Krew białego człowieka

24 września przysłani przez władze robotnicy rozpoczęli prace na terenie parafii Tai Ha w Hanoi. Na obszarze 13 650 m? powstanie park miejski. Miał tam stanąć kościół, bo niewielka świątynia redemptorystów już nie wystarcza na 10 tys. wiernych. Wietnamscy katolicy od końca sierpnia codziennie, bez względu na pogodę, czuwali i modlili się na zagrożonym terenie. Dwukrotnie atakowała ich milicja.
Czyta się kilka minut

Bezpiecznie czuli się tylko 14 września, kiedy odwiedził ich francuski biskup Jean Legrez. "Nie sadzę, by policja ważyła się nas zaatakować, szczególnie w obecności zagranicznego biskupa" - powiedziała agencji AsiaNews jedna z demonstrujących studentek. Ale trzy dni przed rozpoczęciem robót stu nieznanych sprawców na oczach bezpieki zdemolowało parafialną kaplicę i oblało figurę Matki Bożej olejem silnikowym. Krzyczeli, że zabiją proboszcza i arcybiskupa.

W połowie września milicja zagrodziła zaporami ulice dochodzące do budynku byłej delegatury apostolskiej. 50 lat temu władze przejęły go, od pewnego czasu działa tam nocny klub. W lutym po protestach katolików i interwencji Watykanu wietnamskie władze obiecały zwrócić zabudowania Kościołowi. Jednak 19 września buldożery rozpoczęły oczyszczanie terenu. Powstanie tam park i biblioteka publiczna. Jednocześnie trwa medialna nagonka na katolików, ośmielających się kierować protesty do komunistycznego rządu. W telewizji występowali przebrani w sutanny partyjni działacze, krytykujący poczynania hierarchów "upolityczniających wbrew interesom narodowym sprawy byłej delegatury apostolskiej". Ich postawa "poważnie narusza ład i powinna być surowo ukarana przez prawo" - grzmieli.

Katolicy żyjący w totalitarnym Wietnamie od ponad pół wieku są zmuszani torturami do wyrzekania się wiary, pozbawiani majątków i przesiedlani karnie w inne rejony kraju (podobnie wygląda sytuacja buddystów, taoistów czy wyznawców innych odłamów chrześcijaństwa). Od XVI w. Wietnam wydał tysiące męczenników, z których symbolicznie kanonizowano 117.

Dramaty katolików żyjących pod komunistycznym rygorem nie dzieją się na oczach świata. Nagłówki depesz agencyjnych "Prześladowania chrześcijan w..." (tu można wstawić też Indie, Chiny, Sri Lankę, Turcję) dawno już się znudziły. Dlatego wiele dobrego dla Wietnamczyków zrobił reporter Ben Stocking z AP. Nie swoimi relacjami bynajmniej. Podczas gromadzenia materiałów o sprawie delegatury został odstawiony na komisariat, gdzie milicjanci brutalnie go pobili.

Nagłówek "Amerykański dziennikarz pobity w Wietnamie" wzbudził zainteresowanie świata. Późno wprawdzie, ale światowe media, a za nim społeczeństwa, zwracają oczy na prześladowania chrześcijan w Wietnamie. Słowa demonstrantki pokładającej nadzieję w europejskim biskupie brzmiały naiwnie i niepewnie. Warto do jej nadziei dodać kolejną: że przykry, ale w gruncie rzeczy mało istotny przypadek Stockinga uruchomi mechanizm, który złagodzi trudną sytuację katolików. Władze Wietnamu, który posiada stosunki dyplomatyczne z USA, jest członkiem (niestałym) Rady Bezpieczeństwa ONZ i stara się odgrywać przodującą rolę wśród krajów Azji Południowo-Wschodniej, najbardziej mogą się bać kompromitacji na forum międzynarodowym.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2008