Syn izraelskiego zakładnika, Yuval Dancyg: „Mój ból, moja wściekłość"

Yuval Dancyg, syn Alexa Dancyga, zakładnika zabitego w Strefie Gazy: Ta wojna i sprawa zakładników całkowicie nas, Izraelczyków, podzieliła. A ja wierzę, że aby myśleć o pokoju z Palestyńczykami, musimy najpierw zawalczyć o pokój wśród nas samych.
Czyta się kilka minut
Alex Dancyg w redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Kraków, 23 września 2021 r. // Fot. Jacek Taran
Alex Dancyg w redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Kraków, 23 września 2021 r. // Fot. Jacek Taran

Kibuc Nir Oz, tuż przy granicy z Gazą, odwiedziłam w maju 2023 roku. Chciałam zapytać mieszkańców o ich reakcje na trwające w Izraelu antyrządowe protesty oraz o stosunek do Palestyńczyków, żyjących kilometr dalej. Choć kibuc był często ostrzeliwany przez Hamas, głosowano tu na partie centrowe i lewicowe, a wśród mieszkańców nie brakowało ludzi angażujących się w działania propokojowe.

Alex Dancyg: mieszkaniec Nir Oz

Alex Dancyg był tu moim przewodnikiem. Historyk z Warszawy, z Polski wyemigrował w 1957 roku. Związany z Yad Vashem, angażował się w dialog polsko-izraelski. W kibucu pracował jako specjalista od nawadniania pól. Pokazywał mi je z dumą. Opowiadał, jak na tych polach odkryli kiedyś tunele Hamasu: „Patrzę: dziura w ziemi. Zaglądam, a tam tunel murowany. Kilkaset metrów od domów! Mogli nas z dziesięć razy porwać”.

Wierzył jednak, że pokój jest możliwy, że palestyńscy sąsiedzi chcą spokojnie i godnie żyć. Kibucnicy z Nir Oz pamiętali czas, gdy granicy z Gazą nie było, gdy sąsiedzi jeździli do siebie nawzajem po zakupy. Alex wspominał, jak zakopał się traktorem w polu i z pomocą przyszli gazańscy rolnicy. Uważał, że relację między narodami przerwała budowa płotu separacyjnego. Kolejne ostrzały Hamasu i krwawe interwencje izraelskiej armii doprowadziły jednak do nienawiści, która wybuchła 7 października 2023 roku.

Atak Hamasu: masakra w Nir Oz

Tego dnia kibuce przy Strefie Gazy zaatakowali bojownicy Hamasu. W doskonale zaplanowanej akcji zamordowali 800 cywilów; zginęło też 400 żołnierzy i policjantów, a ponad 251 osób uprowadzono. Informacje o gwałtach i zabójstwach – w czym mieli udział gazańscy cywile – przyczyniły się do zmiany poglądów w dotąd lewicowej części Izraela i do powszechnej akceptacji dla odwetu: ofensywy na Gazę, w której zginęło dotąd ponad 40 tys. Palestyńczyków, w większości cywilów.

Z czterystu mieszkańców Nir Oz co czwarty został zabity lub porwany. Uprowadzono też Alexa. Jego śmierć potwierdzono w lipcu 2024 r. Jego syn Yuval angażuje się w Forum Rodzin Zakładników i Zaginionych, które żąda uwolnienia bliskich i protestuje przeciw działaniom swojego rządu na ulicach izraelskich miast. Rozmawiamy z Yuvalem – o jego ojcu i szansach na pokój.

Alex Dancyg w redakcji „Tygodnika Powszechnego”, 23 września 2021 r. // Fot. Jacek Taran


KAROLINA PRZEWROCKA-ADERET: Od pogrzebu Twojego taty mija miesiąc. Jak radzisz sobie z emocjami?

