Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Komuna na sterydach

Komuna na sterydach

10.12.2018
Czyta się kilka minut
Seriale to nie tylko sztuka opowiadania historii. To też tworzenie światów. Jak sobie z tym poradził polski serial „1983”?
Kajetan na stacji warszawskiego metra cieszy się nową Traszką. Serial „1983”, odc. 1 NETFLIX
W

Wnastępstwie zamachów w 1983 r. nastąpiło pojednanie narodu, Kościoła i Partii. Polacy w tajemnicy wyprodukowali broń jądrową i zmusili ZSRR do wycofania wojsk poza granice kraju. Reżim nigdy nie upadł, lecz wybił się na niepodległość, skonsolidował, wypracował własną technologię i styl życia. Dwadzieścia lat później, w roku 2003, kiedy to dzieje się większość akcji „1983”, pierwszego polskiego serialu Netfliksa, Polska jest ciekawym miejscem do życia. Czy lepszym niż prawdziwa Polska w tym samym czasie?

Przedstawiony na ekranie świat jest zarazem znajomy i dziwnie obcy. Prezydentem USA jest Al Gore, a „Harry Potter” jest nielegalnie odbijany na opozycyjnych kserografach. Główny bohater (w tej roli Maciej Musiał) jest takim właśnie Harrym. Jego rodzice zginęli w zamachach, a on sam stał się ikonicznym „chłopcem z lilią” – chłopcem, który przeżył. Symbolem nadziei na przyszłość...

10233

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

To chyba pierwszy artykuł chwalący ten serial. Mi się na prawdę podobał, taki trochę jak połączenie Dark i Blade Runner'a. Ale najważniejsze (dla mnie) to pytanie jakie serial zadaje to: czy zdecydowałbyś się zniszczyć materialny sukces za cenę prawdy? Czy za każdym sukcesem nie stoi czyjaś ofiara. Serial również ciekawie przedstawia idee mitu założycielskiego - chłopak z lilią - jedno mityczne (a więc nie całkiem prawdziwe) wydarzenie, które scala grupę ludzi.

Zgadzam się, przy ograniczonych środkach, wymyślony świat jest naprawdę świetny. Szczególnie ten mały Sajgon.

...do Polski przyjeżdża (...) twórca komputerów osobistych z USA, żeby negocjować zakup naszych rewelacyjnych ekranów dotykowych. Serialu jeszcze nie widziałem, więc zazgrzytał mi tylko powyższy fragment. Jeżeli Polska miałaby być nadal odgrodzoną od świata zachodniego dyktaturą, to właśnie tego elementu nie da się obronić. Dlaczego - uczy historia NRD, kraju o wyższym poziomie techniki z kilkoma, na pierwszy rzut oka, niesamowitymy sukcesami. Niestety, tylko na pierwszy rzut oka. Jeżeli mowa o elektronice - weźmy np. ddr-owdkie kości DRAM o pojemności 1 Mb. Owszem, poziom światowy jeśli idzie o prototyp, całkowita klęska jeżeli chodzi o możliwość realnego zastosowania: http://nrdblog.cmosnet.eu/2009/08/zegnaj-nrd-14-nrd-owska-mikroelektronika/#axzz5ZVY3VY3z

Zgadzam się, że zaślepiona walką z kapitalizmem, władza może pogrzebać dobry projekt, który mógłby stać się światowym hitem jeśli byłby dobrze rozwiany. Przykładem jest komputer K-202 projektu Pana Karpińskiego. https://pl.m.wikipedia.org/wiki/K-202 Gdyby Pan Karpiński został w USA mógłby być drugim Stevem Jobsem (no może Stevem Wozniakiem).

i nie mniejszą pracowitość lokował w tradycyjnie rozumianą wynalazczość, dopóty wiodło mu się... różnie. W pewnym momencie wyrzucono go z własnej firmy, a projekt NeXT, który udało mu się zabrać z sobą jako "zaczyn" nowego, jeszcze większego niż Apple sukcesu, kompletnie się pod tym względem nie udał. Geniusz Jobsa objawił się w czym innym. Zrozumiał jako pierwszy, że niesamowitych wynalazków, technologii i patentów jest już za dużo, by biznes zdążył je skonsumować, a przez to stają się towarem tanim i nieopłacalnym w "produkcji". Przecież Nokia, swego czasu niekwestionowany lider na rynku telefonów, przejechała się właśnie na strategii obłąkanych inwestycji w innowacje techniczne. Steve zamiast wymyślać jeszcze lepsze układy scalone, baterie, wyświetlacze itp. zaczął zbierać do kupy to, co wymyślili inni, i nadawać temu znaczenie z punktu widzenia potrzeb użytkownika. Potrzeb, dodajmy, kreowanych i umiejętnie podsycanych. Stworzył technologiczny "ekosystem", w którym użytkownik stacjonarnego Maka "musi" mieć jeszcze Airbooka, iPhone'a, iPada, słuchawki Apple i cokolwiek jeszcze Apple wymyśli. Kupować w Apple Store nie tyko oprogramowanie, ale muzykę, książki itp. Co więcej, udało mu się doprowadzić do sytuacji, kiedy każdy, nawet najdoskonalszy technicznie smartfon, będzie nieuchronnie porównany z iPhonem niby z jakąś platońską ideą smartfona. Co do Jacka Karpińskiego, nie podbijałbym jego słusznie przypominanych osiągnięć niezbyt uzasadnionym przypuszczeniem, że gdyby został w Ameryce itd. Nie został - tyle wiemy. Jest taki bon mot Temistoklesa, który złośliwi wyciągają przy podobnych okazjach, co w przypadku Karpińskiego byłoby niesłychanie krzywdzące.

