Reklama

Z bananem w kanale

Z bananem w kanale

13.06.2020
Czyta się kilka minut
Koronawirus wykopał – wraz z całą publiką – ksenofobiczne gesty ze stadionów? Tę chwilową niedogodność postanowili obejść celebryci sportu: znany piłkarz i „klikający się” publicysta.
Hejt Park w dobrym składzie #40 - Jakub Wawrzyniak i Krzysztof Stanowski. Fot. Kanał Sportowy / YouTube
M

Miejsce akcji: otwarty nie tak dawno, ale mający już na koncie ćwierć miliona subskrypcji i miliony wyświetleń youtubowy Kanał Sportowy. Zapraszający gwiazdy sportu, najmujący do opowiadania o piłce znanych eks-piłkarzy, prowadzony przez czterech współwłaścicieli – takoż gwiazdorów, tyle że sportowego dziennikarstwa: Mateusza Borka, Michała Pola czy Tomasza Smokowskiego (przez ostatnie dekady zdążyli przebiec przez niemal wszystkie najpopularniejsze redakcje sportowe nad Wisłą).

Czas: czwartkowy wieczór, program o filuternym tytule, który po emisji nabierze nowego znaczenia – „Hejt Park” (nawiązanie do Hyde Parku, ale też delikatne zaproszenie do tego, by nie bawić się w przyjacielskie „mizianie” z zaproszonym akurat do programu gościem).

Gawędzą: kwiat polskiej publicystyki sportowej Krzysztof Stanowski (czwarty ze współwłaścicieli KS) oraz gwiazda polskiej piłki nożnej, były reprezentant Polski – Jakub Wawrzyniak. „Inteligent wśród piłkarzy”: taka ciągnie się za nim – zasłużona czy nie – fama.

Rozmowa z okołopiłkarskich anegdot ześlizguje się w którymś momencie w stronę rasowych uprzedzeń, gdy Stanowski – nawiązując najwyraźniej do sprawy tragicznej śmierci George'a Floyda w USA – wyznaje, iż na zjawisko to w amerykańskim wydaniu ma „trochę inne spojrzenie niż ludzie aktualnie twierdzą”. Na czym owa inność spojrzenia polega, publicysta – na całe szczęście dla nas wszystkich? – nie precyzuje, za to zaprasza swojego gościa do wymiany zdań na temat rasizmu w rodzimym wydaniu:

Stanowski: W ogóle spotkałeś się z rasizmem w Polsce? Że widziałeś, że jakiś chłopak jest źle traktowany, przez kolor skóry, coś takiego?

Wawrzyniak: Nigdy. No, ewentualnie na trybunach.

Stanowski: Okej.

Wawrzyniak: A odnośnie rasizmu to pewnie się narażę, ale kiedyś w Legii Warszawa Dickson Choto (grający swego czasu w Polsce piłkarz z Zimbabwe – red.) wrócił później z treningu i wrzuciliśmy mu kilka bananów do szafki. No i pewnie ktoś powie, że to jest rasizm, a akurat Dickson wyszedł i się z tego śmiał, bo to jest normalny, równy gość. Wiele rzeczy robiliśmy jakichś śmiesznych i...

Stanowski: …a nie mogliście polskich ziemniaków...

Wawrzyniak: ...zawsze z rasizmem ja to się śmieję, że jest w jedną stronę. Jak biały czarnemu coś, to jest rasista, a w drugą stronę...

Pewnie nie byłoby w tej ponurej wymianie zdań niczego nadzwyczajnego – ot, polski rytuał, jak w przypadku ostatniej fali uprzedzeń upozorowanych na sprzeciw wobec „ideologii LGBT” – gdyby nie kontekst: świat polskiego sportu, a szczególnie piłki nożnej zrobił w ostatnich latach wiele, by strzepnąć z siebie łatkę siedliska prymitywnej ksenofobii, a ze stadionów wykopać jeszcze całkiem niedawno powszechne okrzyki w rodzaju „Jude, jude, jude!”.

Z widocznym skutkiem: polska brać piłkarska nie garnie się co prawda tak jak zachodnia do angażowania w antyrasistowskie akcje (dlaczego się nie garnie – pośredniej odpowiedzi udziela Wawrzyniak), ale liczba ksenofobicznych incydentów jest – w porównaniu choćby z ciemnymi pod tym i wieloma innymi względami latami 90. – znacznie mniejsza.

Stanowski z Wawrzyniakiem nie mogli tego nie wiedzieć: istnieją dwa ulubione motywy rasistowskiej „hecy” stadionowej gawiedzi (nie tylko, a może nawet nie przede wszystkim polskiej: najgłośniejsze w ostatnich latach były incydenty we Włoszech). Są to: naśladowanie odgłosu małp, gdy przy piłce jest ciemnoskóry piłkarz, a także rzucanie pod jego nogi bananów bądź skórek od bananów. Sugerowanych przez Wawrzyniaka incydentów „w drugą stronę” – polegających np. na rzucaniu obierek od polskich ziemniaków pod nogi polskich piłkarzy za polską granicą – nie odnotowano.

Jakub Wawrzyniak, poza wieloma świetnymi występami na boiskach, zasłynął kiedyś – omawianym zresztą szeroko we wspomnianym programie – incydentem podczas towarzyskiego spotkania Polska-Niemcy. Otóż w doliczonym czasie gry, gdy nasza kadra sposobiła się już do fety z okazji pierwszego w historii zwycięstwa z bardziej utytułowanym sąsiadem, poślizgnął się we własnym polu karnym, na skutek czego z „historycznego zwycięstwa” zrobił się rzutem na taśmę kolejny „zwycięski remis”.

Tamten poślizg kosztował go tysiące szyderstw i memów, choć w gruncie rzeczy nie był powodem do wstydu (ot, ludzki błąd). Po czwartkowym „poślizgu”, na rzuconej przez siebie skórce od banana, będzie pewnie na odwrót: memów być nie powinno, za to wstyd jak cholera.

I tylko patrzeć, jak liczni – idący na Kanale Sportowym w setki tysięcy – naśladowcy znanego piłkarza ruszą po otwarciu stadionów do kopiowania jego żartów. Co stoi na przeszkodzie: to taki normalny, równy gość.

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]