Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Lekcja Alfiego Evansa

Lekcja Alfiego Evansa

01.05.2018
Czyta się kilka minut
Umarł mały chłopiec. Był zbyt mały i zbyt chory, by wiedzieć, że w jego ostatnich chwilach na tym świecie, cały ów świat mówił o nim i na niego patrzył. Dla chłopca w tym wieku całym światem są jednak tata i mama. Mam nadzieję, że jego ostatnie myśli były wypełnione właśnie nimi, że zasypiał po raz ostatni z ich twarzami pod powiekami.
Przed szpitalem Alder Hey, gdzie zmarł Alfie Evans, 28 kwietnia 2018 r. / Fot. Paul Ellis / AFP / East News
Przed szpitalem Alder Hey, gdzie zmarł Alfie Evans, 28 kwietnia 2018 r. / Fot. Paul Ellis / AFP / East News
H

Historii Alfiego Evansa nie da się rozdzielić od historii jego rodziców. Wiem, co mówią specjaliści: rodzice w sytuacjach granicznych mylą często swój komfort z potrzebami dziecka, szarpią malucha w rozpaczy. Twierdzę jednak, że brytyjski sąd - w myśl prawa reprezentujący interesy dziecka - popełnił błąd antagonizując je ze stanowiskiem rodziców. Nie w porządku było uniemożliwienie im kontynuowania terapii paliatywnej w ośrodku oferującym taką możliwość. Nie prowadzonym przez znachorów, księży czy publicystów, ale przez lekarzy dyplomowanych tak samo, jak ci ze szpitala Alder Hey w Liverpoolu (którzy przez wiele miesięcy z wielkim oddaniem opiekowali się Alfiem). Skoro tamci lekarze wyszli z taką propozycją - zakładam, że dokumentacja medyczna przypadku była im znana, mieli już też okazję rozstrzygać dylematy powstające na styku: ludzka śmiertelność - coraz większe techniczne możliwości przedłużania niektórych funkcji organizmu. Medycyna to jednak wciąż - mimo postępującej standaryzacji - dziedzina w sytuacjach skrajnych miejscami mocno subiektywna: jeden lekarz nie daje żadnej nadziei, drugi mówi: będę operował. Jeśli jeden lekarz mówi: "odłączamy", a inny: "u nas możemy jeszcze nie odłączać", to niezależnie od tego, ile paneli ekspertów nie powołałby sąd, trudno nie stanąć po stronie rodziny, która - jeśli już respirator podłączono - jego odłączenie ma za przyspieszenie czegoś, co i tak jest nieuchronne.

Dla mnie "sprawa Alfiego Evansa" była więc nie o "walce o życie" (bo on umierał), ale o ponownym upodmiotowieniu rodziców. Ze zdumieniem obserwowałem, jak dla wielu innych zmieniła się w pole ideologicznej wojny. Czytając to, co pisała w polskim internecie strona biorąca w obronę decyzję sądu, znajdowałem w tym nowy ton, który pojawił się na scenie przy okazji naszej ostatniej wojny o aborcję. Po tamtej stronie wyraźnie puścił jakiś hamulec, nie przypominam sobie by w ciągu ostatnich 20 lat pisano o Kościele, jego nauce i ludziach z nim związanych z taką pogardą (to już nie jest "antykościelność" a la tygodnik "Nie", to przedsmak - obym się mylił - tego, co czeka nas, gdy ideowe wahadło w społeczeństwie pójdzie w drugą stronę).


Czytaj także: kard. Vincent Nichols, prymas Anglii i Walii, o sprawie Alfiego Evansa


Z drugiej strony też można było mieć wrażenie, że chyba komuś tu - przepraszam, ale nie da się tego opisać inaczej - odbiło. Ludzie skrzyknięci pod hasłem "Save Alfie Evans!" (nie wszyscy, rzecz jasna), krążyli po necie, wrzucając wszędzie, gdzie się da, swoje hashtagi i okrzyki, wzywając do wirtualnej insurekcji. Szczyt osiągnęli, gdy po oświadczeniu ojca Alfiego wzywającego do ciszy, zarzucali sieć "potwierdzonymi u źródła" informacjami, że rodzice zostali zaszantażowani, a kiedy Tom Evans poinformował o śmierci syna, dopisywali pod spodem: "Ludzie, to fake! Alfie żyje!", lub odkrywali, że z liter tworzących imię i nazwisko Alfie Evans, da się też ułożyć hasło "Save Life!", "Ratuj życie!". Kompletne odcięcie reakcji na rzeczywistość od rzeczywistości (w której my, Polacy, z zapałem "ratujemy" w internecie jedno dziecko, na którego los nie mamy wpływu, nie ratując w realu tysięcy innych, które - gdyby tak zdecydował polski wyborca - już jutro mogłyby przestać umierać na raty w obozach na południu Europy) to temat na pracę z psychologii internetowego tłumu. Ważnym elementem takiej pracy musiałoby też być opracowanie wątku zredukowania poznawania świata tylko do obrazu: mam wrażenia, że za znaczną część temperatury tej wojny odpowiadał fakt, że śmiertelnej choroby Alfiego nie było widać na zdjęciach, mówiły o niej słowa lekarzy, z którymi niewielu uznało za stosowne się zapoznać.

