Kwadratura trójkąta, czyli co dzieli KO, Lewicę i Trzecią Drogę

Problemy z nominacją nowego ministra nauki oraz przepychanki o edukację zdrowotną obnażają słabości koalicji rządowej. Wygląda na to, że przynajmniej do czerwca sojusz nie zrealizuje wyborczych obietnic. Czy przetrwa?
Czyta się kilka minut
Władysław Kosiniak-Kamysz i Włodzimierz Czarzasty podczas posiedzenia Sejmu X kadencji. Warszawa, 22 lutego 2024 r. // Fot. Paweł Wodzyński / East News
Władysław Kosiniak-Kamysz i Włodzimierz Czarzasty podczas posiedzenia Sejmu X kadencji. Warszawa, 22 lutego 2024 r. // Fot. Paweł Wodzyński / East News

Lipiec 2017 roku. W parlamencie PiS uchwala naruszający konstytucję pakiet ustaw sądowych. Cała procedura trwa zaledwie kilka dni. Pośpiech jest tak duży, że Senat przyjmuje poprawki do nie tej ustawy o Sądzie Najwyższym, która została finalnie przyjęta.

Takich obrazków dziś już nie oglądamy. Sejm X kadencji uchwalił niewiele kontrowersyjnych politycznie ustaw, również dlatego, że realizacji zapowiedzi programowych towarzyszą przepychanki wewnątrz trójczłonowej koalicji. Nie doszło więc do likwidacji Funduszu Kościelnego, uchwalenia ustawy o energii wiatrowej, podwyższenia kwoty wolnej od podatku czy zniesienia zakazu handlu w niedzielę (to obietnice KO ze „stu konkretów na sto dni”), ale też realizacji ustaleń zawartych w umowie koalicyjnej z 10 listopada 2023 r., jak odpolitycznienie spółek skarbu państwa czy wzmocnienie kompetencji samorządów.

KO nie chce łatki „lewaka” dla Trzaskowskiego 

15 stycznia 2025 r. marszałek Sejmu Szymon Hołownia wydał rozporządzenie o terminie wyborów prezydenckich; w tym samym dniu udzielił też wywiadu w TVN24, w którym przyznał, że dorobek koalicji po pierwszym roku rządów jest skromny. – Najwyższy czas, żeby spiąć ostrogi – oświadczył Hołownia, zaznaczając przy tym różnicę poglądów z rządem w kwestii planów związanych z inwestycjami kolejowymi.

Rozpoczynająca się właśnie kampania tylko pogłębi te spory, co dobrze widać na przykładzie ostatniej koalicyjnej wojny, która wybuchła o edukację zdrowotną, czyli nowy przedmiot szkolny. Choć według wstępnych ustaleń miał on być obowiązkowy, to pod naciskiem PSL kierowany przez Barbarę Nowacką resort edukacji podjął – bardzo niechętnie – decyzję o dobrowolności przedmiotu. Tymczasem ma on sens tylko jako obowiązkowy, bo to dzieci z rodzin, w których dochodzi do przemocy czy molestowania seksualnego, najbardziej potrzebują takich lekcji.

Przyczyna rozwiązania sporu jest oczywista – w toku kampanii prezydenckiej KO nie chce, by jej kandydat Rafał Trzaskowski miał łatkę „lewaka”. Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz musi hołubić konserwatywnych wyborców (niechętnych obligatoryjnej edukacji seksualnej), więc niezgoda na uchwalenie projektu czy złośliwe komentarze Włodzimierza Czarzastego – raczej mu nie zaszkodzą.

Podobny los czeka projekty dotyczące aborcji i związków partnerskich, choć w tej pierwszej sprawie szefowa nadzwyczajnej komisji Dorota Łoboda z KO próbuje szukać kompromisu: równoczesnego uchwalenia ustawy o depenalizacji aborcji i powrotu do kompromisu aborcyjnego, obecnego w projekcie Trzeciej Drogi. Politycy tego ostatniego ugrupowania uważają zarazem, że ustawa o związkach partnerskich jest źle napisana.

