Reklama

Kraków to nie Sarajewo

Kraków to nie Sarajewo

08.07.2019
Czyta się kilka minut
B

BYŁ TO WIECZÓR NA MIARĘ SKALI – w Krakowie, milionowym niemal mieście, żyje tylko kilkuset muzułmanów. Ale 22 marca 2019 r., tydzień po tym, gdy w nowozelandzkim Christchurch terrorysta zastrzelił 51 osób modlących się w dwóch meczetach, na „wieczór solidarności” z islamem przyszli też mieszkańcy.

W sali obrad Rady Miasta padły ładne słowa. „Spójrzcie na herb Krakowa za mną, a zobaczycie otwartą bramę. (…) Zapraszamy do współpracy i budowy naszego miasta w otwartości i tolerancji” – namawiał przedstawiciel władz. „Bóg najbardziej kocha tych, którzy sprawiają, że świat jest piękny”, mówił imam. Przedstawiciel kurii zapewniał zaś, że przyszedł po to, aby uważnie słuchać. Spokojna, refleksyjna uroczystość połączyła współczucie dla ofiar zamachu z odległego kraju z pytaniami o przyszłość Krakowa – miasta chwalącego się tradycją tolerancji, lecz czy rzeczywiście otwartego?

TU NIE WZRASTA SIĘ Z WIDOKIEM MINARETÓW, kościołów i cerkwi, z dźwiękiem cerkiewnych dzwonów czy śpiewem muezzinów. To nie Sarajewo. Półksiężyc, jako fragment stroju Lajkonika, stał się jedną z ikon Krakowa (widnieje m.in. na fotelach w tramwajach i autobusach), lecz pierwszy kontakt z islamem to dla krakowskiego dziecka wciąż legendy z czasów dawnych najazdów tatarskich – wydarzeń tak dla miasta traumatycznych, że w zbiorowej pamięci przetrwały prawie 800 lat.

Wśród tych legend – symboliczna w kontekście dzisiejszych mitów o islamizacji Europy czy szczególnej roli katolicyzmu opowieść o ściganych przez Tatarów siostrach norbertankach ze Zwierzyńca, które, aby uniknęły zhańbienia, dobry Bóg zamienił w wapień – w Panieńskie Skały. Wśród innych opowieści – ta o Domu Tureckim, dziewiętnastowiecznej kamienicy przy ul. Długiej z miniminaretem na szczycie. Dzieci słyszą, że postawiono ją z miłości dla muzułmanki, choć właścicielowi, Arturowi Teodorowi Rayskiemu, wieżyczka miała tylko przypominać czas spędzony w służbie osmańskiej armii. Jeszcze jedna „niewykorzystana” opowieść z islamem w tle.

KRAKÓW WIELOKULTUROWY, WIELORELIGIJNY. W tych hasłach tkwi paradoks. Miasto – któremu ton nadaje mieszczańska elita, gdzie do najważniejszych instytucji należą Kościół katolicki i wiekowy uniwersytet – ma opinię konserwatywnego. Ale miliony turystów z różnych części świata, bogate życie towarzyskie, rytm głośnych letnich nocy świadczą o czymś przeciwnym. Prawdopodobnie w żadnej innej polskiej gminie obywatele nie mają takiego doświadczenia w kontaktach z przedstawicielami innych kultur i religii jak właśnie w Krakowie. Niemal wszystkie odbywają się jednak w ramach ugrzecznionych i interesownych relacji mieszkaniec–turysta; w schematach, z których trudno wyjść.

Ten jeden, krótki moment, kiedy miasto stało się autentycznie wielokulturowe (choć z racji charakteru imprezy, jeszcze bardziej jednorodne religijnie), zdarzył się latem 2016 r., gdy – pod nieobecność wielu mieszkańców – prawie 2 mln młodych katolików zjechało do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży. Ulice posłużyły za scenografię spontanicznego spektaklu, zmieniły charakter . Gdy wyluzowana filipińska młodzież tańczyła wieczorami pod miejskimi zabytkami, za nic mając (więcej: prawdopodobnie w ogóle ich nie znając) historyczne odczytania miejsca, Kraków nabrał przez chwilę drugiego oddechu. Była to jednak krótka impresja, tygodniowy sen o innych mieszkańcach, emocjach i językach.

RZECZYWISTOŚĆ ZMIENIA SIĘ WOLNIEJ. Prawdopodobnie już co dziesiąty mieszkaniec Krakowa to cudzoziemiec. Połowa z nich – mowa jest nawet o ok. 50 tysiącach – to Ukraińcy. Powoli zmienia się charakter ich przyjazdów, coraz więcej chce zostać, zakładać rodziny, zamieszkać na stałe. Żyją w Krakowie Białorusini, Rosjanie, jest 726 zarejestrowanych obywateli Indii, prawie ćwierć tysiąca Brazylijczyków czy Chińczyków. Wprawdzie powoli, ale niektóre okolice w mieście zaczynają nabierać wieloetnicznego wymiaru. Każdy, kto regularnie jeździ tramwajem na Mały Płaszów, zauważy, że w rejonie targowiska Tandeta żyją i mieszkają coraz lepiej zasymilowani Koreańczycy i Wietnamczycy.

OFICJALNIE MIASTO JEST DLA NICH PRZYJAZNE. Program „Otwarty Kraków” nabiera rozpędu – działa punkt informacyjny, niektóre materiały tłumaczy się na angielski i ukraiński, uproszczono procedurę uzyskiwania pozwoleń na rynku pracy. Rada miasta ustanowiła tytuł Krakowskiego Ambasadora Wielokulturowości, w planach jest wprowadzenie udogodnień w szkołach dla dzieci imigrantów. Twórcom programu marzyłby się „dom spotkań” – miejsce, gdzie nowi i dotychczasowi mieszkańcy mogliby się regularnie spotykać. Na razie nie ma jednak na to miejsca.

SPOTKANIA TRWAJĄ WIĘC W DYSKRECJI. Działające od niedawna Centrum Muzułmańskie, założone przez Ligę Muzułmańską RP, niedługo przeniesie się z centrum Krakowa do większego lokalu na przedmieściach. Miejsca spotkań i modlitw buddystów czy zielonoświątkowców są rozsiane po różnych dzielnicach, w praktyce niewidoczne. Nawet prawosławna cerkiew przy ulicy Szpitalnej mieści się w kamienicy – dopiero niedawno zaznaczyła swoją obecność, kiedy na jej fasadzie zamontowano niewielką kopułkę. Odradzająca się na szczęście społeczność żydowska to za mało, aby Kraków, jak kiedyś, rozbrzmiewał wieloma głosami. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]