Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Łańcuch katastrofy

Łańcuch katastrofy

26.03.2017
Czyta się kilka minut
Wschodnia Afryka czeka na pierwsze od miesięcy deszcze. Jeśli okażą się za małe, latem usłyszymy o nowej klęsce głodu. Większej od tej, która ponad 30 lat temu zabiła w Etiopii pół miliona ludzi.
11-letni Omar trafił do szpitala z podejrzeniem cholery. Opiekuje się nim babcia; matka zmarła rodząc chłopca. Mogadiszu, 22 marca 2017 r. Fot. Maciej Moskwa /Testigo / dla PAH z Sudanu Południowego i Somali
N

Nigeryjski ksiądz Kenneth Iwunna, gospodarz parafii w Yabelo w południowej Etiopii, pisze w mailu: „Sytuacja wymknęła się spod kontroli. Nawet teraz, gdy korespondujemy, umierają starsi ludzie, osłabieni na tyle, że nie mogą się poruszać o własnych siłach. Dopiero co pochowałem jednego z parafian. Giną nam zwierzęta, ludzie uciekają w poszukiwaniu wody i jedzenia, wielu choruje. Deszcz nie padał od dawna i w całej okolicy panuje susza. Jeśli nic się nie zmieni w ciągu najbliższego miesiąca, jeden tylko Bóg wie, co się z nami stanie”.

Skalę zagrożenia uświadomiły księdzu Iwunnie martwe krowy, które zobaczył przed kilkoma tygodniami przy drodze prowadzącej nad granicę kenijską. Kiedy w 2011 r. Etiopczycy zmagali się z ostatnią katastrofalną suszą, nie wystarczyły dostawy żywności dla ludzi. Niektórzy popełniali samobójstwa widząc, jak ginie ich bydło, oznaka statusu i jedyna możliwa tutaj inwestycja.

Martwe krowy na polach pod Yabelo – to zapowiedź długiego kryzysu.

Dzieci ulicy

1200 kilometrów na północny zachód stąd, w Aweil w Sudanie Południowym, susza zmusiła ludzi do chodzenia po mieście z bambusowymi kijami. Bronią się nimi przed nastolatkami, którzy w coraz większej liczbie docierają tu z położonych nieopodal wsi. Bo gdy rodzina nie jest w stanie wyżywić wszystkich, wysyła z domu w świat najstarsze z rodzeństwa. Samodzielnie mają szansę na przeżycie.

Dzieci ulicy są coraz bardziej agresywne: żądając pieniędzy, atakują starszych i samotne kobiety. – Półnagie, nie mają potem gdzie schować tych pieniędzy. Czasem mną i połykają banknoty. Aby je potem zwrócić, wieczorami piją roztwór wody i mydła – mówi „Tygodnikowi” Wojciech Wilk, prezes fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, który właśnie wrócił z Afryki Wschodniej.
Na zdjęciu zrobionym kilka dni temu w Aweil Wilk pokazuje dziewczynkę z wzdętym brzuchem – efektem niedoboru białka we krwi i ucieczki wody do jam brzucha. To początek atrofii: gdy ciało nie ma co jeść, zaczyna spalać mięśnie. Proces ten trudno zatrzymać.
– Sudańczycy są przyzwyczajeni do tego, że w czerwcu i lipcu, ostatnich miesiącach przed zbiorami, brakuje żywności. Podobnie jak kiedyś w Polsce na przednówku. Potem, w sierpniu, przejadają się, nadrabiając chude tygodnie. Ale w tym roku jedzenia nie ma już od stycznia. Tego dzieci już nie wytrzymają – ostrzega Wilk.

W lutym w dwóch prowincjach Sudanu Południowego ogłoszono piąty, najwyższy stopień alarmu żywnościowego – famine, czyli „klęskę głodu”. W regionie miasta Aweil kryzys będzie narastał jeszcze przez pięć miesięcy. Według organizacji humanitarnych latem z głodu może tutaj umrzeć 30 proc. dzieci.

Wojciech Wilk: – Najgorszy scenariusz już się realizuje. Docierają do nas informacje o ludziach, którzy umierają podczas marszu przez pustynię.

Nie tylko głód

W pasie od Mali i północnej Nigerii na zachodzie aż po Somalię i położony na Półwyspie Arabskim Jemen na wschodzie trwa trzecia już susza pod rząd. Rolnikom uniemożliwia zbieranie plonów, pasterzom – wyżywienie stad. Prognozy różnych agencji ONZ podają najczęściej liczbę 13 mln ludzi, którzy tylko we wschodniej Afryce czekają na pomoc. W Kenii, Somalii i Etiopii ok. 600 tys. dzieci poniżej piątego roku życia będzie tego lata „poważnie niedożywionych”, co w humanitarnym slangu oznacza ryzyko śmierci.
Jednak głód – choć najbardziej działa na wyobraźnię mieszkańców Zachodu, pamiętających jeszcze tragedię Etiopii z lat 1983-85 (ponad 400 tys. ofiar śmiertelnych) – to tylko część problemu.