Wojna koalicjantów o resorty 

Równie poważnym problemem są rozsadzające rząd wewnątrzkoalicyjne spory w ministerstwach, w większości których wiceszefowie resortów pochodzą z innych ugrupowań niż to, które reprezentuje sam minister. To prawdziwa plaga niszcząca koalicję.

Wszystko zaczęło się w resorcie klimatu i środowiska, gdzie wyjątkowo kuleje współpraca między sojusznikami. Z minister Pauliną Hennig-Kloską (Polska 2050) skonfliktowani są wszyscy jej zastępcy, a najbardziej liderka frakcji Zielonych w KO, Urszula Zielińska. Trzeba jednak przyznać, że obie panie nieco pogodził fakt, iż solidarnie oberwały po wrześniowej powodzi.

Spory na wielu poziomach toczą się też w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski 2050 jest nie tylko mocno skonfliktowana ze swoim zastępcą Jackiem Karnowskim, posłem KO i byłym prezydentem Sopotu, ale jest też krytykowana przez innych koalicjantów: rzekomo tworzy „rząd w rządzie” i prowadzi własną politykę. W kwestii kredytu mieszkaniowego zero procent potrafiła nawet wejść w spór z samym Donaldem Tuskiem. A ostatnio (zwłaszcza w KO i PSL, którego przedstawiciel Dariusz Klimczak kieruje resortem infrastruktury) źle zostało przyjęte jej krytyczne stanowisko wobec rządowej koncepcji dotyczącej CPK.

Jednak sam wiceminister Jacek Karnowski bagatelizuje spory z Pełczyńską-Nałęcz. – Mamy jeden cel, wykorzystać jak najlepiej środki unijne. Z każdym bym się trochę potargał, gdybyśmy dłużej współpracowali, taka moja kaszubska natura – żartuje, starając się nie eskalować konfliktu w resorcie.

Wewnątrzkoalicyjny spór toczy też Ministerstwo Rozwoju i Technologii, kierowane przez Krzysztofa Paszyka z PSL, a chodzi w nim o budownictwo. Co prawda nadzorujący rządową legislację minister Maciej Berek prosił przedstawicieli ugrupowań koalicyjnych w rządzie, by unikali samodzielnego wychodzenia z inicjatywami poselskimi, jednak Polska 2050 tego nie przestrzega. W najbliższym czasie zamierza złożyć projekt nakładający na deweloperów obowiązek informowania klientów o faktycznych cenach mieszkań i innych związanych z nimi kosztach.

Głośny stał się również konflikt w resorcie rolnictwa – między ministrem Czesławem Siekierskim z PSL a jego zastępcą Michałem Kołodziejczakiem, formalnie posłem KO. Co gorsza, tlący się praktycznie od powołania rządu Tuska spór eskaluje w kluczowym momencie – gdy Polska rozpoczęła prezydencję w UE i ma większe niż wcześniej szanse uregulowania importu żywności z Ukrainy do UE i w ogóle dalszych losów Wspólnej Polityki Rolnej.

Jakby kłótni było mało, iskrzy też w ministerstwie sportu między ministrem Sławomirem Nitrasem a jego zastępcą z PSL Ireneuszem Rasiem, zresztą niegdyś politykiem PO. Nitras był ostatnio krytykowany również za to, że w kierownictwie nie znalazł miejsca dla kobiety.

Wszystkie wpadki ministra Wieczorka 

Równie istotne są napięcia wynikające z faktu, że określone resorty przypadły koalicjantom, którzy niekoniecznie są do ich prowadzenia przygotowani. Ten ostatni problem ujawniły niedawne skandale w resorcie nauki.

