Miliony widzów obejrzały na YouTubie debatę naukowca z propagatorem pseudonauki. Kto wygrał?

Doprawdy, dawno nie widziałem niczego równie fascynującego, jak ta trwająca prawie cztery i pół godziny dysputa u Joego Rogana pomiędzy Flintem Dibble’em a Grahamem Hancockiem. To być może przełomowe wydarzenie w otaczającej nas infosferze.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”

Rogan – niegdyś wzięty komentator sportowy, obecnie autor ultrapopularnego kanału na YouTubie (oraz innych platformach) – od wielu lat robi dla światowej debaty publicznej co najmniej tyle dobrego, ile złego. Dobrego, bo bywają u niego wybitni eksperci, artyści, pisarze czy dziennikarze. Złego, bo z równym zapałem – wspierając się argumentem z wolności słowa i myślenia – zaprasza różnych naukowych renegatów albo propagatorów teorii spiskowych. W trakcie pandemii np. wyemitował dwie długie rozmowy z czołowymi amerykańskimi antyszczepionkowcami – lekarzem i biochemikiem Robertem W. Malonem oraz kardiologiem (z cofniętą licencją) Peterem A. McCulloughem. Zainicjowano wtedy nawet akcję bojkotu jego programu, a także wezwano platformy podkastowe do zawieszenia z nim współpracy. Nic to oczywiście nie dało. Potężna machina, którą ów pozujący na „zdroworozsądkowego, zwykłego człowieka” gwiazdor przed laty wprawił w ruch, kręci się dalej. Mam jednak wrażenie, że wielogodzinna wymiana pomiędzy Hancockiem, autorem bestsellerowych pseudonaukowych książek i filmów spod znaku „zakazanej archeologii”, a Dibble’em, uniwersyteckim profesorem archeologii, jest istotnym, a być może nawet przełomowym wydarzeniem w otaczającej nas infosferze.

Już sam fakt, że tę fachową rozmowę – pełną specjalistycznej terminologii oraz mnóstwa niekoniecznie efektownych slajdów i wykresów – na samym tylko YouTubie obejrzało dotąd ok. 5 milionów ludzi, napawa optymizmem. Jak również bezspornie dowodzi, że filozofia dogmatycznie przyświecająca dziś wielu profesjonalnym mediom – w skrócie: szybciej, krócej, głośniej, jaskrawiej! – kompletnie rozmija się z realnymi zainteresowaniami szerokiej publiczności. Ale najbardziej krzepiąca w tym wszystkim jest okoliczność, że oto doszło wreszcie do publicznej, frontalnej konfrontacji pomiędzy sławnym propagatorem pseudonauki i teorii spiskowych a rzetelnym naukowcem. I że ten drugi, w sposób błyskotliwy, spokojny, pozbawiony agresji, za to pełen luzu i poczucia humoru, centymetr po centymetrze rozmontował uroszczenia i nadużycia tego pierwszego. A przy okazji – precyzyjnie i modelowo zademonstrował, jak naprawdę działa nauka. Czym jest, jakie są jej cele i metody, jak buduje hipotezy, jak je sprawdza, jak te potwierdzone włącza w zasób wiedzy, a niepotwierdzone odrzuca bądź zostawia pod znakiem zapytania.

No dobrze, ale skąd właściwie się wzięło to aż tak gigantyczne zainteresowanie? Powodów jest kilka. Niewątpliwie już sama kwestia sporna pomiędzy Hancockiem a Dibble’em – czyli (co postuluje Hancock) istnienie jakiejś tajemniczej prehistorycznej cywilizacji, o której nic nie wiemy, lecz mamy jej domniemane pozostałości – intensywnie pobudza przesiąkniętą popkulturowymi tropami zbiorową wyobraźnię. Do tego Dibble faktycznie wygląda trochę jak brodaty Indiana Jones, Hancock zaś jest prawdziwym celebrytą, jego książki sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy, a filmy królują na listach najchętniej oglądanych. Są to z pewnością czynniki sprzyjające rekordowej klikalności. Ale moim zdaniem kluczowa jest inna kwestia.

Mianowicie: coraz powszechniejsza w zachodnich społeczeństwach nieufność do oficjalnych instytucji, nauki, mediów „głównego nurtu”. Hancock doskonale gra na tych nutach. Przedstawia środowisko archeologiczne jako mafię, która zmówiła się, żeby ukrywać przed ludzkością prawdę o naszym pochodzeniu. Dlaczego? Tego wprost nie mówi, rozpyla tylko rozmaite aluzje, z których wyłania się podstawowa sugestia: skoro w sprawach tak fundamentalnych nas oszukują, to czy nie powinniśmy wątpić także w całą resztę „oficjalnego przekazu”? W czym bowiem gorsi od archeologów są biolodzy, medycy czy fizycy? Ostatecznie stanowią część struktur i hierarchii współtworzonych przez politykę, biznes, finansjerę i naukę. A że ze światem, którym rządzą, jest coraz gorzej, to przecież każdy widzi gołym okiem. W ten właśnie sposób – o czym nie raz już tu pisałem – przędzie się nić pseudonauki i teorii spiskowych, która niepostrzeżenie coraz ciaśniej nas oplata.

Tę nić Flint Dibble – który ewidentnie miał zostać publicznie zdemaskowany i skompromitowany – przeciął z wielką gracją, w sposób zdecydowany, a przy tym pozbawiony poczucia wyższości czy złośliwości. Słowem: zaprezentował to, co w sztuce dyskusji najważniejsze: argumenty, umiejętność słuchania, humor, precyzję, merytorykę, klarowność wywodu. Jak się okazuje, była to recepta na sukces. Powszechny odbiór tej rozmowy, komentarze i statystyki pokazują, że autorytet Hancocka został zachwiany i że to, co wcześniej wśród widowni Rogana przyjmowane było bezkrytycznie, zostało podane w wątpliwość.

Zdaje mi się, że mamy tu przy okazji jasną odpowiedź na pytanie, czy należy dziś publicznie rozmawiać z propagatorami pseudonauki i teorii spiskowych. Brzmi ona: zdecydowanie tak. Pod tym wszakże warunkiem, że po drugiej stronie zasiadać będzie zawsze ktoś tak błyskotliwy i opanowany jak Flint Dibble. Prawda, oczywiście, prędzej czy później obroni się sama, trzeba jej jednak czasami wydatnie pomóc. Zwłaszcza w epoce, w której iluzje i kłamstwa mają się, niestety, doskonale.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Warto rozmawiać