Yuval Dancyg: Jestem rozdarty. Ale robię, co mogę, by dalej żyć. Z całą rodziną przeszliśmy długą drogę, by znaleźć się w tym miejscu: gdzie nie ma już nadziei na powrót taty, ale jest przestrzeń, by go upamiętnić. A przede wszystkim – spróbować zrozumieć, co dokładnie się z nim w Gazie stało. Składamy fakty, szczątki informacji. Armia nadal nie ujawniła szczegółów z tej akcji, choć media nieoficjalnie są w posiadaniu pewnego raportu. Sam nie wiem, dlaczego robią z tego taką tajemnicę. Mówią, że dokładne śledztwo zajmie jeszcze ponad miesiąc, ale znając życie, myślę, że dowiemy się czegoś dopiero za pół roku.

Mija rok od masakry w Nir Oz. Wracasz pamięcią do tamtych chwil?

Czas upływa, a wciąż niewiele rozumiem. Może gdybym wtedy potrafił zrozumieć choćby ułamek tego, co się wokół dzieje, moja ostatnia rozmowa z tatą brzmiałaby inaczej. Nie uciąłbym jej po minucie, mówiąc: uważaj na siebie, zadzwonię do ciebie potem. Pozostałbym na linii tak długo, jak to możliwe. Mówiłbym do niego, próbowałbym wesprzeć. Ale to był dzień, gdy większość pytań była bez odpowiedzi. Zresztą i dziś nie jesteśmy mądrzejsi.

Tamtego poranka tata mówi Ci przez telefon, że w kibucu są terroryści. Jesteś z rodziną u swoich teściów pod Jerozolimą. Za daleko, by mu pomóc.

Wiszę na telefonie. Tata się rozłączył. Mama w ogóle nie odbiera. Widzę, że odczytuje moje wiadomości, ale nie odpowiada. Brat, który mieszka w Tel Awiwie, pisze, że jego córka jest w kibucu, pojechała odwiedzić babcię. Wujek dzwoni, że jest ranny. Pełne paniki wiadomości od rodzeństwa, siostry i brata, z których wynika, że sytuacja zakrawa na katastrofę…

Jest taki film w sieci, wrzucony w pierwszych godzinach ataku przez palestyńskie media, gdzie Gazańczyk relacjonuje wydarzenia z kibucu. Napisano, że to kibuc Nir Am. Ale patrzę tego dnia i widzę, że to Nir Oz. Za plecami mężczyzny widzę terrorystów. Dociera do mnie, że kibuc jest zajęty. Kolejna myśl: zakończę ten dzień czternastoma pogrzebami wszystkich członków rodziny obecnych wtedy w kibucu. I że z takim ciężarem nie będę w stanie dalej żyć.

Potem okazuje się, że mama, brat, siostra i ich rodziny zdołały się uratować. Ale dom taty jest pusty.

Nie tylko jego, porwany został też wujek Icchak. Gdy zrozumiałem, co się z nimi stało, nie traciłem nadziei. Wierzyłem, że wrócą. Gdy późną jesienią 2023 r. wraz z moim szwagrem wracałem samolotem z Polski do Izraela, po spotkaniu z prezydentem Dudą, byliśmy pełni nadziei. Widzieliśmy, że prezydentowi zależy, by nam pomóc. Liczyliśmy, że to będzie przełom, że nacisk międzynarodowy pomoże nam wydostać tatę z niewoli [Alex miał także polskie obywatelstwo – red.]. Mówiliśmy, że to pewnie potrwa jeszcze parę tygodni, że tata wytrzyma. W najczarniejszych myślach nie przewidziałbym, co zdarzy się później.

Alex Dancyg na skraju kibucu Nir Oz. W oddali widać wioskę Chuza w rejonie Chan Younis, gdzie w 2024 r. odnaleziono jego ciało. Izrael, 29 maja 2023 r. // Fot. Karolina Przewrocka-Aderet

Co teraz?

