Mołdawia, Albania, Ukraina: jak korupcja hamuje drogę do UE

Mołdawia, Albania i Ukraina chcą wejść do UE. Ich obywatele coraz mocniej sprzeciwiają się korupcji, nepotyzmowi i bezkarności elit. Te wciąż mają problem z pazernością.
Czyta się kilka minut
Symbolem protestów w Albanii stały się flamingi, żyjące w delcie Vjosa-Narta. Premier Edi Rama zgodził się ograniczyć status ochronny delty, aby umożliwić tam budowę luksusowego kurortu przez rodzinę prezydenta Donalda Trumpa. Tirana, 17 czerwca 2026 r. // Fot. Florion Goga / Reuters / Forum
Symbolem protestów w Albanii stały się flamingi, żyjące w delcie Vjosa-Narta. Premier Edi Rama zgodził się ograniczyć status ochronny delty, aby umożliwić tam budowę luksusowego kurortu przez rodzinę prezydenta Donalda Trumpa. Tirana, 17 czerwca 2026 r. // Fot. Florion Goga / Reuters / Forum

Gdy zrozumiałem, że nie mogę dłużej wypełniać mandatu zgodnie z moimi wartościami i przekonaniami, postanowiłem odejść – w tych lapidarnych słowach premier Mołdawii, Alexandru Munteanu, skomentował decyzję o dymisji, którą ogłosił na początku lipca.

Munteanu stanął na czele rządu zaledwie osiem miesięcy wcześniej, po tym, jak prozachodnia Partia Działania i Solidarności (PAS) wygrała wybory, po raz drugi z rzędu zapewniając sobie samodzielną większość w parlamencie.

Mołdawski sukces traci blask

Tamte wybory z września 2025 r. przebiegły w cieniu rosyjskich prób wpłynięcia na ich wynik. Sukces PAS sprawił, że Europa zachwyciła się Mołdawią. Mały kraj, powstały po rozpadzie Związku Sowieckiego i długo trawiony posowieckimi patologiami, stał się przykładem odporności na przekupstwa i dezinformacje Kremla. W tym czasie Kiszyniów zbierał też pochwały od Brukseli za kolejne kroki niezbędne dla integracji z Unią.

Zadanie, którego podjął się premier Munteanu – ekonomista bez doświadczenia politycznego – polegało więc na realizacji reform. W tym takich, które mogą wywołać opór społeczny. Miał być technokratą, który nie boi się decyzji i przybliży Mołdawię do Unii. Polityczne przywództwo pozostało w rękach prezydentki Mai Sandu i PAS.

Eksperyment się nie powiódł. Munteanu odszedł, nie uzasadniając bliżej swej decyzji. W Kiszyniowie huczy jednak od plotek. Trudno nie zauważyć tej zbieżności: kilka tygodni wcześniej politycy PAS i Sandu znaleźli się w ogniu krytyki, ze względu na skandale związane z nepotyzmem i korupcją. Mówi się, że Munteanu odszedł, gdyż nie był w stanie kontrolować rządu, którego polityczne zaplecze zaczęło pogrążać się w patologiach.

Zaraz po tamtych wyborach z 2025 r. mołdawscy politycy próbowali zakulisowo promować plan szybkiej integracji z Unią, licząc, że negocjacje mogą skończyć się w 2027 r. Oparcie się presji Rosji wydawało się sukcesem, który uczyni to możliwym. Tymczasem obecna sytuacja przypomina, że w rozszerzeniu Unii chodzi nie tylko o geopolitykę. Oraz że przeszkodą dla niej może być nie tylko Moskwa, lecz także rodzime elity.

Nepotyzm w państwowej spółce

Skandal, który poruszył Mołdawią, dotyczy państwowej spółki MoldATSA. Świadczy ona usługi w zakresie nawigacji lotniczej. Dziennikarze wykazali, że jej dyrektor skłamał na temat wykształcenia, gdy ubiegał się o stanowisko (nie miał wymaganego wykształcenia lotniczego).

Opinia publiczna dowiedziała się też, że rzeczniczka prasowa tej spółki, kuzynka prezydentki Mai Sandu, przez rok pracy zarobiła ponad milion mołdawskich lei (ok. 50 tys. euro). Jej pensja przewyższała ośmiokrotnie średnią płacę. Albo inaczej: rzeczniczka zarabiała cztery razy więcej niż prezydentka.

Po tych doniesieniach władze ogłosiły audyt w ministerstwach, agencjach i spółkach państwowych. Narodowe Centrum Antykorupcyjne (odpowiednik CBA) dokonało rewizji w resorcie rolnictwa i aresztowało sekretarza stanu w tym ministerstwie. 

