Profesor Markiewicz sprawia mi zaszczyt, wnikając w spójność moich tekstów, ale doprawdy nie w tym rzecz, by ktokolwiek analizował głoszone przeze mnie poglądy na interpretację. W dyskusji chodziło o to, co zrobić, żeby najmłodsze pokolenia nie tylko chętniej przychodziły na studia, ale też i na nich do końca, z zadowoleniem, trwały. Oczywistość, na mocy której całe gromady inteligentnych ludzi garnęły się na polonistykę, dawno minęła i trzeba znajdować nowe sposoby ich przyciągania. Od wielu lat robię, co mogę, żeby dyskusję taką podsycać, ale widzę z czasem, że robię to na próżno, albowiem jedynym profesorem, któremu chce się ze mną spierać, jest Markiewicz, którego zresztą bardziej interesuje historia dyscypliny i szczegółowe problemy teoretyczne niż to, jak sprawić, żeby młodzi ludzie nie uważali pięciu lat studiów polonistycznych za zmarnowane. Potwierdza to tylko moje smutne przypuszczenie, że w naszej dziedzinie problemy, o których mowa była w dyskusji na łamach "TP", mało już kogo interesują, poza garstką pasjonatów, którzy daremnie szukają wsparcia u starszych kolegów.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















