Wśród fanfar i w błyskach fleszy rząd skierował do Sejmu kontrowersyjny projekt nowelizacji prawa karnego, sprowadzający się do radykalnego zaostrzenia kar. Minister Sprawiedliwości nie widział potrzeby konsultowania tego projektu ani z praktykami wymiaru sprawiedliwości ani z ekspertami z zakresu prawa karnego. Nie odważył się także zaprezentować swojego projektu na żadnej z konferencji poświęconych polityce karnej, jakie odbywały się w ostatnich miesiącach w Polsce. Rząd zadbał także, by i w Sejmie, nie zadawano zbyt wielu niewygodnych dla Ministra pytań. Projekt trafił bowiem do speckomisji sejmowej "Solidarne Państwo", której skład ukształtowano tak, by wykluczyć jakąkolwiek merytoryczną debatę. Nic więc dziwnego, że prace komisji bojkotowane są przez posłów opozycji. Ministrowi Sprawiedliwości nie przeszkadza, że w komisji jest tylko trzech posłów prawników. W normalnym trybie legislacyjnym prawnicy i eksperci zmusiliby przedstawicieli rządu do odpowiedzi na proste pytanie: ile będzie kosztować zaostrzenie polityki karnej i jaki to ma sens w sytuacji zmniejszającej się systematycznie od kilku lat liczby przestępstw i braku miejsc w więzieniach. Czyżby Pierwszy Szeryf IV Rzeczypospolitej przestraszył się tych pytań? Czyżby zabrakło mu odwagi do obrony swojej koncepcji polityki karnej poza propagandowymi ramami organizowanych w Ministerstwie konferencji prasowych?
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