Doprowadzono też do dymisji szefa spółki Metaloferos, która jest monopolistą na rynku recyklingu i obrotu złomem, oraz dyrektora rezerwatu przyrodniczego Pădurea Domnească. Do dymisji podał się także Radu Marian, szef parlamentarnej komisji gospodarki, budżetu i finansów, która sprawuje kontrolę nad państwowymi spółkami. Marian, poseł PAS, został powszechnie uznany za odpowiedzialnego za nominacje kadrowe w MoldATSA.

Kryzys zaufania do Mai Sandu

Władze postanowiły więc działać zdecydowanie, aby pokazać, że nie godzą się na patologie. Za późno: te skandale mocno uderzyły w PAS – formację, która zbudowała swój polityczny wizerunek na idei walki z korupcją i układami. 

Ponadto sytuacja z rzeczniczką MoldATSA uderza bezpośrednio w prezydentkę Sandu, która jest liderką obozu rządzącego i twarzą reform. Do tej pory Sandu utrzymywała najwyższe poparcie i zaufanie społeczne, stając się wręcz postacią symboliczną dla nadziei Mołdawian na budowę sprawnego państwa i wejście do Unii.

Niewykluczone, że erozja tego wizerunku, zapoczątkowana przez pazerną kuzynkę, będzie postępować. Dymisja apolitycznego premiera jest tu wyraźną „kropką nad i”.

Rodzina Trumpa inwestuje w Albanii

Z kolei przez Albanię, także postrzeganą jako kandydatka do szybkiego wejścia do Unii, przetoczyły się niedawno masowe protesty wymierzone w proeuropejski obóz władzy. Na ulice wyszli jednak nie wrogowie Brukseli, lecz obywatele, którzy nie godzą się na inwestycje niszczące przyrodę. W tle ich oburzenia, prócz niezgody na rozwój kraju pod dyktando masowej turystyki i interesów elit, są też biznesy rodziny Donalda Trumpa.

Cofnijmy się do roku 2024. Wtedy to Ivanka Trump, córka prezydenta, wspomniała w wywiadzie o inwestycji planowanej wspólnie z mężem Jaredem Kushnerem (znanym z udziału w rozmowach z Rosją i Iranem). Z zachwytem opowiadała o niezamieszkanej albańskiej wyspie Sazan, na terenie której w czasach komunizmu była baza wojskowa. Dziwnym trafem wyspa ta została chwilę wcześniej wyłączona z użytku wojskowego. 

Inwestycja, planowana przez córkę i zięcia prezydenta USA, zakłada utworzenie tam kurortu składającego się z 520 willi, 600 domów szeregowych i 1400 apartamentów. Mają być też kasyna, golf, park wodny i port przystosowany do obsługi superjachtów. 

Jakby tego było mało, okazało się, że amerykańscy inwestorzy mają plany także wobec delty Vjosa-Narta. Do niedawna była ona objęta szczególną ochroną: to unikatowe siedlisko flamingów. Jej status zmieniono jednak w 2022 r., co umożliwiło planowanie inwestycji.

Albańska „rewolucja flamingów”

Premier Edi Rama, który rządzi Albanią od 2013 r. i stał się w międzyczasie gwiazdą europejskich salonów politycznych, od początku był gorącym zwolennikiem inwestycji. Plany dotyczące wyspy Sazan określał jako „fantastyczną szansę”. Miała być przyszłą „perłą turystyki śródziemnomorskiej”.

Wielu Albańczyków widzi to inaczej. Protesty zaczęły się w maju, gdy we wsi Zvërnec, położnej w delcie Vjosa-Narta, pojawił się sprzęt budowlany. 30 maja doszło do starcia protestujących z pracownikami firmy ochraniającej plac budowy. 

Agata Domachowska z Instytutu Europy Środkowej pisze, że „ochroniarze mieli użyć przemocy fizycznej oraz gazu pieprzowego (...). Obecność policji nie doprowadziła do szybkiego opanowania sytuacji, co spotkało się z krytyką protestujących. Nagrania z incydentu szybko trafiły do mediów i stały się symbolem szerszego problemu, jakim jest – zdaniem demonstrantów – uprzywilejowana pozycja inwestorów powiązanych z władzą”.

Premier Rama krytykował protestujących, co skierowało gniew społeczny przeciw niemu. Wniosek, że za jego uporem stoją osobiste interesy, był oczywisty. Do protestów zaś dołączyła się liczna albańska diaspora. W ten sposób obrona terenów cennych przyrodniczo przerodziła się w manifestacje antyrządowe, nazwane „rewolucją flamingów”.

