Reklama

Jedynym zwycięstwem będzie pokój

Jedynym zwycięstwem będzie pokój

26.02.2022
Czyta się kilka minut
Nie możemy się spotykać jako wspólnota, ale to nie znaczy, że nie pomagamy. Teraz organizujemy przede wszystkim pomoc sąsiedzką – mówi „Tygodnikowi” Jurij Lifanse, odpowiedzialny za Wspólnotę Sant’Egidio w Kijowie.
Ukraiński żołnierz patroluje drogę po zachodniej stronie Kijowa rankiem 26 lutego 2022 r. Fot. DANIEL LEAL/AFP/East News
E

Edward Augustyn: Jak minęła druga noc wojny?

Jurij Lifanse: Była trudna, bo wiedzieliśmy, że nadejdzie kolejna ofensywa Rosjan. Oni pewnie myśleli, że to będzie ostatnia. I że zdobędą Kijów. Położyliśmy się spać w domu, około 11 w nocy. O 3 nad ranem usłyszeliśmy syreny i zeszliśmy do schronu, który jest w pobliżu, w szkole. I tam spędziłem resztę nocy, z żoną, córką i innymi ludźmi. 

Słychać było walki?

Byliśmy w schronie, odgłosy walk słyszeliśmy tylko z daleka. W mojej dzielnicy walk nie było. Nie wiem, co się działo w innych miejscach. W takich chwilach, w nocy, wolę nie sprawdzać wiadomości. Dopiero rano dowiedziałem się, co się działo: atakowali niektóre dzielnice, na przykład tę, gdzie mieszka moja mama, blisko, nie na peryferiach, a także drugą dzielnicę, gdzie mieszka dużo osób z naszej wspólnoty, gdzie prowadzimy noclegownię.


Paweł Pieniążek z Kijowa: Część mieszkańców stolicy Ukrainy noc spędzi pod ziemią. Na stacjach leżą na kocach, karimatach lub po prostu na podłodze. Jedni z walizkami, a inni z tym, co udało im się w pośpiechu zabrać. 


 

Były walki o lotnisko wojskowe blisko Kijowa, ale dzięki Bogu udało się obronić wszystkie te miejsca. Wszyscy moi znajomi przeżyli. Teraz jest jako tako spokojnie. Choć od czasu do czasu słychać syreny.

Mówiłeś o lotnisku Hostomel?

Nie. Rosjanie próbowali zdobyć lotnisko wojskowe w Wasyłkowie, około 100 km od Kijowa, gdzie mogłyby lądować samoloty z żołnierzami. Ale wojskom ukraińskim udało się je obronić.

Ciebie nie objęła powszechna mobilizacja?

Nie. Jestem w piętnastej kategorii, nigdy nie byłem w wojsku. Wykonuję zawód nieprzydatny dla wojska, więc zostałem zwolniony z obowiązkowej służby. 

Jesteś nauczycielem.

Tak. Jestem lektorem języka włoskiego na akademii muzycznej. 

Jak wygląda życie w mieście? Działają urzędy, sklepy, piekarnie, komunikacja?

Działają tylko te instytucje i urzędy, państwowe i samorządowe, które są potrzebne do obrony. Instytucje handlowe, szkoły, przedszkola, uniwersytety są zamknięte. Sklepy spożywcze niektóre są otwarte, inne nie, ale podstawowe artykułu, chleb i mleko, są. Jesteśmy w trzecim dniu wojny, jeszcze jest wszystko. Na jak długo wystarczy, nie wiadomo. 

Działają przychodnie lekarskie i szpitale?

Dzięki Bogu, sam nie musiałem tego sprawdzać. Ale tak – widzę karetki na ulicach, działają izby przyjęć. Moja przyjaciółka spędziła tę noc na porodówce, gdzie przy okazji znalazła bezpieczne schronienie na czas alarmu. Urodziła bliźniaki. Czują się dobrze. Inne dziecko urodziło się na stacji metra, teraz zamienionej w schron.


Wojciech Konończuk: Najbliższe dni będą decydujące


 

Rosjanie są na ulicach?

Nie! Kijów jest wolny! Jest pod całkowitą kontrolą władz ukraińskich. Jest atakowany z powietrza, docierają też niewielkie grupy dywersantów, ale jak dotąd wojsko ukraińskie sobie z nimi radzi. Ulice są pod kontrolą patroli ukraińskich. 

Wczoraj widzieliśmy film, na którym wóz pancerny miażdżył samochód osobowy. Myślałem, że to nagranie z Kijowa.

Tak, też widziałem. To się wydarzyło na północnych przedmieściach, gdzie udało się przedrzeć dwóm wojskowym wozom bojowym, ale zostały natychmiast zatrzymane. Także ofensywa z zachodu weszła na kilka kilometrów w głąb miasta, ale została już odparta.

