Lepiej późno niż wcale

Historia odbierania przywilejów emerytalnych byłym esbekom pokazuje, jak zmieniała się Polska. Idea ta w minionym 20-leciu upadała parokrotnie.

30.09.2008

Czyta się kilka minut

Projekt odebrania byłym funkcjonariuszom UB i SB przywilejów emerytalnych - nie emerytur, ale emerytalnych przywilejów, jako praw nabytych niesłusznie - nie budzi dziś większych kontrowersji. Nie zawsze tak było. Być może w wymiarze publicznym - zmiany społecznego klimatu, a także zmiany stanowiska wielu uczestników debaty na ten temat - swoje zrobiły publikacje IPN i filmy ("Zastraszyć księdza", "Trzej kumple"), które w ostatnich latach przypomniały także byłych esbeków i ich "pracę".

Nieudane próby

Historia materialnych przywilejów byłych esbeków pokazuje, jak przez prawie 20 lat funkcjonowało prawo przejęte po PRL-u, i jak jego - oczywista dziś - absurdalność długo nie budziła sprzeciwu.

Wypada oddać sprawiedliwość tym, którzy ów stan próbowali zmienić. W grudniu 1992 r. Sejm przyjął - głosami m.in. ZChN, PC i Ruchu dla Rzeczypospolitej - ustawę odbierającą esbekom tzw. emerytury mundurowe (ustawa nie szła tak daleko, jak dzisiejszy projekt: aby odebrać komuś przywilej, trzeba było wykazać, że stosował represje). Jednak w styczniu 1993 r. prezydent Lech Wałęsa - stawiający na "resorty siłowe" i szukający sojuszników w służbach specjalnych, wtedy w większości wywodzących się z PRL-u - ustawę zawetował. W Sejmie, gdzie projekt nie miał poparcia koalicji skupionej wokół rządu Hanny Suchockiej, nie udało się weta oddalić. Za zachowaniem esbeckich przywilejów głosowały nie tylko SLD i PSL, ale też część KLD (poprzednika PO) i prawie cała UD. Przeciw był także szef MSW Andrzej Milczanowski.

Po raz drugi spróbowano w grudniu 1997 r., gdy - po czteroletnich rządach SLD-PSL - władzę objął rząd Jerzego Buzka i koalicji AWS-UW. Projekt był jeszcze łagodniejszy od tego z 1992 r. (zmieniał tylko zasady waloryzacji tzw. emerytur mundurowych), ale i tak został zawetowany przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, a w Sejmie nie było dość głosów, by weto oddalić.

W Sejmie poprzedniej kadencji pojawił się projekt PiS, poparty przez PO - na jego uchwalenie zabrakło jednak czasu. Obecna próba, podjęta przez Platformę, jest więc czwartą z kolei. I, patrząc od strony prawnej, próbą najbardziej spójną: ciężar argumentacji przenosi ze sfery moralnej na materialną - w efekcie przeciwnikom zmian trudno będzie argumentować, że chodzi o polityczną "zemstę".

Niezasłużone przywileje

Dziś rzecz wydaje się więc oczywista. Podobnie jak to, że przynajmniej część z zaoszczędzonych przez budżet pieniędzy (mowa o 600 mln zł rocznie) powinna zostać przeznaczona na zadośćuczynienie dla ofiar represji w PRL. Otwarte pozostają tylko pytania o sposób (jak to zrobić, by ustawa nie została zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny), czas (czy ma wejść w życie dopiero od 1 stycznia 2010 r.) i zakres zmian.

