Reklama

Krwawy zasiew

Krwawy zasiew

29.01.2016
Czyta się kilka minut
W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia obchodzimy uroczystość pierwszego męczennika - św. Szczepana.
Paolo Uccello, Ukamienowanie św. Szczepana (WikiArt.org)
P

Pierwsza krew wsiąkła w ziemię, by dać świadectwo Jezusowi Chrystusowi.

Jezus powiedział do swoich Apostołów: "Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Pisarz z połowy, z przełomu II i III wieku, Tertulian, napisał, że krew męczenników jest nasieniem chrześcijaństwa. Ze śmierci jednych rodzą się zastępy następnych. I to był bardzo obfity zasiew. Zwykle uważamy, że prześladowania rodzące męczenników miały miejsce w pierwszych wiekach chrześcijaństwa lub gdzieś na terenach misyjnych, a jeżeli u nas, to dawno, za czasów Bolesława Chrobrego. Może warto skonfrontować te poglądy z rzeczywistością. Otwieram encyklopedię wydaną w 2001 r. na Uniwersytecie w Oxfordzie. I tam czytam, że ocenia się, iż od początku chrześcijaństwa zabitych za wiarę zostało ok. 70 milionów chrześcijan. A z tych 70 milionów chrześcijan 45,5 miliona, czyli 65% wszystkich, w wieku dwudziestym, a więc właściwie w naszych czasach. Wszystkich 70 milionów, a z tego 65% w naszych czasach. To prawda, że w międzyczasie znacznie wzrosła liczba chrześcijan. Ocenia się, że w III wieku po Chrystusie 42% ogólnej liczby chrześcijan oddało życie za wiarę. 42%, czyli prawie co drugi chrześcijanin w III wieku został zamordowany za wiarę. A w naszych czasach ten procent wynosi tylko dwa i trzy dziesiąte. Czyli statystycznie trochę więcej niż dwóch na sto. Ale w liczbach bezwzględnych i tak to jest bardzo wiele: dwóch na sto. To prawda, że z tych dwóch na każdą setkę najprawdopodobniej nie będzie nikogo z nas tutaj zgromadzonych w kościele. Ale nie możemy być tego tak bardzo pewni, bo przecież jeden z naszych bardzo bliskich, o. Zbigniew Strzałkowski, który urodził się i mieszkał jako chłopiec tu blisko w Zawadzie, na górze św. Marcina, został zamordowany za wiarę w 1991 r. w Peru i teraz został ogłoszony błogosławionym. I za wiarę oddawali życie nie tylko katolicy.

W samym tylko roku 2000 rzymskokatolików, którzy stali się męczennikami, było 100 tys., protestantów 30 tys., prawosławnych 14 tys. To wszystko w naszych czasach. I to tylko zabici. Trzeba do tego dodać więzionych i prześladowanych na różne sposoby. To są dane wstrząsające. Automatycznie porównujemy tych zamordowanych za wiarę z własnym życiem, z własnym życiem, na które tak często narzekamy i mamy do niego wiele pretensji. Czy oni, tamci którzy zginęli, byli gorsi od nas, że zasłużyli sobie na taki makabryczny los? Przecież wielu z nich zostało zgładzonych po torturach i mękach? A więc czy oni byli gorsi od nas, że zasłużyli sobie na taki los? To jest pytanie z naszej perspektywy; z Bożej perspektywy to wygląda zupełnie inaczej. Z Bożej perspektywy męczeństwo jest łaską, trudną, ale wielką łaską. Śmiercią można odkupić wszystkie grzechy swojego życia i nie tylko swojego. Cóż to jest zresztą śmierć wobec nieskończonej wieczności? Kościół wierzy, że śmierć męczeńska zastępuje chrzest. Jeżeli ktoś nieochrzczony umiera za wiarę, za Chrystusa, liczy mu się jakby był ochrzczony, to jest chrzest krwi, tak się to nazywa w katechizmie. Męczeństwo jest wielką łaską, przez męczeńską śmierć wchodzi się w bardzo intymny kontakt z Chrystusem. Krew męczenników miesza się z krwią Chrystusa, oni wszyscy umierali z nim razem na Golgocie, a on z każdym z nich umiera jeszcze raz. I tutaj nieuchronne pytanie: a jakie ja daję świadectwo Jezusowi?

W księdze Apokalipsy, ostatniej księdze Nowego Testamentu, znajduje się opis dopełnienia dziejów, i tam czytamy: „Potem ujrzałem, a oto tłum wielki, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu, ze wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed barankiem”. Krew męczenników jest nasieniem chrześcijan. Widziałem tłum ogromny, którego nikt nie mógł policzyć. I są tam wszyscy którzy oddali życie za Chrystusa i ci którzy na inny sposób dawali mu świadectwo. I ja jestem gdzieś wśród nich.

(Zapis homilii wygłoszonej przez ks. prof. Michała Hellera w parafii św. Maksymiliana w Tarnowie)

Autor artykułu

Kosmolog, filozof i teolog. Profesor nauk filozoficznych, specjalizuje się w filozofii przyrody, fizyce, kosmologii relatywistycznej oraz relacji nauka-wiara. Kawaler Orderu Orła Białego....

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]