Od wielu miesięcy widać, że oddanie lewicy tego ministerstwa nie było dobrym wyborem. Zdymisjonowany właśnie duet Dariusz Wieczorek–Maciej Gdula zdążył zjednoczyć przeciwko sobie prawie całe środowisko naukowe. Nie chodzi nawet o to, że minister zaliczył kilka wpadek dowodzących wysokiego poziomu kumoterstwa w Nowej Lewicy i w końcu musiał podać się do dymisji. Problemem stały się też sprawy programowe, zwłaszcza to, że rozwijająca się dzięki konkurencji nauka źle znosi zasadę „wszystkim po równo”, której hołduje lewica. Niewiele na razie też wskazuje, by inne od poprzedników pomysły miał nowy duet w resorcie – Marcin Kulasek i Karolina Zioło.

Nie można również wykluczyć, że niedawne usunięcie przez USA Polski z grona zaufanych krajów, którym można sprzedawać nowoczesne półprzewodniki, to do pewnego stopnia echo innej afery w resorcie nauki – zdymisjonowania prezesa IDEAS NCBR Piotra Sankowskiego. Zostało ono wyjątkowo źle odebrane w środowiskach zajmujących się najnowszymi technologiami, więc w efekcie nie miał kto za nami lobbować.

Zapewne dla rozwoju polskiej nauki byłoby lepiej, gdyby na czele resortu stanął przedstawiciel innego ugrupowania, a lewica otrzymała np. kulturę. Skądinąd przy tworzeniu rządu Czarzasty otrzymał ofertę kierowania właśnie tym ministerstwem – wolał jednak fotel wicemarszałka Sejmu. Gdyby podjął to wyzwanie, może nie doszłoby do błędów popełnionych przez Bartłomieja Sienkiewicza, który zbyt brutalnie i w sposób daleki od prawa dokonał czystek w mediach publicznych. Dopiero jego decyzja o postawieniu radia i telewizji w stan likwidacji miała odpowiednie podstawy prawne.

Sienkiewicz został ostatecznie wysłany do Parlamentu Europejskiego, ale jego następczyni Hanna Wróblewska też nie do końca sobie radzi. W końcu ubiegłego roku w bardzo tajemniczych okolicznościach do dymisji podał się wiceminister Andrzej Wyrobiec, na którym tak naprawdę opierało się zarządzanie resortem. Jego następcą ma być poseł KO Maciej Wróbel, były olsztyński dziennikarz, który nie ma rządowego doświadczenia.

W kampanii prezydenckiej będzie gorąco, także pomiędzy sojusznikami

Truizmem jest stwierdzenie, że funkcjonowanie w koalicji skazuje na kompromisy. Jednak rok działania rządu Donalda Tuska pokazuje, że czasem kosztują one zbyt wiele. Czy wybory prezydenckie coś zmienią? Tak, na gorsze.

Poseł Polski 2050 Mirosław Suchoń przyznaje, że jest oburzony rzekomo brutalnymi atakami „zaplecza medialnego Platformy Obywatelskiej” na Hołownię. – Apeluję do Rafała Trzaskowskiego, aby porozmawiał ze swoim najbliższym otoczeniem, które publikuje niesprawdzone informacje. Tego typu ataki nie poprawią funkcjonowania koalicji – mówi.

Jego zdaniem tylko Hołownia jako prezydent może osłabić polaryzujący Polskę konflikt, a także zapewnić sterowność koalicji. Z kolei Dorota Łoboda z KO wierzy, że jeśli wygra Trzaskowski, to właśnie on będzie czynnikiem spajającym koalicję, a zarazem kimś, kto popchnie Polskę „w bardziej progresywną stronę”.

Problemów koalicyjnych nie było, gdy rządził PiS, szczególnie w pierwszej kadencji. Tyle że w efekcie nasze państwo do dziś nie jest w stanie uporać się z destrukcją w sądownictwie i Trybunale Konstytucyjnym, do jakiej doprowadzono dzięki absolutnej dominacji jednej siły politycznej. Może więc konflikty wewnątrzkoalicyjne nie są aż tak złe. Przynajmniej chronią Polskę przed politycznym szaleństwem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kwadratura trójkąta