Koleżanka Rudej radzi sprzedać statuetkę Nike. Ale dobrze mieć skrzydła w domu

„Ej, pod drzwiami do tamtego wagonu siedzi chyba ta Nike. Piszesz. To idź, pokaż jej coś swojego”. „A jak powie, że to do niczego?”. „To jej powiesz, że takiego głupiego werdyktu to od lat nie było”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Pociąg z Wrocławia, para przed trzydziestką kilka siedzeń dalej. Gadają tak głośno, że cały wagon podpięty. On: „Przemyślałem to, i mogę się z tobą spotykać”. Pauza. „Skoro ci zależy. Ale to dla mnie jakieś ryzyko, musisz to wziąć pod uwagę. Wizerunkowe. Ja się muszę nagiąć”. 

Ona na zdziwieniu: „Tomek, ja mam chłopaka”. Pauza. „Jak to? Dlaczego o tym nie wiem?”. „Hm, nie pytałeś”. „Wiesz co, takie rzeczy się mówi. Czy on zdaje sobie sprawę, że ludzie o tym nie wiedzą?”. „Przepraszam cię, nasi przyjaciele wiedzą”. „Ale ja nie”. „Ależ ja cię dopiero poznałam…”. „Przez szacunek dla niego powinnaś mówić ludziom”. „Weź przestań”. „Uprawiasz dezinformację. Nie zasługujesz na związek”. „Ej! Niech mój chłopak decyduje”. „Chętnie bym z nim porozmawiał”. „Nie porozmawiasz”. „Obawiam się, że rozmowa nastąpi. Naciągałaś mnie na związek, żebrałaś o uwagę, mimo jego zaangażowania”. „Matko”. „Między nami w każdym razie koniec. U mnie nie masz szans”.

Pod takim niebem mogę spać

Wrocław, wieczór późny. Ciemność w łepetynie, więc od rejonów dworcowych odbijam ku Podwalu. Krótka przebieżka, nade mną niebo w kolorze na nic nienaprowadzającym, nie ma się w czym odbić. Blisko fosy zmierzam ku arterii świateł. Stoję sobie i wgapiam się w brzeg. Podchodzi gość z torbami ruskimi na ramionach. „Ładnie”. Potwierdzam: „Ładnie”. „Pod takim niebem mogę spać”. Uśmiecham się. „Już w porządku” – mówi. Poszedł.

Wrocław, tramwaj na Krzyki i dalej, jadę na rozmowę radiową. Tuż przy mnie dwóch mężczyzn siedemdziesięcioletnich na oko. Jeden stoi przy siedzeniu osłaniająco, jakby chciał temu drugiemu stworzyć z płaszcza zaporę przed ekspansją świata. Siedzący w wyraźnym zamieszaniu, w półobrocie, jakby miał poderwać się za chwilkę. „A mamy jeszcze czas?”. Stojący kojąco: „Mamy”. Po chwili: „Mamy czas?”. „Mamy, braciszku”. „Bo mówiłeś, że mamy”. „Mamy, kochany”.

Pauza. Siedzący spogląda w okno, z niepokojem. Potem zawiesza się i z niedowierzaniem śledzi prawą dłoń, prostuje palce. Podnosi bezradny wzrok na brata: „A ja mogę mieć czas?”. „Możesz, drogi, możesz”. Z brata przenosi spojrzenie na mnie, uśmiecha się: „Widzi pani, ja mam czas”.

Patrzy przez chwilę, jakby już wiedział. Jego brat też się uśmiecha, rozluźniony. Wszystkim nam jakby odpuściło. Na krótko, bo raptem zaczyna mocniej się wiercić, jakby coś go gniotło. Brat przytrzymuje jego ramię, ale strąca dłoń z pretensją, z żalem. Puszcza niewidome, przerażone spojrzenie w wędrówkę po całym wagonie. I to spojrzenie trafia znów na mnie. Rzuca z bólem, zaciskając dłonie, na granicy płaczu: „Proszę pani, a co to jest ten czas?”. Brat podnosi go, wysiadają na przystanku Orla. Łzy na policzku holującego.

Takiego głupiego werdyktu to od lat nie było

Pociąg z Krakowa. Dialog dwóch, kilka siedzeń dalej. „Ej, pod drzwiami do tamtego wagonu siedzi chyba ta Nike”. „I co?”. „No nic. Chyba śpi”. „Weź jej rzuć tekst”. „Ale że co, mam jej naubliżać?”. „Debil. Piszesz. Idź i rzuć coś”. „Myślisz, że mam ot tak?”. „Załamujesz. Wymyśl coś i wypróbuj na niej kawałek”. „Oleje mnie”. „Niee, ona to lubi, mówię ci. Śpi, bo nic nowego nie ma do czytania”. „Myślisz?”. „Stary, tylko tym żyje”. „Ja też w sumie”. „Będzie ci wdzięczna”. „To może pójdę”. „Grzeczny chłopiec”. „A jak powie, że to do niczego?”. „To jej powiesz, że takiego głupiego werdyktu to od lat nie było”. No to śpię.

Targi Książki w Krakowie, ścisk i zamęt. Tłoczymy się jak w podgrzewanej, wybrzuszającej się puszce. Zaraz pęknie. Między salą Dunaj a salą Wisła ludzie poruszają się w masie tak zbitej, że nie trzeba używać nóg. Duchota. Tuż przy mnie przemieszczają się trzy rodziny: tokują, nawołują, negocjują.

Ze zbitki ludzkiej najmocniej wybija się jeden ton: kobiety przepychającej wycieczkę w prawo, ku stanowiskom tuż przy przejściu. Druga linia, męska, coraz głośniej protestuje, sarka. „Idźidź, idźidź” – forsuje kobieta, podpychając dziećmi męża. Ten dzielnie to znosi, opiera się lekko. Forsowanie narasta. Kotłowanina. Przechylamy się na burtę tuż przy stanowisku Jedności. I cała nasza prawa burta słyszy: „Nie mam teraz czasu na Pana Jezusa!”.

Z Rudą na zakupach, zagaduje: „Moja koleżanka chce wiedzieć, jak masz się po nagrodzie. Oczywiście, chodzi o Nike”. „Domyślam się. Możesz odpowiedzieć, że dobrze, ale zmęczona, bo dużo się dzieje”. „Co masz na myśli?”. „No, wyjazdy, rozmowy. Nie jest to złe, oczywiście”. „Jest dobre”. „Racja, jest dobre”.

„Koleżanka radzi sprzedać tę statuetkę. Można też licytować”. „Hm, ale że na cel jakiś?”. „Nie, mówi, że można więcej w ten sposób zarobić”. „Aaa, no dobrze, nie planuję”. „Zgadzam się z tobą”. „A dziękuję. Wiesz, taki przedmiot ma inną wartość, możesz przekazać, sentymentalną”. „Ona pisze, że to tylko blacha, a zarobić można jak za inny metal”. „Niezła jest. Brąz na złoto, rozumiem”. „Napisała, że może ona też kupić, bo mają więcej pieniędzy”. „Pięknie”. „Tylko chciała wiedzieć, czy tam jest twoje nazwisko”. „Na statuetce? Nie. Może udawać, że to jej wręczyli”. „Napiszę, że ja nie oddam”. „Aha”. „To moje także”. „Pewnie”. „I napiszę, że to skrzydła”. „Owszem. Dobrze mieć skrzydła w domu. Ciężkie, solidne”. „Tak”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Skrzydła w domu