Gdy gdzieś gromadzi się tłum, wystarczy poczekać pięć minut, by na miejscu zjawił się polityk, zabiegający, by z owego tłumu zrobić elektorat. Tak było i tym razem. Deklaracje polskich ministrów, którzy publicznie zapisywali się do ruchu "Obrońców Alfiego" można by rozpatrywać w kategoriach szczerych intencji, gdyby chodziło o osoby prywatne. W ustach ludzi, którzy (jako się rzekło - na zlecenie swoich wyborców) nie dopuścili, by w Polsce schronienie znalazła choć setka syryjskich sierot, którzy wywalają miliony złotych na idiotyzmy w rodzaju grających ławeczek czy "rejsów narodowych" (ten projekt realizuje fundacja, jednak za pieniądze spółek Skarbu Państwa i przy nadzorze polityków), a których nie stać na to, by okrzyki o "obronie życia" ucieleśniły się w pomocy dla rodzin niepełnosprawnych dramatycznie walczących o to, się im należy w Sejmie - to festiwal obłudy, by nie szukać określeń większej mocy.

A propos tych ostatnich protestów: w sieci pojawiły się też pytania, dlaczego mocno nie wsparły ich ruchy pro life i Kościół, zarzuty że ich postawa "za życiem" nie jest konsekwentna. Bo jeśli walczymy o to, by osoby z niepełnosprawnościami mogły się urodzić, czy nie powinniśmy też z całych sił wspierać wszystkich walczących o to, by po urodzeniu mogły godnie żyć? Co do najgłośniejszych środowisk pro life - nie wiem, być może wydaje im się, że gdy wesprą ruch, który kontestuje poczynania władzy, owa władza w akcie rewanżu "uwali" ostatecznie ich antyaborcyjny projekt, na którym najbardziej im zależy. Co do Kościoła zaś - to bardzo dobrze, że po kuriozalnych frazach abp. Hosera, występującego w roli adwokata rządu, a nie protestujących ludzi, przyszedł bardziej sensowny wywiad szefa zespołu charytatywnego Episkopatu, bp. Wiesława Szlachetki, jego słowa pozwolą nam zachować przynajmniej część twarzy. Ale na tym skończyć się nie może. To naprawdę ostatnie momenty dla polskiego Kościoła, polskiego Episkopatu by zrozumieć, że jego miejsce nie jest w chórze z butnym posłem poniżającym protestujących, a na podłodze obok nich. Nie ma znaczenia, ile już żeśmy zrobili dla innych niepełnosprawnych, dla tych akurat wciąż zrobiliśmy za mało.


Czytaj także: Michał Rychert o milczeniu Episkopatu w sprawie protestu niepełnosprawnych w Sejmie


W historii Izraela kapłani reprezentowali interesy ludu przed  Bogiem, interesy Boga przed ludem reprezentowali prorocy. Tych pierwszych mamy dziś aż nadto, w pompatycznym wielosłowiu wypraszają dziś przychylność dla narodów, rządów, cywilizacji. Tych drugich trzeba umieć wyłuskać z wydarzeń, zauważyć że są "znakiem czasu". Mam wrażenie, że Alfie Evans był właśnie jednym z nich. I że najważniejszą lekcję dał nam w ciągu ostatnich godzin, gdy na życzenie rodziców większość "broniącego" go tłumu zamilkła, pozwoliła rodzinie być w milczeniu przy odchodzącym dziecku. Umiemy w internecie zabijać bliźniego słowem w ramach walki o życie, w Sejmach bronić chrześcijańskiej cywilizacji przed syryjskimi niemowlakami, kokietować władzę z ambon. Ale albo nauczymy się, że nasze miejsce zawsze jest po stronie człowieka (nie zjawiska, nie zdjęcia - człowieka), przy nim, nie przy swoich emocjach czy sądach, albo marny będzie nasz los.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