Ciężko to psychicznie unieść. W domu widzimy po sobie i dzieciach, jak skrzywdził nas mijający rok. Życie całkowicie się zmieniło, podobnie jak życiowe priorytety. Kiedyś byłem skupiony na gonitwie za pracą i na utrzymaniu rodziny. Dziś baczniej przyglądam się dzieciom i temu, jak je wychowuję. Bardziej interesuje mnie to, co dzieje się w Izraelu. Boleśnie się przekonałem, że polityka może mnie dotknąć osobiście. Nie można spuszczać wzroku, patrząc na to, co się dzieje. Trzeba brać odpowiedzialność i mieć wpływ.

Masz wpływ. Jesteś zaangażowany w Forum Rodzin Zakładników i Zaginionych.

Staram się utrzymać kontakt z wszystkimi osobami i instytucjami, które próbowały pomóc tacie, bo liczymy, że presja międzynarodowa może uratować żyjących jeszcze zakładników. Za kilka dni znów lecę do Polski, na upamiętnienie taty. Potem do Stanów i Niemiec. Robię, co mogę, by pomóc uratować, kogo się da. Mam ledwie nikłą nadzieję, że niedługo to wszystko się skończy i moja pomoc nie będzie już potrzebna.

Mogłeś się z ojcem pożegnać, pochować go. Wiele izraelskich rodzin nie mogło tego zrobić.

To nie daje ukojenia. To nie tak, że dzięki pogrzebowi zamknęliśmy etap i możemy żyć dalej. Oczywiście jest wiele rodzin, które nie wiedzą, czy po kochanej osobie pozostały jakiekolwiek szczątki. Po tym, jak dostaliśmy informację, że tata został zabity, minął miesiąc, zanim nam go zwrócono. W tym czasie żyłem lękiem, że ciało do nas nie dotrze.

Wiecie, że jeszcze w lutym żył.

Jeśli mimo tego wszystkiego – porwania, ciężkich warunków, braku leków – był w stanie przeżyć fizycznie i psychicznie te pięć miesięcy w niewoli, mógł jeszcze chwilę wytrzymać, doczekać uwolnienia. Nie poradziliśmy sobie z tym zadaniem. Ale wiemy, że to wszystko mogło się skończyć inaczej. Tak, to pocieszające, że teraz jest choćby nagrobny kamień i wnuki będą miały dokąd pójść, upamiętnić go. Bo wiemy od taty, że brak kamienia może prowadzić do wielkiego cierpienia.

Co masz na myśli?

Jedną z rzeczy, które tata nam opowiadał, była historia jego rodziny w okupowanej Polsce. Większość rodziny moich dziadków nie przeżyła Holokaustu. Tata opowiadał, jakim przeżyciem było dla niego, że jako dziecko nie miał do kogo pójść na grób. Nie wiedzieliśmy nawet, gdzie rodzina została zamordowana.

Widzę w Tobie mnóstwo rezygnacji, ale też wściekłości. Na kogo się złościsz?

Zapytaj lepiej, na kogo się nie złoszczę. Jestem zły na państwo, rząd, wojsko. Oczywiście to gniew, który trzeba skierować w konstruktywny sposób. Tak aby przyszłe pokolenia mogły tu żyć w pokoju, a ci, którzy 7 października 2023 r. nie wykonali należycie swojej pracy, by nas ochronić, zostali osądzeni i nie byli więcej do niej dopuszczani. Aby każdy obywatel mógł wiedzieć, że gdy zostanie zaatakowany lub porwany, to państwo zrobi wszystko, by mu pomóc i zabrać go z powrotem do domu. I byśmy wszyscy realnie patrzyli na nasze możliwości obrony, a nie żyli w jakichś utopijnych koncepcjach, wmawianych nam przez rządy, że jesteśmy niezniszczalni i nie da się nas zaskoczyć.

Wierzysz jeszcze w pokój?

Myślę, że każdy, kto mieszka tutaj, w Izraelu, musi mieć pewność, że da się tu żyć w pokoju i bezpieczeństwie. Co to oznacza? Przyznam, że dotąd nie zastanawiałem się głębiej nad tą kwestią i wciąż nie znajduję w sobie przestrzeni, by to zrobić, bo ciągle jestem zajęty kwestią uprowadzonych. Ale zdaję sobie sprawę, że to sedno całej sprawy.