– Nie ma na świecie drugiego regionu, który tak dobrze ilustrowałby wzajemne powiązanie zmian klimatycznych, coraz mniej przewidywalnej pogody, przymusowych migracji oraz paraliżu rynku żywnościowego wywołanego lokalnymi wojnami – tłumaczy „Tygodnikowi” Stephen Wainaina, publicysta kenijskiego portalu „African Arguments”. – To nie przypadek, że właśnie w Somalii i Sudanie Południowym, gdzie konflikty w równym stopniu co susza uniemożliwiają funkcjonowanie normalnej gospodarki, sytuacja będzie tego lata najgorsza.

Oto przykłady z państw, które najbardziej ucierpią na skutek suszy:

W Nigerii działalność Boko Haram, islamistycznej organizacji zbrojnej, wciąż uniemożliwia powrót do domów dziesiątkom tysięcy uchodźców i paraliżuje handel. To najludniejsze państwo Afryki (174 mln mieszkańców) stoi na skraju gospodarczej zapaści, a znaczne jego obszary na północnym wschodzie są niedostępne dla organizacji humanitarnych [o kryzysie w tym rejonie pisaliśmy w „TP” nr 8 – powszech.net/kryzys-czad].

W Jemenie na skutek nalotów saudyjskich wciąż zablokowany jest port Al-Hudajda, jedyny punkt, przez który kraj ten, w całości uzależniony od dostaw z zagranicy, może sprowadzać żywność.

W Somalii, gdzie krótka pora deszczowa pod koniec 2016 r. przyniosła o jedną trzecią mniej opadów niż zwykle, jak na wyrok ludzie czekają na dłuższe deszcze, które powinny rozpocząć się w kwietniu. Jeśli i one zawiodą – a prognozy są złe – zagrożonych będzie 3 mln mieszkańców. Pozbawieni w niektórych regionach dostępu do bezpiecznych źródeł wody, Somalijczycy zaczęli już chorować na cholerę; od stycznia Światowa Organizacja Zdrowia odnotowała 10,5 tys. przypadków choroby.

Słowo tabu

Papka z mleka w proszku, cukru, mąki, oleju roślinnego i pokruszonych batonów wysokoenergetycznych. A jeśli tych ostatnich nie ma (tutaj, w Sudanie Południowym, trzeba je sprowadzać z zagranicy), wtedy menu zapasowe: tubka z pastą z orzeszków ziemnych, którą w Europie uznalibyśmy zapewne za niezbyt udaną wersję nutelli.

Takie zestawy otrzymują od organizacji humanitarnych matki w Aweil. To „bomby kaloryczne”, które pięciolatkom i młodszym dzieciom mają pomóc przetrwać najgorsze, zwiększyć szanse przeżycia. Śmierć głodowa zagraża właśnie im – starszych zabijają choroby, skutek długotrwałego osłabienia. Dlatego aby zapobiec kryzysowi, nie wystarczą dostawy żywności. W rejonach dotkniętych suszą trzeba jeszcze zapewnić odpowiednią opiekę medyczną.

– Podczas czteroletniej suszy, która poprzedziła wojnę w Syrii, bywało, że dorośli żywili się wyłącznie chlebem i słodką herbatą. To wystarczało – opowiada Wojciech Wilk, który do 2011 r. uczestniczył w Damaszku w koordynacji pomocy dla tego kraju. – Jednak najmłodszym dzieciom należy dostarczać białko. Bez niego nie przeżyją.

Przy szpitalu w stanie Aweil East PCPM organizuje właśnie centrum dożywiania, które przez najbliższe miesiące utrzyma przy życiu 1200 dzieci. Wystarczy niewiele: za równowartość 300 złotych można kupić jedzenie na miesiąc dla całej rodziny, która w Sudanie Południowym liczy statystycznie 6,5 osoby. Czyli: 50-kilogramowy worek sorgo, 5 kg cukru (źródło glukozy), 4 litry oleju (źródło tłuszczu) i 5 kg fasoli (źródło białka). Trzeba też zebrać zapasy na porę deszczową, kiedy kryzys osiągnie apogeum.

Cudzoziemcom działa się tu coraz gorzej – Sudan Południowy wprowadził absurdalne ceny za pozwolenie na pracę: 10 tys. dolarów za osobę.

To ilustracja zjawiska widocznego w całym regionie. Rządy państw leżących w tzw. Rogu Afryki nie lubią się przyznawać do problemów gospodarczych, których oznaką bywają kłopoty żywnościowe. A tych jest tu aż nadto. Od ogłoszenia niepodległości przez Sudan Południowy w 2011 r. ceny ropy naftowej – głównego źródła dochodów eksportowych – spadły czterokrotnie. To, w połączeniu z katastrofalną w skutkach decyzją o dodruku pieniędzy, nakręciło hiperinflację, która dziś wynosi 800 proc.