FOT. GRAŻYNA MAKARA
Polski dziennikarz, publicysta, pisarz, dwukrotny laureat nagrody Grand Press. Po raz pierwszy w 2006 roku w kategorii wywiad i w 2007 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne. Na koncie...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

to tak jak z prokuratorem Piotrowiczem, co to niedawno tłumaczył wyborcom, że Polska jest rządzona według zasady "divide et impera" - kompletny głupek czy chorągiewka, co poczuła zmianę kierunku wiatru, zastanawiali się prezenterzy tv

Red. Hołowni dziekuje za ten tekst. Ostatnio miałam wrazenie, ze nagle obudziłam się w swiecie, który przeszedł gruntowne przewartościowanie etyczne. Najbardziej porażający był dla mnie tekst p. Michalskiego, byłego europosła w Krytyce Politycznej

Niech sobie chłopcy i dziewczęta z Syrii zamieszkają w polskich rodzinach. Niech sobie jedzą kotlety schabowe i mielone. Niechaj piją piwo, chodzą na dyskoteki i oglądają ze swymi rówieśnikami "świerszczyki". Do meczetu mogą sobie chodzić wirtualnie bo w realu w Polsce chodzenie do meczetu łatwe nie jest. Jak rozumiem pan Szymon rozwojem duchowym młodych Syryjczyków głowy sobie nie zaprząta. I ich rozwojem kulturalnym chyba też nie. Gdzie mają zdobywać wiedzę o swojej arabskiej kulturze ? Z laptopa ?

to także o Panu tekst

... naprawdę Pan tak uważa i określa się mianem katolickiego publicysty ??? Nawet przyjmując Pański punkt widzenia jest jeszcze coś takiego jak misje i dziś wcale nie trzeba daleko jechać.

Przypuszczam, że pan Hołownia tak pojmuje miłość - znaleźć się po każdej stronie racji i punktu widzenia. Na ucznia Chrystusa na razie się nie nadaje - ale ciii...przepraszam - kima ja jestem, by to osądzać?

Co w/g Pan powinien głosić katolicki publicysta? W/g mnie to co pisze Pan Hołownia to kwintesencja katolickości.

Zgadzam się z tym, że historii Alfiego nie da się rozdzielić od jego rodziców, bo to może nawet jest bardziej historia rodziców. A właśnie tak zwykle bywa, że to ci, którzy żyją i są bliskimi osób będących w stanach śpiączki i połączonych z aparaturą zastępującą funkcje życiowe wpływają na dalsze ich losy, dając jednocześnie wyraz temu, co rozumieją przez pojęcie życia. I tu tkwi cały problem, jak rozumiemy pojęcie życia, zwłaszcza wobec zmian, jakie zaszły w ostatnich latach w wiedzy medycznej. Praktycznie możemy zastąpić funkcje większości narządów, możemy sztucznie wentylować, a więc oddychać za chorego, dializowac, a więc zastąpić działanie nerek, podłączyć do krążenia pozaustrojowego itd. Nie możemy jeszcze zastąpić mózgu. Nie będzie prostych odpowiedzi, każdy trochę inaczej pojmuje życie i zawsze będą różne zdania. Nie do końca natomiast zgadzam się z Panem Redaktorem odnośnie stwierdzenia, że sąd antagonizował interesy dziecka i rodziców. Bo właściwie, co to znaczy antagonizował, to trochę takie słowo - wytrych. Sąd właściwie zawsze "antagonizuje", bo przynaje rację jednej stronie. Nie wiemy, czy Pan Redaktor czytał uzasadnienie wyroku, jest bardzo wyważone, dokładnie rozpoznane opcje wszystkich stron. Uważam, że sąd wykonał naprawdę bardzo staranna pracę, co nie znaczy, że wszyscy będą się z opinią sądu zagadzac, jak to zwykle bywa.

Jestem tego samego zdania.

go ratować to dlaczego odmówił? Gorzej by nie było

Nie mozna bylo stwierdzic czy chlopiec cierpi i odczuwa bol wiec przyjeto "bezpieczna" wersje, ze cierpiec moze.

Tak się zawsze zastanawiam - skąd u nas tendencje do oceniania wszystkiego i wszystkich? I niebywała wewnętrzna konieczność poinformowania ludzkości o tym właśnie. Mam wrażenie, że ludzie piszący te komentarze w większości nie czytali artykułu... Panie Szymonie - dziękuję za każdy ważony po wielokroć Pański głos, który pozwala/każe się zastanowić i pomyśleć. Czego i Pańskim adwersarzom z całego serca życzę.

