Kiedy lewica zacznie myśleć?

Mimo chwilowego entuzjazmu polska lewica jest w głębokiej defensywie.
Czyta się kilka minut

Oto diagnoza, którą powtarzają zadowoleni po wyborach lewicowi liderzy: Polacy mają już dość dwóch konserwatywnych formacji - PiS (wersja hard) i PO (wersja soft) - karmiących się wzajemną niechęcią, a tym samym skutecznie zagospodarowujących rodzime spory polityczne. Dziś, jak wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi, kończy się prawicowa hegemonia. Nadchodzi czas lewicy, która od tygodnia codziennie otwiera szampany. A wszystko za sprawą Grzegorza Napieralskiego, który osiągnął dużo lepszy wynik wyborczy, niż się spodziewano.

Czy jednak rzeczywiście jest tak, że lewica przejmuje rząd dusz, a za rok ma realne szanse na sukces w wyborach parlamentarnych? Czy istnieją poważne przesłanki ku temu, że Polacy masowo zaczną zapisywać się do SLD, które będzie mogło ogłosić "polityczne zmartwychwstanie"?

***

W Polsce, jak w każdym demokratycznym kraju istnieje bazowy elektorat lewicowy. Dlatego lewica, cokolwiek by się działo, cokolwiek by zrobiła i jakiegokolwiek lidera by miała, może liczyć na głosy ok. 10-12 proc. społeczeństwa. Sęk w tym, że wybory wygrywa się dzięki głosom centrowego elektoratu i tych, którzy - najczęściej po rozpoznaniu dobrze pojętego własnego interesu - decydują się zagłosować w ostatniej chwili.

A zatem to od umiejętnego i skutecznego przyciągnięcia wyborców centrowych zależy ostatecznie to, komu zostanie oddany ster rządów. Dzisiaj polska lewica nie znalazła ani skutecznego języka mobilizującego masy (czy pamiętacie choćby jedno zdanie godne zapamiętania wygłoszone przez Napieralskiego?), ani nie przedstawiła przekonujących idei, które pozwoliłyby z czystym sumieniem na nią głosować (parytety, in vitro - to tematy, które do Polski przychodzą wraz z cywilizacyjnymi przemianami, a nie za sprawą polityków lewicy). A przecież, jak wiemy, idee bez mas są bezsilne, a masy bez idei ślepe.

Lewica - mimo chwilowego entuzjazmu - jest w defensywie. Zdradza to język, którym opisuje swoją obecną sytuację polityczną. Słyszymy, że Polacy są zmęczeni prawicą. Czyli: ludzie głosują na lewicę nie dlatego, że stanowi rzeczywistą alternatywę dla PiS czy PO, ale dlatego że Polaków zmęczył trwający od 2005 r. spór zarządzany przez dominujące dziś formacje polityczne. Nie trzeba być prorokiem, by wiedzieć, że władza nie jest dana raz na zawsze. Że ostatecznie każda formacja polityczna się zużywa, i że - wcześniej czy później - traci władzę. Tak działa zasada demokratycznego wahadła.

Lewica nie liczy więc na potencjał głoszonych przez siebie idei, tylko na zmęczenie Polaków prawicową dominacją i jej jałowymi sporami. Nie myśli o zdobyciu władzy czy tworzeniu rzeczywistej politycznej alternatywy. Liczy tylko na wykrwawienie partii aktualnie dominujących. Ten brak lewicowej alternatywy chyba najlepiej oddał jej guru Slavoj Žižek, mówiąc, że czasami przychodzi mu do głowy szaleńcza myśl, iż kryzys finansowy i gospodarczy został wywołany po to, by definitywnie pokazać, że lewica jest zbędna. Pierwszą ofiarą kryzysu finansowego jest nie tyle neolibaralizm, co właśnie lewica.

***

Lewica ma problem z przywództwem. O Grzegorzu Napieralskim, jej obecnym liderze, można powiedzieć wszystko, ale nie to, że lewicowy etos wyssał z mlekiem matki. Cechuje go raczej pragmatyzm podszyty cynizmem. Jasne, że taka logika uprawiania polityki pozwala zaspokoić ambicje jego najbliższych współpracowników, gdyż gwarantuje im posady i synekury - np. w telewizji publicznej, którą SLD podzielił się z PiS, i którą współrządzi jak prywatnym folwarkiem. Napieralski widzi więc dla siebie rolę mistrza politycznych targów, który zadba o interesy najbliższych kolegów, bo przecież nie o interesy lewicowych wyborców. Cynizm i pragmatyzm, który do tej pory był znakiem firmowym przewodniczącego SLD, pozbawiony choćby grama ideowości, to najprostsza droga do zmarginalizowania każdej formacji politycznej. Tym bardziej lewicowej.

Dziś politycznym priorytetem są takie sprawy jak troska o najuboższych, parytety czy in vitro. Przekonaliśmy się na własnej skórze, że myślenie o gospodarce nie może sprowadzać się do pilnowania przez partię rządzącą wzrostu PKB.

Jakości życia społecznego nie poznaje się po tym, jak żyje się najbogatszym, ale po tym, jak żyje się najbiedniejszym. Przekonanie to ma korzenie w klasycznym liberalizmie, który fałszywie próbuje się przeciwstawiać solidarności. Co więcej, troska o najbiedniejszych jest także znakiem firmowym PiS. Lewica nie ma monopolu na reprezentowanie najbiedniejszych: to być może jeden z nielicznych pozytywnych owoców kryzysu gospodarczego.

Podobną sytuację mamy z parytetami i in vitro. Platforma, w odróżnieniu od PiS, gotowa jest poprzeć 35 proc. kwoty na listach. Joannie Kluzik-Rostkowskiej, która wyrosła na pierwszoplanową twarz PiS, także leżą na sercu kwestie kobiece. Solidarność kobieca staje się w Polsce ponadpartyjna i przestaje być wyróżnikiem lewicy. Komorowski, podobnie jak Tusk, jest zwolennikiem refundacji in vitro. Nawet Kaczyński, choć kluczy w tej sprawie, nie mówi, że jest jej radykalnym przeciwnikiem. I uważa, że trzeba w końcu tę sprawę uregulować. Czy zatem nie wygląda na to, że postulaty, które lewica wynosi dziś na sztandary, w życie wprowadzi formacja prawicowa? A jeśli tak, to po co nam lewica?

"Lewica myśli, prawica działa" - powiada się we Francji. Grzech polskiej lewicy polega na tym, że chce działać, nim pomyśli.

Jarosław Makowski jest filozofem i teologiem, dyrektorem Instytutu Obywatelskiego.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2010