Lepiej nie

Powódź się kończy. Komunikaty zmieniają treść: już nie ostrzeżenia, lecz mobilizacja środków pomocy, rąk, sposobów działania, finansów. W tym wszystkim od początku aura solidarności z dotkniętymi tak straszną klęską.
Czyta się kilka minut

Nikt nie może powiedzieć, że jeśli tylko chce pomóc, nie wie, jak, gdzie, komu. Nikt nie może udawać (założywszy, że chciałby!), że nie wie, jak to wyglądało i jak dalej wygląda.

I to jest pocieszające. Przynajmniej to wśród tylu nieszczęść. Ta zgoda pomimo atmosfery gęstej od politycznych podejrzeń, ustawicznie podkreślanych różnic (cóż z tego, że w innej stylistyce...), nieustannej gotowości do konfrontacji. Jak dotąd niemal niezauważone, zbliża się wielkie święto beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. Atmosfera ogólnej pomocy w kataklizmie ma szansę największą z możliwych, by odbudowywać w nas solidarność, tamtą z czasu Jego nauczania i Jego męczeństwa ("zło dobrem zwyciężaj..."). To będzie już zaraz.

Więc lepiej szybko zapomnieć o tak nieopatrznie wysłanym do ludzi sygnale, więcej: unieważnić go co rychlej, zanim narobi szkód. Symbolem tego sygnału, wysłanego przez szanownych działaczy charytatywnych, jest pralka Frania. Zdążyła zaistnieć medialnie wiele razy, choć to tylko jeden egzemplarz na Polskę. Nieopatrznie przywieziony do punktu zbiórki darów dla powodzian, nieopatrznie przyjęty, posłużył za symbol "darów-śmieci", "darów-staroci", niepotrzebnych, ba, takich, przed którymi organizatorzy pomocy bronią się energicznie, wzywając: tylko nowe rzeczy albo pieniądze. Niczego innego nie przyjmujemy.

Dzielić i wręczać dary lśniące nowością na pewno jest milej. Na pewno również pomoc ma być skuteczna, to znaczy taka, która okaże się potrzebna. Ale ten podniesiony alarm ugodził pewno niejednego człowieka, który myślał, że jego sprzęt, narzędzie czy ubranie, choć nienowe, jedyne, co jest w stanie dać, też przyda się bodaj w tych pierwszych koszmarnych wysiłkach oczyszczania domu, zmagania się z potopem w całej jego zgniliźnie i zniszczeniu. Ci ludzie zostali odsunięci od pomocy, pouczeni publicznie w taki sposób, który mógł zaboleć. Lepiej było nie wysyłać takiego sygnału.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2010