Reklama

Krynica: polityka pod rękę z biznesem

Krynica: polityka pod rękę z biznesem

14.09.2015
Czyta się kilka minut
Mimo nazwy akcentującej aspekt ekonomiczny, każdy, kto choć raz odwiedził krynicką imprezę lub śledził płynące z niej doniesienia, musiał zauważyć, że Forum od początku pełni rolę tyleż biznesową, co polityczną.
 XXIV Forum Ekonomiczne w Krynicy Zdrój. Na zdjęciu Jarosław Kaczyński i Jacek Karnowski. Krynica, 03.09.2014 r. / Fot. Artur Barbarowski/EAST NEWS
XXIV Forum Ekonomiczne w Krynicy Zdrój. Na zdjęciu Jarosław Kaczyński i Jacek Karnowski. Krynica, 03.09.2014 r. / Fot. Artur Barbarowski/EAST NEWS
B

Budząca kontrowersje nagroda Człowieka Roku dla Jarosława Kaczyńskiego, przyznana przez Forum Ekonomiczne w Krynicy, może być zaskoczeniem tylko dla kogoś, kto z bliżej niezrozumiałych powodów chciałby tkwić w przekonaniu, że owo forum jest czymś w rodzaju branżowego zjazdu biznesmenów debatujących we własnym kręgu o interesach. Mimo nazwy akcentującej aspekt ekonomiczny, każdy, kto choć raz odwiedził krynicką imprezę lub śledził płynące z niej doniesienia, musiał zauważyć, że Forum od początku pełni rolę tyleż biznesową, co polityczną. Organizatorzy nie kryli nigdy, że zależy im właśnie na takiej formule. Gdy wśród zapraszanych na Forum przedstawicieli świata polskiej gospodarki pierwsze skrzypce grają prezesi największych spółek Skarbu Państwa, oczywiste jest, że trzeba dobrze żyć z politykami. Najlepiej każdej barwy, zwłaszcza w bliskiej perspektywie wyborów, które mogą przynieść zmianę władzy.

Pochodzący z Krynicy spiritus movens Forum, Zygmunt Berdychowski, założyciel Instytutu Studiów Wschodnich, w ciągu minionych dwudziestu pięciu lat opanował tę sztukę do perfekcji. Sam zresztą tkwi w polityce jeszcze dłużej. Kiedyś działacz solidarnościowego podziemia, w 1990 r. został pełnomocnikiem pierwszego demokratycznego rządu do spraw restrukturyzacji mleczarstwa. Podczas pełnienia tej roli, któregoś dnia w Sejmie zgadało mu się z politykiem lewicy, Józefem Oleksym, pochodzącym z pobliskiego Nowego Sącza. Oleksy podzielił się myślą, że trzeba zorganizować spotkanie, które podsumowywałoby pierwsze trzy lata polskiej, już kapitalistycznej, gospodarki. Trzecim zainteresowanym był inny nowosądecczanin, fizyk Krzysztof Pawłowski, późniejszy założyciel Wyższej Szkoły Biznesu, związany z chadecją. Wszyscy zgadzali się, że spotkanie trzeba ulokować nie w stolicy, ale w małym górskim mieście. Na wzór szwajcarskiego Davos, gdzie spotykają się elity i wielkie pieniądze Europy. Padło na Krynicę. Wtedy głównym organizatorem był jeszcze Oleksy. Gdy został marszałkiem Sejmu, pałeczkę przejął Berdychowski, łączony od tamtego czasu towarzysko z lewicą, choć jako polityk przewijał się raczej przez prawicowe ugrupowania – Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe czy AWS. W 2010 r. związał się z rządzącą PO, został radnym sejmiku województwa.

Pierwsza edycja Forum przyciągnęła 120 osób, głównie z kraju. Ale Oleksy z Berdychowskim mieli jeszcze jeden cel – chcieli, by ze względu na położenie Krynica służyła za miejsce ułatwiające kontakty polskich firm z inwestorami ze Wschodu. Tak Forum, początkowo pod nazwą Polska-Wschód właśnie, stopniowo zyskało rangę regionalną, co uruchomiło kolejne ambicje – łącznika świata biznesu i polityki z dwóch części kontynentu, zwłaszcza, że pełniące taką rolę Europejskie Forum Ekonomiczne w Salzburgu stopniowo zamierało. Punktem wyjścia do dialogu Polski ze Wschodem, postrzeganego jako część większej, ogólnoeuropejskiej dyskusji, miał być region. Tak do forum w Krynicy przylgnęła nazwa „polskie Davos” – przez jednych wypowiadana z dumą, przez innych (zwłaszcza gdy mieli okazję uczestniczyć w oryginalnej imprezie) – z lekką ironią.

