Jestem Charlie

Wypisane na niezliczonych ulotkach, transparentach, banerach i powtarzane przez tysiące ludzi. Słowa: „Jestem Charlie”, „jesteśmy Charlie”.
Czyta się kilka minut
Na zdjęciu ks. Adam Boniecki
Ks. Adam Boniecki
Pół godziny po zamachu na „Charlie Hebdo” jako pierwszy złożył tę deklarację (na Twitterze) dyrektor artystyczny i krytyk muzyczny francuskiego magazynu „Stylist” Joachim Roncin. Napisał: „Je suis Charlie”. Slogan wyrażał to, co czuli wszyscy.

Masowe deklaracje solidarności i ogromne manifestacje w tym właśnie duchu to coś więcej niż protest przeciw terrorystom i zamachowi. Bo też nie był to jedynie typowy dla terrorystycznych zamachów sygnał: „wszyscy się lękajcie, nikt nie jest bezpieczny”. Bracia Kouachi i ich towarzysze nie strzelali – jak zwykli czynić terroryści – do anonimowego tłumu np. w hali portu lotniczego, nie podłożyli bomby w restauracji czy w budynku użyteczności publicznej. Oni przyszli zabić dziennikarzy, satyryków, którzy od lat, nie bacząc na pogróżki,  kpili z ich przywódców i religii. Wyszydzali zresztą nie tylko Mahometa, ale i Pana Jezusa, Mojżesza, Buddę itd., nie mówiąc o politykach i papieżach. Przez pewien czas ulubionym przedmiotem żartów był właśnie Jan Paweł II.

„Karykatura, nawet w złym guście, krytyka, nawet niesprawiedliwa, nie może być postawiona na tej samej płaszczyźnie, co morderstwo. Wolność prasy jest, bez względu na cenę, cechą społeczeństwa dojrzałego. Jeśli ludzie urodzeni w naszym kraju, nasi współobywatele, mogą myśleć, że jedyną słuszną odpowiedzią na kpinę czy zniewagę jest śmierć ich autorów, to stan naszego społeczeństwa stoi pod wielkim znakiem zapytania” – powiedział 10 stycznia arcybiskup Paryża kardynał André Vingt-Trois. W edytorialu katolickiego dziennika „La Croix” jego dyrektor Dominique Quinio niejako rozwija tę myśl, pisząc, że jeśli bezpośrednim celem ataków terrorystów byli karykaturzyści „Charlie Hebdo” i wspólnota żydowska, to w istocie celem dżihadystów „jest koegzystencja, którą chcą zabić. Walczą z poszanowaniem cudzych przekonań, ale także ich nieuszanowaniem, z debatą, z pluralizmem, w sumie z demokracją. Chcą zaprowadzić jedną myśl, sposób życia kontrolowany przez prawo islamskie, bez miejsca dla mniejszości i dla osób wierzących inaczej, uzurpują prawo zabicia tych, którzy nie myślą jak oni”. Edytorial kończy się wezwaniem: „By oprzeć się terroryzmowi, obywatelom nie wolno rezygnować z promowania życia razem, niekoniecznie i nie zawsze harmonijnie, ale realnie razem. Należy wcielać laickość, która nie powinna być wojną przeciw religiom, i religie, które powinny odgrywać rolę w społeczeństwie, ale bez aspirowania do rządzenia rządzącymi”.

Dla Francuzów – jak powiedział jeden z redaktorów pisma – prawo do pokpiwania ze wszystkiego jest święte. Dodał: „Ostatnie wydarzenia dotkliwie nam przypomniały, że niektórzy za to prawo umierają”. I ubolewał nad dolą „wszystkich ludzi w tym kraju, którzy zanim zażartują, muszą dwa razy pomyśleć”.

Wydarzenia 7 stycznia wywołały szeroką debatę o terroryzmie, o imigrantach, o islamie, o stopniu naszego własnego zagrożenia. Ważnym rozdziałem tej debaty jest ten o wolności mediów. Także u nas, w kraju, w którym dotkliwie odczuwaliśmy jej brutalne ograniczenie. Wciąż grozi nam myślenie – by zacytować dawnego redaktora „Le Monde” – w takich kategoriach: „Kiedy byliśmy w mniejszości, walczyliśmy o wolność w imię waszych zasad. Kiedy jesteśmy w większości, nie chcemy jej wam przyznać w imię zasad naszych”.

Tak więc „Je suis Charlie, nous sommes Charlie” (dziś jestem Charlie, jesteśmy Charlie). Bo, jak powiedział ktoś w debacie po zamachu na redaktorów „Charlie Hebdo”: „Nie zgadzam się z tym, co mówicie, i zrobię wszystko, żebyście mogli to mówić”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2015