I się trochę dziwię. Pan Szymon należy do tych licznych przecież Polaków, którzy bardzo przeżywają ograniczanie wolności przez PiS. A przynajmniej tak postrzegają naszą polską rzeczywistość. I właśnie dlatego się dziwię, że pan Szymon nie oponuje przeciwko ograniczaniu praw rodzicielskich przez sądy ( wcześniej Sąd Brytyjski a potem Europejski Trybunał Sprawiedliwości ). Alfie Evans dzięki staraniu rodziców uzyskał obywatelstwo włoskie. Ponadto lekarze z renomowanej kliniki rzymskiej Dzieciątka Jezus podjęli się próby leczenia dziecka już 10 miesięcy temu ( tak podała rzecznik prasowy szpitala w Rzymie ). Pytam więc dlaczego, jakim prawem zablokowano rodzicom próbę ratowania dziecka ? Co w tym złego, że dobrych lekarzy angielskich zastąpili by dobrzy - a być może nawet lepsi - lekarze włoscy ?

Jakiego niby leczenia podjęli się lekarze włoscy w nieuleczalnej, ciężkiej chorobie neurodegenaracyjnej? Dodatkowo o nieznanej etiologii. Jaki to miał być lek, kto go wynalazł? Niestety,nie potrafimy tego leczyć. Propozycja raczej dotyczyła dalszego utrzymywania Alfiego m.in. w stanie wentylacji mechanicznej, podawania żywienia pozajelitowego i stosowania wszelkich procedur, jakie się wykonuje w tych stanach w celu podtrzymania czy zastąpienia funkcji życiowych. A więc nie było to leczenie, które miałoby wyleczyć chorego, ale mogłoby przedłużyć tak pojmowanie życie, czy właściwie przedłużenie umierania. I w tym kontekście należaloby to rozumieć. Oczywiście każdy ma prawo do tego, w tym też rodzice Alfiego, aby ich dziecko nadal miało tak prowadzone procedury medyczne, należy znaleźć rozumienie dla ich postępowania, może ich wiary w cud, czy może nawet desperacji, czy w końcu uznania, że nie należy skracać umierania, ale nie należy tego mylić z de facto leczeniem choroby jako takiej

W przypadku Alfie'go Evansa chyba raczej niekoniecznie. Tyle w kwestii prawnej. W kwestii medycznej: choroba Alfie'go rzeczywiście była raczej nie do pokonania. Chociaż - o ile mi wiadomo - podejmowane są próby leczenia ciężkich urazów mózgu z udziałem komórek macierzystych. Wiem, że u nas w kraju podejmowane są próby leczenia osób w stanie wegetatywnym czy też raczej osób o ograniczonej świadomości w/w metodą.

Nie oznacza to automatycznie,że ich dążenia zostaną spełnione. Natomiast często znajdą zrozumienie u wielu ludzi, co też miało miejsce. Co do komórek macierzystych, to generalnie wiązane są z nimi duże nadzieje, jak dotąd jeszcze słabo spełnione, ale czas pokaże. Natomiast nikt w przypadku Alfiego takich metod nie proponował. Trudno się z resztą dziwić w przypadku choroby nie w pełni poznanej, szybko postępującej,z problemami diagnostycznymi. Próby stosowania komórek macierzystych dotyczyły innych przypadków, innych schorzeń. Nie wszystko a się leczyć tak samo, nawet mimo pewnych podobieństw.

osób o ograniczonej świadomości eksperymentalnymi metodami - oto do pewnego starego, schorowanego dziada z Żoliborza w weekend przyjeżdża osobiście dyrektor szpitala z pielęgniarką i z kulami - ale cóż, nie każdy jest schorowanym, starym dziadem z Żoliborza

Zwracam uwagę na słowo "raczej". A inny dyskutant pisze, że choroba o nieznanej etiologii, na którą nie są znane leki, ani diagnostyka, więc należało go przestać podtrzymywać przy życiu. Jakby wszyscy lekarze i znachorzy tak zawsze w historii ludzkości postępowali to nieznane byłyby do tej pory ani żadne metody diagnostyki ani jakiekolwiek terapie wszystkich chorób.