Trudno zaprzeczyć, że Forum udało się wypracować własną formułę europejskiej dysputy, wychodzącej od dialogu Polski ze Wschodem w perspektywie jednego regionu, który przy okazji zyskuje na tym przedsięwzięciu promocyjnie. Mniej więcej do 2011 r. można było odnieść jednak wrażenie, że Krynica próbuje na swój sposób konkurować z Davos przede wszystkim ilościowo – pod względem liczby gości, tematów, paneli, a nawet uczestniczących w nich panelistów, co niekoniecznie wpływało na jakość prowadzonych dyskusji, bo gdy uczestników jest ośmiu, a debata trwa nieco ponad godzinę, trudno jej się nawet rozpędzić, o sensownych wnioskach nie mówiąc. Elitarność wyraża się też odseparowaniem dostępu do części, w której trwa forum – mieszkaniec uzdrowiska lub kuracjusz może zrobić sobie co najwyżej zdjęcie na deptaku z politykiem-celebrytą.

Złośliwi mówią, że największym sukcesem Forum jest fakt, że wciąż przyjeżdżają tutaj cudzoziemcy. To nieco przesadzony sarkazm, bo od 1995 r., kiedy w Krynicy pojawił się premier Cimoszewicz, wystąpienia przedstawicieli polskiego rządu, a także rządów krajów sąsiednich, są stałym punktem programu – nawet jeśli nie udaje się zebrać wszystkich jednocześnie w tym samym miejscu podczas panelu otwarcia albo zabraknie postaci, której obecność ze względu na bieżące wydarzenia byłaby wyjątkowo pożądana (jak premier Ukrainy Jaceniuk, który nie przyjechał w tym roku). Bywają inni goście wysokiej rangi, jak w 2009 r. prof. Edmund Phelps, laureat ekonomicznego Nobla, ale rzadko pojawiają się przedstawiciele Rosji, która organizuje własne międzynarodowe forum w Petersburgu.

Jest więc Forum, mimo licznej reprezentacji gości z regionu, głównie miejscem dysput polsko-polskich; przypominając trochę letnie festiwale filmowe czy muzyczne, firmowane przez wielkich sponsorów, których najliczniejszymi uczestnikami są warszawiacy, na co dzień wpadający na siebie w kilku stołecznych knajpach. Podobnie jak bywalcy festiwali, również politycy i prezesi spędzają w Krynicy czas w stałym, przewidywalnym gronie, tyle że w innych okolicznościach przyrody, bez dyktatu kalendarza i pośrednictwa sekretarek.

Tym, co przede wszystkim odróżnia Krynicę od Davos, jest infrastruktura. Kiepski dojazd, powodujący kłopoty organizacyjne, gdy nie doleci na czas helikopter z ważnym gościem;  ustawia gospodarzy paneli odbywających się w ostatnim dniu na z góry straconej pozycji, bo kto może, opuszcza forum jeszcze przed południem, by nie tkwić w korkach. Brak zaplecza kongresowego z prawdziwego zdarzenia i baza noclegowo-gastronomiczna, pamiętająca jeszcze poprzednią epokę, choć ceny dostosowała do warszawskich portfeli.

Od paru lat Krynicy rośnie więc konkurencja. W Sopocie jest organizowane przez Konfederację Lewiatan Europejskie Forum Nowych Idei, uczestnicy chwalą też doskonale skomunikowane Katowice, gdzie nakierowane na przemysł Kongresy Gospodarcze organizowane są dopiero od kilku lat, ale już zdołały wyrobić sobie markę, mając silnego patrona w postaci Jerzego Buzka, który promuje imprezę również na arenie międzynarodowej, przywożąc ze sobą ważnych gości (w 2011 r. podczas jednej edycji spotkało się pięciu premierów krajów Europy Środkowej, a do tego kilku unijnych komisarzy).

Krynicka impreza (i słusznie) ma wciąż ambicje reagowania na najważniejsze zdarzenia w regionie i na świecie, lecz często niewiele z tego wynika – jak po kryzysie finansowym, gdy zamiast recept na przyszłość można było usłyszeć głównie krytykę działań, które doprowadziły do recesji, w tym z ust współodpowiedzialnych – prezesów największych banków. Z drugiej strony może i lepiej, by Krynica nie stała się forum niespełnialnych obietnic – chyba żadna ze składanych tam deklaracji nie zapadła uczestnikom tak w pamięć jak wypowiedź premiera Tuska sprzed siedmiu lat o zamiarze wprowadzeniu w Polsce euro do 2011 r.

Może więc to już czas, żeby zmienić formułę krynickiej imprezy, trochę bardziej ją sprofilować i skupić się np. wyłącznie na polityce regionalnej? W 2009 r. organizatorzy podjęli co prawda próbę częściowego odseparowania tych dwóch sfer, tworząc Forum Inwestycyjne i przenosząc część biznesowych paneli do Tarnowa (miasta ówczesnego ministra skarbu Aleksandra Grada) – ale to, że po ostatnich dyskusjach i tak wszyscy zjadą stamtąd do Krynicy, jest równie pewne,  jak podział programu na część dzienną-panelową, i nieoficjalną nocną-imprezową, czyli sponsorowane przez firmy bankiety za zaproszeniami, na które polują dziennikarze, wiedząc, że stamtąd właśnie wyniosą najwięcej newsów. A frekwencja na porannych panelach będzie jak zwykle znikoma.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Pisarka, dziennikarka, założycielka Stacji Muranów. Kontakt z autorką: chomatowska@tygodnik.com.pl

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]