Czytam o Zmartwychwstaniu Jezusa: że fantazja. Jeśli się myśli pozytywistycznie, jeśli się buduje na codziennym ludzkim doświadczeniu, to rzeczywiście… Chociaż, gdyby było czystym wymysłem, pewnie byłoby staranniej opracowane. Byłby o tym przekaz, że mucha nie siada. A co my tu mamy? Opisy mówiące o tym, co było po śmierci Jezusa, nie są spójne. Są jak ludzka pamięć. Zresztą nie w tym jest siła tych opisów. Ich siła jest w doświadczeniach niezliczonych ludzi spotkania ze światem poza naszym, którego doświadczamy nieustannie. Tę kwestię zamknę łatwym zdaniem: zobaczymy po śmierci. Zdanie jest łatwe, ale kontakt z tymi, którzy umarli, bywa utrudniony. Jest jednak faktem, że wiara (przekonanie) o życiu po śmierci okazała się płodna i twórcza. Opieramy się w niej na osobie Jezusa Chrystusa, który przeszedł przez śmierć. Nasza wiedza o niebie (jakkolwiek nazwiemy to, co niewyobrażalne) jest uboga, jednak na tyle mocna, że dała siłę niezliczonym ludziom w godzinie śmierci, czasem godzinę niezwykle trudną. To też jest tajemnica wiary.
Niedziela wielkanocna, najważniejsze święto chrześcijaństwa, jest dniem Zmartwychwstania. Ale nie należy pomijać tego, co zdarzyło się wcześniej. Bez Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty trudno będzie przeżyć niezwykłość i wyjątkowość Wielkiej Niedzieli. Chrystus umarł po męczarni ostatnich godzin, zadanej Mu przez ludzi. Wszystko to jest w liturgii. Tylko jakby za szybko. Konanie na krzyżu, śmierć i zaraz potem już się radujemy Zmartwychwstaniem. Tak świętujemy początek nowej epoki? Kiedy się poważnie myśli o tym, co się stało, to albo się nie traktuje tego nazbyt serio, albo upycha się do jednego worka. Rzeczywistość zaś, dla tych, którzy ją biorą poważnie, jest nade wszystko poza czasem. To, co się wydarzyło tak dawno, jest przeraźliwie aktualne także dzisiaj. Oczywiście nie da się tego do końca zrozumieć. Gdyby to był czysty wymysł ludzki, historia wcale nie musiała być tak straszna. Jezus, Syn Boży, nie musiał umierać na krzyżu, absurd męki był tu – po ludzku – zupełnie zbędny. Jednak taki, a nie inny jej zapis mamy u początków chrześcijaństwa.
Rozumiem tych, którzy nie potrafią się z tym pogodzić. Rozumiem tych, którzy bezradnie rozkładają ręce. Osobliwością wiary jest to, że zdaje się odkładać na bok naszą logikę, wprowadzając nas w rzeczywistość innej logiki, chciałoby się napisać logiki boskiej, ale w gruncie rzeczy nie wiemy, co to za logika. Wiemy to, co wiemy. Za dużo, by odrzucić, ale zbyt mało, żeby zrozumieć.
Obchodzimy więc Wielkanoc, święto Zmartwychwstania. Obchodzimy od wieków i od wieków jesteśmy świadkami zmartwychwstawania ludzi, często nas samych, do wiary. Bo powstanie Chrystusa z martwych, jeśli jest faktem, dotyczy wszystkich czasów. Nie po to zmartwychpowstał, by po kilku tygodniach rozstać się na dobre z tym światem. Jeżeli rzeczywiście zwyciężył śmierć, to pozostaje tu aż po dni ostatnie. A ludzie, tak jak wtedy, mają kłopot z rozpoznaniem Jego obecności. Można by teraz napisać coś, co by sprzyjało naszej uważności, napisać gdzie i jak Go spotkać, jak się z Nim nie rozminąć, ale zaraz przychodzi zniechęcenie: tylu już mówiło i pisało i nic. Nic? Przecież wielu Go spotkało. Więc napiszę, że jest blisko, że jest inny, niż myślimy i Go nie rozpoznajemy, ale jest. Zmartwychwstanie to święta wielkanocne, ale też święta Jego nieustannej bliskości.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