Południowosudańska stufuntówka jest dziś na świecie najmniej wartym banknotem o najwyższym w danym kraju nominale – nie dostaniemy za nią nawet jednego dolara. W Dżubie, stolicy kraju, najlepsze restauracje drukują menu na tanim papierze (nie opłaca się inaczej, skoro ceny trzeba i tak zmieniać co kilka dni), a taksówkarze wydają resztę banknotami spiętymi gumką, by oszczędzić pasażerom czasu na ich zliczanie.

Nie lepiej jest w Etiopii, gdzie problemem jest polityka władz. To państwo to z jednej strony jedna z najszybciej rozwijających się gospodarek świata, a z drugiej – półautorytarny kraj, wciąż kontrolujący przepływ informacji.

– W miejscowych urzędach „głód” jest słowem tabu. Władze walczą z łatką nierozwiniętego kraju, którą na Zachodzie przypięto Etiopii po suszy w połowie lat 80. XX w. – opowiada Piotr Stopka, koordynator projektów PCPM w Hosaenie w środkowej części tego kraju. – Z perspektywy stołecznej Addis Abeby suszy na wiejskich terenach kraju właściwie nie widać. Wiadomości o wydarzeniach na prowincji przemyca się niczym zakazany towar.

Ile może Uganda

To właśnie uchodźcy – nie tylko wojenni, ale coraz częściej klimatyczni, uciekający przed skutkami mało przewidywalnej pogody – są ostatnim elementem smutnej opowieści o Rogu Afryki.

Kiedy po roku względnego spokoju, w lipcu 2016 r. w Sudanie Południowym na nowo rozpoczęła się wojna domowa, setki tysięcy mieszkańców tego kraju uciekły do sąsiedniej Ugandy. Ten kraj – liczący tyle samo mieszkańców co Polska – przyjął w ubiegłym roku więcej uchodźców (489 tys. ludzi), niż dotarło ich do Europy przez Morze Śródziemne (362 tys. ludzi). Wobec nich stosuje się tu jedną z najbardziej liberalnych strategii na świecie. Po otrzymaniu statusu uchodźcy ludzie dostają od władz niewielki kawałek ziemi. Bywa, że sami prowadzą szkoły i sklepy.

Ten model, chwalony przez ONZ, Uganda stosuje z powodzeniem od wielu lat, przyjmując uciekinierów z sąsiednich państw, gdzie trwały lub trwają wojny i rzezie: z Demokratycznej Republiki Konga, Rwandy, Burundi i Somalii. Ale czas otwartych granic właśnie się kończy.

Na skutek suszy na północy system jest na granicy wytrzymałości. Do kraju przybywa codziennie niemal 3 tys. uciekinierów z Sudanu Południowego, w dużej mierze kobiet i dzieci (mężczyźni często zostają pilnować swoich domów przed rabunkiem). Filippo Grandi, wysoki komisarz ONZ ds. uchodźców, ostrzegł w miniony czwartek, że Uganda „nie może już dłużej samodzielnie dźwigać na swoich barkach największego kryzysu uchodźczego Afryki”.

Stephen Wainaina z „African Arguments” mówi: – Susza, głód, wojny i uchodźcy to u nas nic nowego. W naszym regionie zawsze byliśmy jakby na skrzyżowaniu tego wszystkiego. Pozostaje jednak pytanie: jak szybko my tutaj i wy na Zachodzie nauczymy się identyfikować prawdziwe źródła tych zjawisk? ©℗

Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej prowadzi zbiórkę na konto o numerze
18 1140 1010 0000 5228 6800 1001 – z dopiskiem: „Sudan”. Koszt zestawu pożywienia dla dziecka poniżej piątego roku życia, który może uchronić je przed śmiercią z wygłodzenia, wynosi 65 zł.

W regionie pomaga też Polska Akcja Humanitarna. Numer konta:
91 1060 0076 0000 3310 0015 4960 – z dopiskiem „Sudan Południowy”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Problem uchodźców wojennych czy też ludzi uciekających przed głodem był, jest i będzie. Polska musi podjąć próbę sformułowania jakiejś sensownej polityki dotyczącej ( niekończącej się fali ) uchodźców i imigrantów. Na miarę sił i środków jakimi dysponujemy warto pomagać ludziom w świecie. Moim zdaniem powinniśmy koncentrować się na Afryce. Przecież nie jedyną i - moim zdaniem - wcale nie najlepszą, a zwłaszcza nie najbardziej efektywną formą pomocy ludziom w potrzebie jest "zrobienie" z Afrykanów Europejczyków. Europejczycy powinni na nowo kolonizować Afrykę ale tym razem kolonizacja powinna być traktowana jako wysiłek na rzecz rozwoju tego kontynentu. Ale skąd wziąć takich menadżerów-misjonarzy ?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]