Dzwonił Miłosz. Mówiłem mu o jego pisaniu. On, że stara się nie rozgraniczać prozy od wierszy. Ja mu na to, że niektóre jego wiersze są esejowate. Przytaknął, jakby z wahaniem. Zwierzyłem mu się, że czuję się wobec niego gapowaty, intelektualnie nierozgarnięty. On na to, że mi trochę zazdrości mojego pisania połączonego z ulicą Warszawy" - wspominał Miron Białoszewski. Najnowsze "Zeszyty Literackie", w obszernym i ciekawym bloku materiałów poświęconych twórcy "Obrotów rzeczy", przypominają słynne spotkanie Mirona z Czesławem Miłoszem w 1981 r., publikują m.in. fragmenty jego dziennika amerykańskiego z 1982 r., wspomnienia Jadwigi Stańczakowej ("Miron był moim mistrzem. I tylko on potrafił w zwykłej rozmowie tworzyć słowami obrazy, tak że ja, niewidoma, te obrazy widziałam") oraz jej listy do Miłosza. Przedrukowują szkic Miłosza o Białoszewskim z 1956 r. oraz niepublikowany artykuł Herberta z roku 1957 ("jestem zdecydowanym optymistą, jeśli idzie o przyszłość poezji Białoszewskiego"): co ciekawe, w archiwum twórcy "Pana Cogito" zachowały się brudnopisy dwóch wierszy poświęconych Mironowi.
Poza tym w "Zeszytach..." m.in. wiersze Julii Hartwig, Macieja Niemca, Tomasza Różyckiego i Adama Zagajewskiego, listy Józefa Czapskiego, dziennik Tomasa Venclovy, szkic Claudio Magrisa o Zagładzie, artykuły Małgorzaty Dziewulskiej (o Shakespearze Herberta), Wojciecha Karpińskiego (o Muratowie), Roberta Salvadoriego (o futurystach) i Małgorzaty Szpakowskiej (o dziejach polskiej inteligencji), wspomnienia - Jacka Sempolińskiego o Joannie Guze, Janusza Deglera o Annie Micińskiej i Tomasza Fiałkowskiego o Janie Błońskim, głosy o "Wierszach zebranych" Herberta, recenzje - i z tomu publicystyki Wata, i z Ronalda Firbanka...
Wymieniam to wszystko w pośpiechu, by zamknąć się w 2 tys. znaków, i myślę, jak to dobrze, że ciągle istnieją miejsca, które nie muszą się ograniczać do tych 2 tys. znaków, można pozwolić sobie na nieśpieszny rytm komentowania, na poszukiwania w archiwach, wskazywanie tekstów ważnych dłużej niż kilka miesięcy. Myślę także o mnóstwie pracy, która musi się kryć za tymi 250 stronami numeru kwartalnika, redagowanego de facto przez dwie osoby. Czasem narzekamy na "Zeszyty...". Cieszmy się raczej, że ciągle je mamy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