Korupcja to problem także kulturowy

Korupcja i nepotyzm to często więcej niż „tylko” patologie władzy i efekt pazerności polityków. Nierzadko mówi się o jej zakorzenieniu w kulturze. Dotyczy to zwłaszcza społeczeństw, które długo nie cieszyły się suwerennością, i w których instytucje państwa zdawały się czymś obcym. W tej sytuacji rodzinne związki i zobowiązania stawały się ważniejsze od lojalności wobec abstrakcyjnych instytucji.

Doskonale opisał to Kamil Całus w książce „Mołdawia. Państwo niekonieczne” (wyd. 2020). Jeden z jego rozmówców tłumaczył: „Państwo mogło nie istnieć trzydzieści lat temu, ale moja rodzina mieszka na tej ziemi co najmniej od czterech pokoleń. Byli tu urzędnicy carscy, Rumuni, był ZSRR, a teraz jest niepodległa Mołdawia. Państwa przychodzą i upadają, ale moja rodzina wciąż tu żyje. Od dziesiątek, a pewnie i setek lat. Wspiera mnie, pomaga”.

Model państwa, jakiego Unia oczekuje od swych członków, to przeciwieństwo takiego myślenia. Tu wartością jest stabilność i niezależność instytucji, które mają zapewnić przejrzystość procedur, zdrową konkurencję i uczciwość wydawania pieniędzy publicznych.

Zaakceptowanie tych zasad przez społeczeństwa i elity państw Europy Wschodniej i Bałkanów jest kluczowe dla rozszerzenia Unii. Jeśli Wspólnota ma sprawnie funkcjonować, gwarantując rozwój i dobrobyt, to nie może ignorować własnych fundamentów.

Oczywiście nie znaczy to, że kraje Unii są wolne od korupcji i nepotyzmu. Przykładem niedawne skandale z udziałem europosłów z Włoch i Malty. Także tu jednak istotne są właśnie sprawne instytucje (te, które mają ścigać korupcję) i wolność mediów, które mogą ujawniać pazerność polityków. 

Ukraińcy bronią instytucji antykorupcyjnych

Właśnie o instytucje poszło latem 2025 r., gdy Wołodymyr Zełenski podjął próbę ograniczenia niezależności służby antykorupcyjnej (NABU). W obliczu masowych protestów w całym kraju – mających miejsce mimo trwającej wojny – prezydent musiał się wycofać. Dziś wiemy, że podejmując tę próbę, miał konkretny powód: kilka miesięcy później media ujawniły tzw. aferę Mindycza, która uderza w otoczenie Zełenskiego i w niego samego.

Protest przeciwko próbie ograniczenia niezależności służb antykorupcyjnych przez prezydenta Zełenskiego. Kijów, 31 lipca 2025 r. // Fot. Evgeniy Maloletka / AP / East News

Ukraina ma problem nie tylko z korupcją, ale też z niezależnością mediów. Wielokrotnie zdarzało się, że dziennikarze czy aktywiści, którzy ujawniali skandale (czy to korupcyjne, czy to w armii), byli zastraszani i poddawani presji przez służby państwowe. Bywało, że mężczyzn powoływano do wojska – i wysyłano prosto na front.

Przypadek Mołdawii pokazuje natomiast, jak ważną rolę odgrywają media: to one doprowadziły do ujawnienia skandali. Ich efektywność nie byłaby możliwa w warunkach kleptokratycznej autokracji, która rozwijała się tutaj, zanim władzę przejął obóz Mai Sandu. A Mołdawia pokazuje coś jeszcze: społeczeństwo oburzyło się na praktyki, które jeszcze niedawno mogły wydać się błahe – mówimy o kraju, gdzie 12 lat temu ukradziono z systemu bankowego miliard dolarów.

Społeczeństwa wyprzedzają swoje elity

Z kolei w Albanii jeszcze niedawno inwestycje w branży turystycznej były postrzegane jako droga na skróty do dużego zarobku. Teraz Albańczycy występują także w obronie swej podmiotowości, której symbolem stały się zagrożone flamingi.

Wyraźnie widać więc, że w państwach kandydujących do Unii zmienia się wrażliwość społeczna – i że jedną z motywacji do tej zmiany jest właśnie nadzieja na wejście do Wspólnoty. W efekcie to elity polityczne muszą nadążać za tym trendem. 

Gorzej, że politycy i oligarchowie, którzy żerują na własnym państwie, wciąż znajdują patronów. Jak widać, czasem pochodzą oni z Moskwy, a czasem z Waszyngtonu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Plaga pazerności