a z tych interpretacji wyczytać można, co najsilniej działa na kluczowych graczy i jakie motywacje będą się najbardziej narzucać w nadchodzącym wyborczym wieloboju.

PO cieszy się radością skazańca, który urwał się ze stryczka: żyję i nie ma co myśleć, że mogło być inaczej. Kat – PiS niezbyt zręcznie zamocował linę, jego potencjalny pomocnik – SLD ręki do egzekucji nie przyłożył, choć mógłby przesądzić o wyniku. Wczoraj się udało, jeszcze nieraz się uda – zawsze można liczyć na nieporadność drugiej strony i dzielące ją animozje. Niczego zasadniczo zmieniać nie trzeba, wystarczy w kluczowym momencie trochę się sprężyć.

Oficjalne stanowisko kata nie wskazuje, by wyciągał jakieś wnioski, mające zmienić bieg wydarzeń przy następnych próbach.

Skazaniec urwał się, bo jest ciężki i wierzgał w wysoce niestosowny sposób. Jego przebiegła natura, godna najwyższego potępienia, znajduje potwierdzenie w tym, że nie pomagał katu. Uniewinnienie to przecież jednak nie jest. Prędzej czy później zawiśnie, bo tak powinno być i już.

Pomocnik dalej nie wierzy, że mógłby odgrywać w tej scenie główną rolę. Boi się i kata, i skazańca, pośmieje się trochę ze strachu jednego i błędów drugiego, ale wie, że jest od nich słabszy i że nie ma się co wyrywać do przodu. Pożyjemy, zobaczymy – myśli sobie.

Problem stabilności na naszej scenie politycznej nie polega na tym, że ciągle walczą te same podmioty. Rzecz w tym, że one ciągle stosują te same strategie. Ożywienie pojawia się, gdy grozi im wejście nowego gracza – jak Piotra Guziała w stolicy. Ciągle jednak mają na tyle siły, by sprowadzić rozgrywkę do znanych już sobie form. Czy jednak takie przewidywalne zachowania nie zrobią w końcu miejsca dla poważnego przetasowania?

W każdym razie kolejna poważna próba – wybory do Europarlamentu – dopiero, czy może już, za osiem miesięcy. Próba sił między starymi graczami, ale też z udziałem tych, którzy chcieliby ich wsobną grę przerwać. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2013