I co odpowiesz na zwykły, trzeźwy komentarz plainduncana? Masz odwagę się zastanowić, pomyśleć i zgodnie z sumieniem przyznać głośno co czujesz po tym komentarzu?

na wstępie jednak szacunek za prawidłowe odczytanie dedykacji dla faryzejskiego frędzla... ✚✚✚ jeśli chodzi o sam komentarz plainduncana, to po pierwsze także jest faryzejski - już na początku plainduncan pisze, że się dziwi, a ja jestem przekonany, że wcale się nie dziwił kiedy to pisał. A udaje że się dziwi bo udaje, że nie rozumie o czym pisze Autor tekstu. Ten zaś pisze o faryzejskich postawach prezentowanych w Polsce przez polityków, biskupów itede - a nie o problemie ograniczania praw rodzicielskich gdziekolwiek, w szczególności w GB. Może i ten temat kiedyś Sz. H. poruszy - no ale w tym konkretnym wątku wcale nie musiał i najwyraźniej nie chciał. Ale skoro przy temacie, i w Polsce są one w różnych przypadkach ograniczane, jak dla przykładu w przypadku szczepień obowiązkowych czy obowiązkowej edukacji dzieci - i raczej nikogo to nie dziwi. Dalej plainduncan pyta "jakim prawem...", "co w tym złego..." - ale nie wiadomo ani kogo pyta, ani przede wszystkim o co pyta - bo jeśli już chciałby na ten temat podyskutować, to zamiast rzucać hasła typu "lekarze z renomowanej kliniki rzymskiej Dzieciątka Jezus" albo "lepsi lekarze włoscy" musiałby dokonać analizy najpierw systemu sądowniczego i prawnego w GB, a potem konkretnych orzeczeń i ich uzasadnień - ja ich nie znam, więc nie podejmuję wątku ale najwyraźniej plainduncan też ich nie zna i miesza li tylko po to, aby zamącić. ✚✚✚ nb nie od rzeczy będzie przypomnieć, że plainduncan bardzo odważnie i wręcz prowokacyjnie całkiem niedawno na łamach forum TP oświadczył, że płacą mu [kto? nie napisał...] za trollowanie TP - no więc ja naprawde nie wiem, czy ten zbiór pustych sloganów, insynuacji, przekłamań można i należy traktować poważnie - ale skoro się Panu podoba, cóż, Pański wybór...

Dodam tylko, że moje dochody ograniczają się do zarobków, które otrzymuję pracując na pełnym etacie w pewnej polskiej firmie produkującej zaawansowane technicznie, nowoczesne systemy dostępowe. Wreszcie pracuję w Polsce i to w dodatku w polskiej solidnej firmie. Cieszy mnie to i satysfakcjonuje. Martwi mnie natomiast, że sędziowie coraz częściej odgrywają role kapłanów. A Tygodnik jak to Tygodnik z wielkim respektem traktuje sądy, zwłaszcza sądy zagraniczne ( kapłanów za to - z pewnymi wyjątkami - z respektem bardzo umiarkowanym ).

...

my friend

Skoro friend, to jako friend dam Panu taką jakby radę. Niech Pan lepiej trzyma się swojej kroplówki, bo to jedyna rzecz, która Panu dobrze służy. I proszę nie zapominać o koniecznej prolongacie intelektu od czasu do czasu. Bo jeszcze przekroczy Pan termin i straci ten intelektualny błysk albo przyjdzie słony rachunek za brak terminowości. Niech Pan nie próbuje teraz skapować o co mi biega. Kiedyś, kiedy będzie na to pora, wszystko się Panu ułoży jak na dłoni...

Medycyna może wiele i niewiele, ale gdy sypnąć groszem potrafi się nad umierającym "znęcać się" prawie w nieskończoność. W imię "życia" można czynić prawie do woli "ludzkie warzywa". Nawet KK to zauważył i pozwolił pacjentowi przerwać "uporczywą terapię". No dobrze, ale to w przypadku osób które jeszcze cokolwiek kojarzą (z uporczywej terapii, było nie było, zrezygnował nawet JP II) a co z osobami pozbawionymi możliwości samodecydowania? Ileż nad nimi można się znęcać?!!! Kaci w dawnych czasach też nieraz celowo podratowywali skazańców byle móc ich dalej torturować i zadawać im cierpienie. Gdzie jest ratowanie życia a gdzie szaleństwo znęcania się nad chorym byle więcej kasy wyciągnąć z jakiejś fundacji lub "czuć się dobrze" bo niby kogoś ratujemy? Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Nawiedzeni religijnie nieraz mówią o "cywilizacji śmierci", cóż to co oni nam próbują zgotować to cywilizacja cierpienia. Kolejna trudność, szaleństwa której cywilizacji są "lepsze"?

ja tę serwowaną nam przez kościół katolicki cywilizację eskalacji beznadziejnej męki nazywam szatańskim dziełem - a w połączeniu z innymi znakami i dziełami, rządami Mamony i Pychy w tej instytucji można się rzeczywiście zastanawiać, czyj to faktycznie interes i kto w niej rządzi
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]