Liturgia uczyniła nas w ostatnim czasie świadkami ostrej rozmowy Jezusa z „Żydami, którzy Mu uwierzyli” (zob. J 8, 31nn). Takie ich określenie (ci, „którzy uwierzyli”) musi zdumiewać: ani przebieg, ani ton tej rozmowy nie wskazuje raczej na tę wiarę… Może jednak chodzi tu ostatecznie o pytanie skierowane do nas, którzy łatwo deklarujemy, że jesteśmy wierzący, a przecież (być może) równie łatwo możemy znaleźć w sobie zaprezentowane przez nich w tamtym dialogu schematy myślenia?
Jezus mówi do nich: „Prawda was wyzwoli”. A oni: „Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę”. Jezus: „Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca”. Oni: „Ojcem naszym jest Abraham”. Na co Jezus: „Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama”.
Czytałem ten tekst i myślałem o tym, jak łatwo jest się powoływać na ojców. Więcej: jak łatwo jest się chować za ojców. Kiedy nas przykładowo oskarżają o brak tolerancji – natychmiast odpowiadamy długim wywodem o wielowiekowej tradycji tolerancji polskiej, zamykając ów wywód pointą: nie nas będziecie uczyć, co znaczy tolerancja! Popatrzcie wpierw na siebie.
Wywód jest prawdziwy. I dobrze jest z dumą o nim pamiętać; słuszne również jest o nim opowiadać. Nie od rzeczy będzie wszakże zapytać: czym ostatecznie ów wywód ma być? Pokornym opisem naszego najbardziej wewnętrznego DNA, generującego (lub przynajmniej dyscyplinującego) wszystkie nasze postawy? Czy też fasadą lub rodzajem tarczy, za którą można ukryć zgoła nie schodzące się z nim własne przekonania? A jeszcze bardziej działania?
Przypomina się ostatnie zdanie „Napomnienia VI” św. Franciszka, które brzmi: „Stąd słusznie [należy] nam się wstyd, iż święci dokonywali [wielkich] dzieł, a my chcemy otrzymać cześć i chwałę, recytując czy głosząc o nich [tzn. o tych dziełach] kazania”.
Obnoszenie się pochodzeniem od Abrahama i świętych (także od Franciszka) może nam przynieść w odpowiedzi Jezusową opinię dotyczącą naszego postępowania: „Tego Abraham nie czynił!”. Franciszek tak nie postępował!
Rozziew między powoływaniem się na świętych ojców a jakością naszych czynów Jezus ocenia bardzo ostro – nazywa wprost postawą diabelską: „macie diabła za ojca” (J 8, 44).
Przesada? Nie. To diabeł jest „ojcem kłamstwa”, a tu właśnie z kłamstwem mamy do czynienia.
Bogu niech będą dzięki za Abrahama. Za Franciszka. Za wszystkich świętych. Za każdego z naszych ojców w wierze. Za zakorzenienie. I za płynące w naszą stronę od nich zobowiązanie. Co najmniej równie wielkie, jak zachwyt i poczucie dumy. ©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















