Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Marta Stebnicka

Marta Stebnicka

30.03.2015
Czyta się kilka minut
Przed drzwiami mieszkania zostawiało się wszystkie swoje sprawy rodzinne, tragedie.
Marta Stebnicka, Kraków, marzec 2015 r. Fot. Kamila Zarembska
P

Przestrzeni nie było zbyt wiele, ale w rogu, z prawej strony, stała niezwykła, srebrzystobiała forma – z przerażająco rozwartymi ustami, jakby we wrzasku, z dwoma wyciętymi otworami. To było to, co dominowało w przestrzeni tego zwyczajnego pokoju. Jak się okazało, to była Goplana – fantom, postać sceniczna, za którą siedziała Janina Kraupe, mówiła tekst do miednicy, skandując.
 

„Balladyna” Juliusza Słowackiego
Przeszło 70 lat temu znalazłam się w mieszkaniu Ewy Siedleckiej w Krakowie przy ul. Szewskiej 21, II piętro. To w tym mieszkaniu, w jednym z pokoi, którego okna wychodziły na Szewską, Kantor tworzył swój teatr.

Była wojna, okupacja niemiecka, czas terroru, niebezpieczny, w każdym domu strach, cierpienia, rewizje i bardzo trudne warunki do życia. I to był właśnie cud ulicy Szewskiej. Przed drzwiami mieszkania zostawiało się wszystkie swoje sprawy rodzinne, tragedie. W mieszkaniu istniały tylko sprawy z Kantorem, z teatrem, ze sztuką.

Kantor przeszczepiał w nas jakieś potężne ładunki temperamentu, pobudzał wyobraźnię, przemieniał, zależnie od swoich potrzeb inscenizacyjnych. Najpokorniejszy był jego bliski przyjaciel, najstarszy z nas, Jerzy Turowicz. Był dla nas przykładem.

Kantor porywał nas w swój teatr. Nie od razu wiedzieliśmy: co, jak i dlaczego. Ale siła Tadeusza była tak wielka, że wszystko wydawało się oczywiste i zrozumiałe.

Grałam w tym spektaklu Skierkę, Anna Chwalibożanka – Chochlika. Miałyśmy maski na twarzy, nieco jajowate, biało-czarne z otworami na usta i oczy, a ja dodatkowo miałam ogromne papierowe rzęsy, które zabierały mi obraz tego, co działo się na scenie i widowni.

Jeszcze każda z nas miała wielkie nochale. Krążyłyśmy między Goplaną, Balladyną, Grabcem. Musiałyśmy być jeszcze całe ubrane na czarno. Ja nie miałam nic odpowiedniego w domu, toteż nasz niezastąpiony opiekun, ksiądz Siedlecki, pożyczył mi swoją sutannę. Mój Boże, grałam w sutannie księdza Siedleckiego!

Premiera była w maju 1943 roku. To był czas, którego się nie zapomina, a rozedrganie, które mieliśmy w sobie, zostało do dziś.

Po premierze „Balladyny”, o czym mało kto wie, w mieszkaniu na Szewskiej przez dwa miesiące można było oglądać pierwszą tajną wystawę prac twórców krakowskiej awangardy. Jerzy Skarżyński dał najwięcej obrazów. Były też prace Rostworowskiego, Kantora, Nowosielskiego i Zofii Gutkowskiej (jego przyszłej żony), Jerzego Kujawskiego, Adama Hoff- manna i Ewy Kierskiej.
 

„Powrót Odysa” Stanisława Wyspiańskiego
Nie od razu zaczęły się próby „Powrotu Odysa” Stanisława Wyspiańskiego. Kantor chciał wyciszyć sprawę „Balladyny”, która poruszyła, ale też podzieliła widzów w czasie tych kilku spektakli.

Doszłam na próby, które odbywały się w mieszkaniu Pugetów, wtedy przy ulicy Wolskiej, dziś Piłsudskiego. Wydawało mi się, że spektakl był już prawie gotowy. To był zupełnie inny teatr. W niczym nie przypominał „Balladyny”. Przedmioty służące aktorowi do tworzenia postaci otwierały mu przestrzeń, mówiły o nim, ale nie były przez niego używane, np. spróchniała deska (wisiała nad nami), łańcuchy, zardzewiała, żelazna kotwica. Każdy z nas przynosił jakieś żelastwa, np. Tadeusz Brzozowski niemal z narażeniem życia ukradł szczekaczkę z Plant. Dzięki niej na scenie słychać było strzały.

To wszystko mam nieco zamazane w pamięci. Znosiliśmy później na Grabowskiego (gdzie odbyła się premiera), do bogatego, mieszczańskiego wnętrza, całkowicie wypatroszonego przez Kantora, najrozmaitsze „zdobycze”.

Kantor budował nowe ściany zachlapane tynkiem, podłogę z desek, podest sceniczny dla Odysa i zalotników. Chciałam jeszcze przypomnieć, dlaczego wyprowadziliśmy się do mieszkania Magdy Stryjeńskiej z mieszkania Pugetów. Pewnego dnia, w czasie próby, w bramie na ulicy Wolskiej Niemcy zastrzelili młodego mężczyznę. Pracowaliśmy dalej, ale natychmiast zmieniliśmy miejsce prób na mieszkanie przy ul. Grabowskiego.

Ten spektakl i próby do niego łączyły całe nasze środowisko. Przychodzili młodzi malarze, plastycy, koledzy Kantora – nieustające dyskusje, jedni przyprowadzali drugich, inspirowali się wzajemnie, pokazywali swoje prace do oceny, kłócili się.

Ciągle coś się działo w nas i między nami. Kazio Mikulski przynosił swoje gżegżółkowate, surrealistyczne wiersze. Każdy miał swoje tajemnice warsztatowe do pokazania i obrony. W końcu premiera, w upalny czerwiec 1944 r.; wstrząsająca, ludzie siedzieli, zbici razem z aktorami, na skrzyniach, na podłodze, na drabinie, na pudłach, na połamanych krzesłach. Aktorzy wychodzili z maskami na scenę, odgrywali swoje teksty i wracali z powrotem do publiczności, zdejmując maski.

W tym spektaklu grałam Telemaka, Tadeusz Brzozowski Odysa. W wojskowym, niemieckim szynelu, hełmie polowym, w buciorach wojskowych, samotny i gniewny. To wielka kreacja tego wybitnego malarza. Penelopę grała Jadwiga Lau, malarka, żona poety Jerzego Laua. Pastucha I i Zalotnika – Andrzej Cybulski, Melanto – Anna Chwalibożanka, zalotnika – Franciszek Puget, Femiosa – Marcin Wenzel, Pastucha II i Zalotnika – Ali Bunsch.

Za oknami, po przeciwnej stronie ulicy, stacja policji niemieckiej i wokół nas rozlokowane wojska lotnicze. Tak to było. Przeżyliśmy. Ubyło naszego przyjaciela – Grochota, złapanego w łapance ulicznej. Zginął w Gross-Rosen.

To już za nami. I ten teatr wstrząsający, i ludzie, którzy nie chcieli wychodzić ze spektaklu. Była wielka cisza i skupienie. „Spod Trojej wracam” – ostatnie słowa Odysa. ©

MARTA STEBNICKA (ur. 1925) – aktorka, pedagog, reżyser, autorka książki „Polowanie na wachlarze”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]