Urodzony w 1960 r. w Stanisławowie / Iwanofrankiwsku prozaik, poeta, eseista, tłumacz i muzyk był pierwszym pisarzem wolnej już Ukrainy, który zdobył u nas prawdziwą popularność. Zasługa to konsekwencji wydawcy, czyli Czarnego – a i przyjaźni Andruchowycza z Andrzejem Stasiukiem oraz ich wspólnej książki „Moja Europa”.
Pamiętam, jak Stanisław Lem zachwycił się „Moscoviadą”. Pamiętam też, zachowując proporcje, własny zachwyt „Dwunastoma kręgami” – powieścią, w której Andruchowycz dokonał brawurowego wskrzeszenia Bohdana Ihora Antonycza (1909-1937), znakomitego poety pochodzącego z Łemkowszczyzny, który całe swoje dojrzałe – bardzo krótkie – życie spędził w II Rzeczypospolitej.
Wspomniałem „Moscoviadę” – „Listy...” są z Moskwą ściśle związane. W stolicy upadającego właśnie imperium autor spędził lata 1989-90 i cykl dwudziestu wierszy czytać można jak wyzwanie rzucone tamtej rzeczywistości i wielkoruskiej pysze, jak nieskrępowany głos w stłamszonym, szarym i okrutnym świecie.
Choć napisane w czasie pokoju, brzmią teraz, podczas wojny, szczególnie mocno, trochę proroczo, ale też niosą nadzieję swoją energią i poczuciem wewnętrznej siły – toteż nie dziwię się, że czytane są i w schronach przeciwbombowych. Nawet jeśli znacznie skromniejszych niż moskiewskie metro, które przecież jest jednym wielkim schronem, w dodatku – w wizji poety – „w bliskim sąsiedztwie piekła”.
Tłumacz, wybitny pisarz, który obecną walkę Ukraińców stara się wspierać, nazywa te wiersze „iskrzącymi liryzmem, satyrą społeczną i polityczną przenikliwością łobuzerskimi balladami”. Nasycone grami językowymi i rozmaitymi odesłaniami („uczą, że (...) trzeba epileptyków czytać”), stanowią – pisze Różycki – „gest twórczej wolności” i „świadectwo miłości do rodzinnego kraju”. A przy tym przynoszą trzeźwą diagnozę stanu rosyjskiego ducha.
„Co dzień przechodzę tu obok katowni / a oni mówią do mnie, że Rosja – to Mesjasz... // Uczą, że wolność gorsza niż choroba, / coś jak syfilis, albo i czerwonka. / Cała reszta w zasadzie jest ozdobą / celi, którą z zapałem sam sporządza // sobie naród, i siedzi w niej zawzięty / jak sportowiec, co dietę trzymać musi. / Czapki zdjęto, głowy ścięto – więc święto! / To w wariatkowie wariatów sen zdusił”. A nadzieja? Cóż, „może wnet skona Herod”...
Jurij Andruchowycz, Listy do Ukrainy (wydanie dwujęzyczne), przełożył Tomasz Różycki. Opieka redakcyjna Natalia Belczenko. Wydawnictwo a5, Kraków 2025
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