A konkretnie?

Musimy nakreślić wizję tego, czego chcemy. Nie wiem, na ile takie rozwiązanie pokojowe, jakie próbowano osiągnąć w latach 90. XX w., jest wciąż możliwe. Z pewnością musimy wypracować jakikolwiek pomysł na to, by zapewnić w regionie bezpieczeństwo. Nie można zakładać, że tak dalej można żyć, w spokoju tylko na chwilę, i że wojny z Gazą i na północy mogą się co chwila powtarzać. Nie można tak żyć, w takim strachu. A w tej chwili mamy jeden priorytet: osiągnąć porozumienie w sprawie uprowadzonych, sprowadzić tych, którzy żyją, do domów. Za wszelką cenę, również związaną z kwestią bezpieczeństwa.

Masz na myśli to, że rząd powinien zrezygnować z celów militarnych w Gazie i za wszelką cenę sprowadzić zakładników?

Nie można pozwolić, by pozostawieni w Gazie zakładnicy, 101 osób, w tym osoby starsze, kobiety i dzieci, stały się naszą tarczą i wymówką do samoobrony…

…czyli do prowadzenia nalotów na Gazę.

To nie jest droga. Niestety ta kwestia podzieliła w ostatnim roku całe społeczeństwo. Wczoraj spotkałem się z grupą nastolatków z przeciwnej strony politycznego spektrum w Izraelu, z ruchów religijno-narodowych. Chciałem im powiedzieć, że ostatecznie jesteśmy jednym społeczeństwem, jedną drużyną i to jest ważniejsze niż walka z którymkolwiek z wrogów. Owszem, możemy prowadzić wojny ze wszystkimi dookoła, możemy ich wszystkich zwalczyć, ale co po nas wtedy zostanie? Kim się staniemy, jeśli braknie nam solidarności i wspólnoty? Wierzę, że aby myśleć o pokoju z Palestyńczykami, musimy najpierw zawalczyć o pokój wśród nas samych.

Ale tego pokoju nie było już wcześniej, przed 7 października. Żyliśmy w Izraelu w jakimś przytłumieniu, przeciągając między sobą linę każdy w swoim kierunku.

W ciągu ostatnich 15-20 lat doświadczyliśmy pogorszenia sytuacji w społeczeństwie, i to ze wszystkich stron. Dyskurs zamienia się w przemoc, brak wzajemnego szacunku. Dziś nie mamy w Izraelu przywódców takich jak Begin czy Rabin, którzy potrafili słuchać z szacunkiem drugiej strony i wiedzieli, jak nawiązywać dialog między skłóconymi częściami społeczeństwa. Dziś rozmowa wygląda inaczej. Po 7 października 2023 r., wyłączając dwa-trzy miesiące naprawdę szalonej solidarności i wzajemnej pomocy, byłem pewien, że jeśli tak dalej pójdzie, dojdzie w Izraelu do wojny domowej. Bałem się o moje dzieci, widząc rozlewającą się przemoc – na zewnątrz i wewnątrz kraju.

A dziś?

Dziś jesteśmy już bardzo zmęczeni, a rozmowa, dialog ani trochę nie posunęły się do przodu. Odkąd jestem zaangażowany na rzecz rodzin zakładników i zaginionych, czuję, że jakby żyję mniej. Jestem postrzegany krytycznie, ciągle piętnowany za to, co mówię – przez tę czy inną grupę polityczną. Choć to może zabrzmi dziwnie, musimy wyjaśnić historię osób uprowadzonych nam samym jako społeczeństwu – bo nie jest ona oczywista. To powinno było nas zjednoczyć. A tak się nie dzieje. To mnie przeraża, bo jeśli nie potrafimy ze sobą rozmawiać po takiej tragedii, to co z nami będzie jutro?

