Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Miłość jak śmierć

Miłość jak śmierć

25.02.2013
Czyta się kilka minut
Wieczna miłość jednoczy nas z innym i podważa wszystkie wcześniejsze pewniki. Pod tym względem jest jak śmierć i przygotowuje nas na śmierć – pisał Michalski.
Fot. Elżbieta Lempp
N

Niniejszy tekst pochodzi z "The New York Review of Books" i ukaże się w wydaniu datowanym na 21 marca 2013 r.

„Znane miasta” Wschodniej Europy, które jeszcze w 1946 r. potrafił wymienić Winston Churchill, stały się później egzotycznie orientalne i tajemnicze. Od tej pory Wschód i Zachód były odmiennymi światami, z różnymi sojuszami wojskowymi, systemami ekonomicznymi i ideologiami. Ci, którzy szukali sposobów na przebicie się przez żelazną kurtynę lub obejście jej, musieli oprzeć się na ideach poprzedzających ten geopolityczny podział i rokujących nadzieję na jego przetrwanie oraz na rozmowach, które mogłyby wzbogacić obie strony.

Polski myśliciel Krzysztof Michalski, który zmarł 11 lutego w Wiedniu, należał do nielicznego grona ludzi, którzy umieli takie sposoby znaleźć, i stał się jednym z architektów Europy, która powstała po upadku komunizmu. Urodzony w Warszawie, Michalski poświęcił życie próbom udowodnienia odważnej tezy, że w odpowiednich warunkach dyskusja filozoficzna może zbliżyć do siebie Polaków i Niemców, mieszkańców Europy Wschodniej i Zachodniej, a w końcu także Europejczyków i Amerykanów. Egzemplifikował coś, co Thomas More nazwał philosophia civilior, filozofią cywilizowaną, która „wie, na jakiej gra scenie” i „dostosowuje się do wystawianej sztuki”. Sceną była Europa idei, a sztuką zimna wojna i jej rozstrzygnięcie. Żelazną kurtynę można było przekroczyć albo podnieść.
Wyznawana przez Michalskiego młodzieńcza wizja wspólnej europejskiej rozmowy wyrosła z wysokiej rangi kontynentalnej tradycji filozoficznej w Polsce i trudnego losu nauki w czasach komunistycznych. Pod koniec lat 60., kiedy Michalski studiował na Uniwersytecie Warszawskim, wykładali tam najwybitniejsi filozofowie świata, między innymi Leszek Kołakowski.
Michalski należał do dynamicznego, rewolucyjnego pokolenia ’68, które rozjechało się po świecie, kiedy władze komunistyczne relegowały wielu spośród najlepszych studentów jako „syjonistów” i zwolniły ich nauczyciela-Kołakowskiego. Michalski został w Polsce i napisał pracę o Heideggerze, zawierając przy okazji znajomość z polskim fenomenologiem ks. Józefem Tischnerem i czeskim fenomenologiem Janem Patočką.
Publikacja drugiej książki Michalskiego, o Husserlu, przywiodła go do Niemiec Zachodnich, gdzie zrobił wielkie wrażenie na profesorach i nawiązał liczne kontakty. Wiosną 1980 r., podczas seminarium w Dubrowniku z Hansem-Georgiem Gadamerem, Michalski wpadł na pomysł założenia instytutu badawczego, w którym myśliciele wschodnioeuropejscy (przede wszystkim dysydenci) mogliby się spotykać z zachodnimi uczonymi. Nie chodziło o to, żeby zasypać oficjalne podziały filozoficzne, ale żeby porozumieć się na poziomie ludzkim i nawiązać przyjaźnie „jako skutek uboczny pracy intelektualnej na interesujące dla wszystkich tematy”.

Michalski przewidywał, a zarazem rozwiązywał praktyczny problem ówczesnej wschodnioeuropejskiej myśli politycznej. W latach 80. dysydenci z tego regionu definiowali „społeczeństwo obywatelskie” jako niezależną działalność ludzi, którzy ignorują opresyjne państwo komunistyczne i dążą do nawiązania autentycznych relacji, które mogą pośrednio zbudować nową politykę. Václav Havel i Adam Michnik nawoływali, aby „żyć w prawdzie” i „żyć tak, jakbyśmy byli wolni”. Słabością tych inspirujących idei był ich anarchizm: społeczeństwo obywatelskie nie może przetrwać bez instytucji, a ich istnienie wymaga nie tylko uczciwości, ale również taktu, nie tylko odwagi, ale również kontaktów. Michalski wszystko to miał. Jako naukowiec po trzydziestce zdołał uzyskać poparcie uczonych i fundacji niemieckich, władz Wiednia, rządu austriackiego, George’a Sorosa, a nawet papieża Jana Pawła II dla Instytutu Nauk o Człowieku. Była to działalność niezależna, ale ze strukturą i wsparciem zewnętrznym.
Mimo to wymagała odwagi. Finansowanie na początku było ograniczone i cały czas niepewne. Michalski i jego współpracownicy, młodzi filozofowie niemieccy Cornelia Klinger i Klaus Nellen, zrezygnowali z karier akademickich na rzecz niepewnej misji w mieście, w którym prawie nikt ich nie znał. Wybrali Wiedeń jako miasto leżące „za żelazną kurtyną, ale w neutralnym kraju”. Liczyli na to, że władze komunistyczne prędzej zgodzą się na wyjazd swoich obywateli do Austrii niż do państwa członkowskiego NATO.
Pierwszym projektem instytutu była publikacja dzieł zebranych mentora Michalskiego, Jana Patočki – trudniejsze zadanie, niż mogłoby się wydawać. Patočka podpisał Kartę 77, żądanie czechosłowackich dysydentów, aby władze komunistyczne przestrzegały zasad praworządności. Zmarł w 1977 r. po przesłuchaniu przez policję. Wierni słuchacze jego podziemnego seminarium ocalili wiele jego nieopublikowanych prac z jego mieszkania przed przybyciem na miejsce funkcjonariuszy. Niedługo po powstaniu instytutu przyjaciel Michalskiego Nellen zaczął szmuglować teksty Patočki przez granicę czechosłowacko-austriacką. W wyniku tych działań wschodnioeuropejski myśliciel stał się powszechnie znanym filozofem. Pisma do tej pory funkcjonujące tylko w powielaczowym drugim obiegu stały się dostępne na Zachodzie.