Przesłuchałem trzykrotnie audiobooka Waltera Isaacsona i za każdym razem nie mogłem się od tej książki oderwać. Moim zdaniem za sukcesem Steva (w tym i Apple) stoi jego niesamowita intuicja, inteligencja i charyzma. Sama pracowitość i talent nie gwarantują sukcesu. To był współczesny Midas. Czego się nie dotknął zmieniał w złoto. Nawet Next z perspektywy czasu miał swój sens bo gdyby nie ta firma to Jobs nie wróciłby do Apple. Moj komrntarz nie dotyczył jednak Jobsa tylko faktu, że ludzie pokroju Jobsa mają szanse na spektakularny sukces jedynie w kapitalizmie i demokracji. W komunizmie każdy talet się zmarnuje.

mając na myśli intuicję, inteligencję i charyzmę. No i także, albo przede wszystkim ;), zdolność do przemieniania w złoto wszystkiego, czego się dotknął. Czy sukces takich ludzi i ogólnie postęp-naukowo techniczny są możliwe tylko w kapitalizmie i demokracji? Możliwe, chociaż nieoczywiste (weźmy Chiny, niewymyśloną "komunę na sterydach"), ale w marnowaniu pracy utalentowanych ludzi tzw. realny socjalizm był rzeczywiście skuteczny. W sumie, nasze poglądy są zgodne.

Nie, Karpiński nie zostałby w USA żadnym Stevem J. Po pierwsze dlatego, że nie został nim w Szwajcarii i kapitalistycznej Polsce (w obu tych krajach próbował, wszędzie z tym samym skutkiem co przypadku K-202). Po drugie dlatego, że taki Bill Gates to prawie dokładne przeciwieństwo Karpińskiego - zdolny biznesmen potrafiący nawet niespecjalnie nowatorskie i w sumie CUDZE pomysły (interpreter BASIC-a, MS-DOS) przekuć w przełomowe produkty dające kluczowe przewagi na rynku. A Karpiński? Autor paru ciekawych prototypów, które niespecjalnie dały się wprowadzić do produkcji, cierpiący na przerost ego i kłócący się z wszystkimi współpracownikami po jakimś tygodniu. A, jeszcze Wozniak. Doskonały przykład na to gdzie nawet najlepszy inżynier zajdzie bez sprawnego przedsiębiorcy (Stevena). Tylko, że Wozniak to charakterologicznie też nie Karpinski, jego zdaje się wszyscy lubią i dobrze wspominają (ale o tym akurat mało wiem, więc się nie upieram).

Doprecyzowując, K-202 to był podobny cud co te nrd-owskie kości RAM. Fajny prototyp, ale nie dający się (w danej sytuacji gospodarczej, otoczeniu przemysłowym) wdrożyć do produkcji. Dlaczego Karpiński ciągle jęczał, że mu zasabotowali, nie dostarczyli, sp...li na produkcji? Bo co innego zaprojektować cudeńko złożone w laboratorium, a co innego taki sam sprzęt dający się trzaskać seriami w realnie istniejących fabrykach z realnie istniejącymi ograniczeniami. Akademikom tylko minimalnie mniej nie wypada dąsać się na tę prostą prawdę. W takim sensie, kapitalizm TEŻ marnuje "pracę utalentowanych ludzi", kto wie, może nawet bezwzględnie (to czego nie wdrożysz i nie sprzedasz nie istnieje, w dodatku mało kto podejdzie ze zrozumieniem do Twoich żalów nad sobą) Chińczycy to nieco inna para kaloszy - właśnie zaczynają zbierać owoce długoletnich inwestycji w rozwój bazy przemysłowej oraz kadry (czyli to co pewni chciał zrobić Ulbricht w NRD). Pracowali na to całe dziesięciolecia, płacąc duże koszty społeczne, oraz ucząc się czego tylko dało. I to ie są żadne "sterydy" tylko przemyślana i konsekwentnie zrealizowana polityka (inne przykłądy: Korea Pd, Singapur, RFN, skandynawscy socjaldemokraci, nawet Japonia).

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]