Gdy chodzisz na spotkania z rządem, masz poczucie, że spotykasz się ze zrozumieniem, czy raczej ze ścianą politycznych interesów?

Myślę, że ostatecznie wszyscy – łącznie z ludźmi z rządu – mamy to samo pragnienie, by sprowadzić wszystkich do domu tak szybko, jak to możliwe. Aby ta część tragedii jak najszybciej się zakończyła. Ale ostatecznie rozbijamy się o szereg priorytetów. Moim zdaniem priorytetem rządu Netanjahu jest obecnie wygrać wojnę – cokolwiek to znaczy – i wystawić sobie pomnik zwycięstwa. I jest ta druga strona. Wiemy, że Sinwar [lider Hamasu – red.] nie szuka pokoju. Nie znam dokładnie interesów Hamasu, ale jestem pewien, że nie chodzi im o interesy Palestyńczyków. Bardziej liczy się tu jakaś mesjanistyczna wizja. To mordercza organizacja. Myślę, że dziś nikt nie ma wątpliwości, że Sinwar jest psychopatą.

Uważam, że postąpiliśmy politycznie nierozsądnie. Teraz, gdy analizujemy to, jak doszło do ataku 7 października, wiemy, że nasz rząd poniósł spektakularną porażkę. Gdyby lepiej potrafił oszacować możliwości takich ludzi jak Sinwar, moglibyśmy uratować wielu ludzi, w tym mojego tatę. I wciąż rząd ponosi tę porażkę – bo co z tego, że w wojnie giną członkowie Hamasu i Hezbollahu, skoro giną też cywile, a większość naszych zakładników wróci do domu w trumnach?

Czuję też, że buntuję się wobec społeczności międzynarodowej. Mam żal, że nas zostawiła.

Uważasz, że świat powinien się włączyć w konflikt tak trudny do ogarnięcia?

No przecież już się włącza, ale naskórkowo. Tu potępić Hamas, tu Izrael, tu wysłać Netanjahu do Hagi. Ale co to właściwie zmienia? Jestem przekonany, że klucz do rozwiązania tego konfliktu trzyma społeczność międzynarodowa, choć nie jestem przekonany, czy powinien być on w rękach ONZ. Wiem jedno: my, Izraelczycy i Palestyńczycy, tego konfliktu rozwiązać nie potrafimy. Nie powinni tu też ingerować Amerykanie czy Katarczycy, którzy mediują do tej pory, bo każdy z nich jest w strefie jakichś interesów. A to realna potrzeba, realny dramat. Tu nie może być miejsca na polityczny spin.

Tego też uczy historia II wojny światowej. Polska zaatakowana przez hitlerowskie Niemcy była pozostawiona sama sobie. Co by było, gdyby komuś udało się zatrzymać to szaleństwo wcześniej? Może udałoby się uniknąć zabójstwa milionów ludzi.

Co stanie się z domem Alexa? Z pamiątkami po nim, z jego polską biblioteką?

Dom nie jest własnością rodziny, lecz kibucu. Wkrótce będziemy musieli zmierzyć się z jego uporządkowaniem. Mamy kilka pomysłów na stworzenie biblioteki z książkami Alexa. Na pewno zatrzymamy w rodzinie pamiątki po nim i pomyślimy o większym upamiętnieniu.

Ale to jeszcze nie ten czas. Nie dotarliśmy do tego etapu. Wciąż jesteśmy całą rodziną pochłonięci sprawą zakładników i śledztwa w sprawie taty. Umysł wciąż w pewnym sensie tkwi w tym feralnym dniu, 7 października 2023 r. Dopóki zakładnicy nie wrócą do domów, a ta wojna się nie skończy, nie będziemy w stanie wrócić do zwykłego życia.

Yuval Dancyg z przewodnikiem po Krakowie napisanym przez jego ojca Alexa. Kraków, marzec 2024 r. // Archiwum prywatne

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Mój ból, moja wściekłość