W tym samym czasie Michalski zaczął organizować doroczne spotkania najwybitniejszych humanistów z Janem Pawłem II w papieskiej letniej rezydencji Castel Gandolfo, w ramach wieloletniego projektu dotyczącego rozumu i wiary. Było to pierwsze z szeregu przedsięwzięć, które na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie interesujących przede wszystkim dla Europy Wschodniej, ale w rzeczywistości umożliwiały poruszanie się po całej europejskiej scenie. Jako rektor Instytutu Nauk o Człowieku Michalski finansował badania między innymi w takich dziedzinach jak stan szkolnictwa wyższego, nierówności społeczne po reformach wolnorynkowych, duchowe fundamenty integracji europejskiej, równość płci i prawa kobiet.
Jak przystało na cywilizowaną filozofię, ten program intelektualny był zarazem pogłębiony i aktualny; pozwalał na kontynuację działalności po przemianach na przełomie lat 80. i 90. Kiedy skończył się komunizm, współpracownicy instytutu zajęli ważne stanowiska w kulturze i polityce. Najważniejsze osiągnięcia tej placówki tkwią jednak przede wszystkim w relacjach intelektualnych i osobistych, dzięki którym jedność Europy wydawała się aksjomatyczna. Dla przykładu, to właśnie tutaj Tony Judt kierował projektem, który zaowocował książką „Powojnie” (2006) – dzieło to bardziej niż jakiekolwiek inne na powrót scaliło historię Europy.
Wyrazem niezwykłego połączenia żarliwości i uroku Michalskiego było między innymi jego przekonanie, że ezoteryczna nazwa „nauki o człowieku” może być skuteczną reklamą działań społecznych. Był człowiekiem, który jak mało kto umiał słuchać; niektórzy z odwiedzających instytut uczonych twierdzili, że nie odezwał się przy nich ani słowem. W swoich wypowiedziach łączył uwodzicielską charyzmę z zawodowym roztargnieniem. Czasami zapominał, w jakim języku mówi. Po angielsku był zabawny, po niemiecku dowcipny, po polsku przebojowy. Większość jego łobuzerskich anegdot dotyczyła wybitnych i dobrych ludzi (na przykład Jana Pawła II), dzięki którym mógł prowadzić instytut. Chociaż był dobry w namawianiu ludzi do pomocy, nigdy nie używał ich instrumentalnie. I w tym przypadku swawolne historie czyniły nas wszystkich ludzkimi: mówiącego, słuchacza i ofiarę.

„Obywatelskość” filozofii Krzysztofa kryła się w jego chęci stworzenia, jak to nazywał, „wolnej przestrzeni” dyskusji o ideach; nie obejmowała natomiast ustępstw na rzecz mody czy kompromisów w kwestiach smaku. Podejmował najtrudniejsze zagadnienia z tradycji fenomenologicznej: czym, kiedy i dlaczego jest człowiek?
Jego ostatnia praca „Płomień wieczności”, radykalna reinterpretacja myśli religijnej Nietzschego, rozpoczyna się od płodnego paradoksu autora „Tako rzecze Zaratustra”: „To życie to twoje życie wieczne!”. Nic odleglejszego od suchej rozprawy filozoficznej – na przykład w rozdziale o miłości przywołany jest chrześcijański obraz niebiańskiego potu (coeli sudor) i żydowskie pojęcie rosy Bożej (talia). Wieczna miłość w okamgnieniu jednoczy nas z innym i podważa wszystkie wcześniejsze pewniki. Pod tym względem – pisze Michalski – jest jak śmierć i przygotowuje nas na śmierć, nie w formie pociechy, lecz uświadomienia, że więcej niż raz wchodzimy w nieznane.
Poczucie praktykowanej wieczności (być może – znamię miłości) otaczało wszystkie osobiste relacje Krzysztofa. Łatwo jest poczuć się zaskoczonym dojrzałym wdziękiem jego dwóch dorosłych córek, Kaliny i Julii, ponieważ historie z ich dzieciństwa opowiadał tak, jakby dotyczyły wydarzeń z ubiegłego tygodnia. „Szkoda, że nie ma tu Wojtyły” – mówił z uśmiechem, tak jakby papież nie umarł trochę wcześniej najbardziej publiczną śmiercią w dziejach, tylko po prostu przebywał gdzie indziej. „Poprosiłbym go, żeby się za tobą wstawił”. Albo: „Szkoda, że nie ma tu Patočki” – tak jakby nauczyciel zamordowany trzydzieści lat temu był po prostu zajęty czym innym – „bo ten temat bardzo go interesował”. Szkoda, że nie ma tu Krzysztofa.  

Copyright © 2013 „The New York Review of Books”

przełożył Tomasz Bieroń

TIMOTHY SNYDER jest amerykańskim historykiem, wykładowcą Yale University, autorem wielu książek i prac poświęconych Europie Wschodniej. W Polsce ukazały się m.in. „Rekonstrukcja narodów: Polska, Ukraina, Litwa, Białoruś, 1569–1999” i – ostatnio – „Skrwawione ziemie”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]