Najtrudniejsza może być odpowiedź na pierwsze z tych pytań. Ale specjaliści, np. prof. Andrzej Zoll, przekonują, że z projektem Platformy nie powinno być problemu. Trybunał orzekał już w przeszłości, że zgodne z konstytucją jest odbieranie praw nabytych niesłusznie - a z takimi mamy tu do czynienia. Prawo socjalne (i ZUS) nie może zastępować prawa karnego (i sądów). W przeciwieństwie do projektu PiS z 2007 r. - przewidywał on obniżenie esbeckich emerytur do poziomu najniższej emerytury i uzasadniał to argumentami natury historyczno-moralnej - ustawa w wersji PO zasadza się na argumentacji historyczno-materialnej (podobnie jak niemiecka ustawa, która odebrała przywileje pracownikom "Stasi" i nie została podważona przez Trybunał Konstytucyjny RFN). Wysokość emerytur esbeków była nieuzasadniona już w czasach PRL. Nieuzasadniona na gruncie materialnym: esbecy nie płacili składek, a jednak korzystali z przywilejów. Chodziło o "premię za wierność" systemowi, a nie za ciężką pracę.

Stąd odebranie przywilejów emerytalnych dotyczyć ma wszystkich byłych pracowników SB. Także tych, którzy w 1990 r. przeszli pozytywnie weryfikację i podjęli pracę w UOP lub policji. Projekt Platformy zakłada, że przywileje mieliby zachować jedynie ci esbecy, którzy pomagali opozycji. Ale to casus wątpliwy: jakkolwiek pozytywnie by oceniać postawę takich ludzi (niektórzy, np. Adam Hodysz, płacili więzieniem), jest to wyłom w argumentacji. Są inne sposoby, aby docenić tych ludzi, zresztą nielicznych - np. przyznając im specjalne renty z puli premiera.

Jeśli projekt PO przejdzie w Sejmie - głosowanie może się odbyć już w październiku - emerytura przeciętnego esbeka powinna wynosić mniej więcej tyle, ile emerytura przeciętnego Polaka. Nawet to kłóci się jakoś z poczuciem sprawiedliwości, ale na pewno jest bardziej sprawiedliwe niż stan trwający przez minione 20 lat.

Emeryci z nomenklatury

Jeśli coś może budzić wątpliwości, to włączenie do projektu PO członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Połączenie w jednej ustawie dwóch spraw różnych pod względem sytuacji prawnej może być błędem. Sensowniejsze byłoby ich rozdzielenie.

A nawet, być może, rozszerzenie projektu dotyczącego WRON o przynajmniej część tzw. emerytur nomenklaturowych. Specjalne pensje i przywileje - wynikające nie z wykonywanej pracy, ale z przynależności do klasy rządzącej (jak wtedy mawiano, nomenklatury partyjno--państwowej) - otrzymywało w PRL-u wiele osób także spoza SB.

PRL, wbrew temu, co twierdziły jej władze, nie była państwem sprawiedliwości społecznej. Przeciwnie: kasta ludzi związanych z systemem pobierała niesprawiedliwie wysokie wynagrodzenia i korzystała z przywilejów, również emerytalnych. Fakt, że w ich przypadku po 1989  r. system socjalny powiela niesprawiedliwości wywodzące się z poprzedniego ustroju, jest absurdem.

Powinny powstać dwie ustawy. Jedna dotycząca esbeków i druga, zapewne trudniejsza w realizacji, a dotycząca części nomenklatury partyjno-państwowej (także WRON), której zarobki i przywileje były nieadekwatne do kwalifikacji i pracy. Części - bo trzeba tu rozróżniać, i choć np. posadą nomenklaturową (tj. przyznawaną za akceptacją partii) była posada dyrektora fabryki, to przecież dyrektor na Zachodzie również zarabiał więcej niż robotnik. Ale odebranie przywilejów powinno na pewno dotyczyć tych, którzy w hierarchii służbowej nadzorowali SB - w partii, rządzie czy sądownictwie.

Jest to materia trudna, znacznie trudniejsza niż emerytury esbeckie. Pytanie, czy Platforma i PiS znajdą wolę, by się nią zająć.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz, kierownik działów „Świat” i „Historia”. Ur. W 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje się w tematyce niemieckiej. Autor książek: „Polacy i Niemcy, pół… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2008