Czy wy, jako wspólnota, jesteście w stanie teraz się spotykać? Na modlitwie czy prowadząc działalność charytatywną?

Rząd prosi, by pozostać w domach. W jednym z naszych domów w centrum miasta jest duża piwnica, której używamy jako schronu, gdzie rodziny z naszej wspólnoty są razem. Schron służy także innym mieszkańcom kamienicy. Kontaktujemy się telefonicznie, przez internet, każdego dnia. Jesteśmy też w łączności z naszymi wspólnotami w Polsce, na Węgrzech, we Włoszech.


Świat rozpadł się im na kawałki. Pewni są tylko tego, że atakując ich ojczyznę, Putin niechcący stał się akuszerem nowoczesnego narodu Ukrainy. Reportaż Marka Rabija o Ukraińcach mieszkających w Polsce


 

Dzwonimy do naszych przyjaciół ubogich i bezdomnych. Nasze schroniska dla bezdomnych, które wcześniej były czynne tylko w nocy, teraz otwarte są całą dobę. Robimy, co możemy. 

Teraz pewnie więcej osób, zwłaszcza starszych i samotnych, ma problemy ze zdobyciem żywności. Mogą liczyć na pomoc? Rządową, kościelną, waszą?

Teraz mogą liczyć właściwie tylko na pomoc sąsiedzką. My też powiedzieliśmy sobie, że teraz zajmujemy się przede wszystkim naszymi sąsiadami. To że się nie spotykamy, jako wspólnota, nie oznacza, że nie pomagamy. Nauczyliśmy się tego podczas pierwszego lockdownu, gdy nie mogliśmy wychodzić z domów, ale zorganizowaliśmy sieć pomocy wokół siebie, w kamienicach, blokach, dzielnicach, w których mieszkamy. 

Jak długo tak wytrwacie?

Wszystko w rękach Boga. Ja jestem nauczycielem, nie żołnierzem ani politykiem. Ale mam zaufanie do naszego rządu i wojska. Oni twierdzą, że jesteśmy w sytuacji dość dobrej. Mówią, że zwyciężymy… Tylko że to zwycięstwo, którego wszyscy chcemy i sobie życzymy, będzie zwycięstwem osiągniętym wielkim kosztem – życiem wielu ludzi, nie tylko z mojego narodu, ale też żołnierzy rosyjskich, synów i ojców rodzin, jak ja. Nie powinni umierać. Jedynym zwycięstwem jest pokój. Miejmy nadzieję, że nadejdzie szybko.

Czego wam teraz najbardziej potrzeba?

Przede wszystkim potrzebujemy międzynarodowej solidarności i presji rządów, którym zależy na pokoju. Żeby zrobić wszystko dla pokoju. To najważniejsze. Przy okazji chciałbym podziękować za inicjatywę „Kijów miasto otwarte”, założyciela naszej wspólnoty, Andrei Riccardiego, który wiele razy odwiedzał Ukrainę i którego wsparcie w tym dramatycznych godzinach bardzo czujemy.  


Tadeusz Iwański: Oto jak prezydent Ukrainy przestał być sympatycznym Wową z medialnym uśmiechem, a stał się coraz bardziej zdecydowanym liderem Ukrainy.


 

Ale dziękuję też Polakom, którzy otworzyli serca dla Ukraińców i otworzyli granice dla uchodźców. Dziękuję rządowi i wszystkim ludziom. Czujemy tę solidarność i bliskość. Czujemy też wsparcie waszej modlitwy.

A jakiej pomocy materialnej potrzebujecie?

Na razie niczego nam nie brakuje, bo to dopiero trzeci dzień wojny. Jest wszystko. Ale musimy myśleć o przyszłości. Co będzie w najbliższych dniach, nikt nie wie. Z pewnością będą potrzebne pieniądze. Sklepy są jako tako zaopatrzone, można będzie kupić podstawowe rzeczy. A wiadomo, że łatwiej przekazać pieniądze niż przywozić jakieś transporty tu na miejsce. Jeśli ktoś chciałby pomóc, może skontaktować się ze Wspólnotą Sant’Egidio w Warszawie. W mediach społecznościowych są organizowane przez nich akcje pomocowe.


Jurij Lifanse Fot. Zhenya Pedin / Materiały prasowe

Rozmowę przeprowadzono 26 lutego o godzinie 11.00.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz i fotoedytor „Tygodnika Powszechnego”. Absolwent teatrologii UJ, studiował też historię i kulturę Włoch w ramach stypendium przyznanego przez konsorcjum ICoN zrzeszające kilka...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]