Reklama

Dominikanin w Kijowie: trzymamy się normalności

Dominikanin w Kijowie: trzymamy się normalności

07.03.2022
Czyta się kilka minut
O. Jakub Gonciarz OP prowadzi dziennik wojenny. Wpis z 5 marca: „Za drugim razem wypiekanie chleba już wyszło, jak powinno. Ale jest jeden minus: chleb jest zbyt smaczny i znika błyskawicznie”.
Wolontariusze przenoszą zaopatrzenie na dworcu w Kijowie, 3 marca 2022 r. / fot. Diego Herrera/Xinhua News/East News
A

Artur Sporniak: Co się dzieje teraz w Kijowie?

O. Jakub Gonciarz OP: Miasto próbuje uczyć się żyć w nowy sposób z dużymi ograniczeniami związanymi z niemożliwością pracy, nauki, brakiem komunikacji miejskiej. Od 20.00 do 7.00 obowiązuje godzina policyjna. W tym czasie można opuszczać swoje mieszkania właściwie tylko po alarmie, by dostać się do schronu, np. do stacji metra. Oficjalne podejście jest takie, że osoby, które przypadkowo pojawią się na ulicach, traktowane będą jak dywersanci. Utworzenie licznych punktów kontrolnych wprowadza poczucie bezpieczeństwa, chroni też przed złodziejami czy jakimś zamieszaniem – w sytuacji wojny różne rzeczy z ludzi wychodzą. Ale do tej pory nie słyszałem o przykrych sytuacjach.

Czynne są sklepy, apteki?

Otwarte są sklepy spożywcze, natomiast coraz trudniej jest z różnymi towarami. Podstawowe produkty – np. chleb – można kupić. Widziałem rano, jak do pobliskiego małego sklepiku dowożą mleko, masło, śmietanę. Kto odpowiednio wcześnie przyjdzie i ustawi się w kolejce, będzie takie rzeczy mógł kupić. Jeden z naszych braci co kilka dni jeździ do miejsca, gdzie jest kilka hurtowni, które wciąż działają. Tam kupić można różne towary spożywcze, nawet w dużych ilościach. Robi tam zakupy nie tylko pod kątem naszych potrzeb, ale także dla sieci punktów wolontariackich, która ostatnio powstała. W pracę angażują się tam przeważnie młodzi ludzie. Roznoszą jedzenie i leki do osób starszych, chorych czy potrzebujących, którzy sami nie mogą o to zadbać.

Paliwo też jest dostępne?

Nie wiem jak teraz, kilka dni temu była jeszcze możliwość zatankowania. Momentem panicznego wykupywania paliwa były pierwsze dwa dni wojny. W którymś momencie zaczęto sprzedawać nie więcej niż 20 litrów na samochód. Potem paliwo się skończyło, ale zaczęto je dowozić.

Internet działa?

Tak. Telefony też działają. Jest prąd, gaz i woda. Dzięki temu jest też ciepło. Więc wciąż funkcjonują takie podstawowe rzeczy, które niesłychanie mocno wpływają na jakość życia i poczucie normalności.

Jak się komunikują z Wami władze?

W dużej mierze korzystają z Facebooka – tu pojawiają się komunikaty wojskowe i cywilne. Informacje podawane są także poprzez miejski kanał w ramach telewizji kablowej. Telewizja i radio nadal działają.

Czy na ulicach jest dużo wojska?

Jest dużo ludzi z „pospolitego ruszenia”. Właściwie każdemu, kto tylko chciał, wydawana była broń. Z tych ochotników utworzono struktury, które teraz pilnują porządku.

Czy bardzo zmieniło się Wasze życie zakonne?

Staramy się, żeby się ono nie zmieniło i to nam wychodzi. Odprawiamy modlitwę brewiarzową, mszę świętą sprawujemy tak jak zawsze o tej samej godzinie, mamy wspólne posiłki. Czyli staramy się trzymać rytm niby normalnego życia. Ono się jednak zmieniło, chociażby z tego względu, że mieszka u nas kilkanaście osób świeckich, które z różnych racji poprosiły o dach nad głową. To są np. nasi tercjarze ze swoimi starszymi rodzicami czy ludzie związani z naszym duszpasterstwem i Instytutem św. Tomasza.


ATAK NA UKRAINĘ | CODZIENNIE NOWE KORESPONDENCJE, ZDJĘCIA I ANALIZY| CZYTAJ NA BIEŻĄCO W SERWISIE SPECJALNYM >>>


W tej chwili ludzie szukają kontaktu z innymi, nie chcą zostawać sami w swoich mieszkaniach, gdy wyją syreny. Włączają się w nasze modlitwy, część spożywa z nami posiłki, część powiedziała, że chce być samowystarczalna, więc sama sobie gotuje.

Jak pomagacie ludziom?

Pomoc na większą skalę udzielana jest w Centrum św. Marcina w Fastowie – 70 km na południowy zachód od Kijowa. W tej chwili pracuje tam 40 wolontariuszy i ojcowie widzą, że to już jest za mało. Ostatnio trafili tam uciekinierzy z Irpienia znajdującego się na północnym zachodzie Kijowa. Natomiast my w Kijowie staramy się kupować i dowozić chleb i lekarstwa do punktów wolontariackich. Dopóki działa system bankowy, środki przelewane w Polsce na nasze konto przeznaczamy na ten cel. Na razie można tutaj płacić polskimi kartami bankowymi.  

Działają bankomaty?

Nie, zostały wyczyszczone z gotówki. Odziały bankowe są zamknięte. Natomiast w sklepach można nadal płacić kartą.

Co robicie, gdy jest alarm bombowy – idziecie do piwnicy?

Nic nie robimy. W pierwszych dniach, gdy wyły syreny, niektórzy schodzili do piwnicy, zwłaszcza gdy niedaleko nas w okolicach wieży telewizyjnej spadły dwie rakiety. Teraz już się przyzwyczailiśmy do alarmów. I nie reagujemy.

Z warszawskiego klasztoru na ul. Freta pojechały do Was hełmy i kamizeli kuloodporne. Dojechały?

Podobno dotarły do Żytomierza. Trudno powiedzieć, czy będzie możliwość przerzucenia ich do nas, do Kijowa.

Wyobrażasz sobie siebie w hełmie i kamizelce?

Na razie nie.

Na swoim blogu napisałeś: „Zbyt dużo nowin szkodzi”. Myślisz o przyszłości?

Trudno teraz cokolwiek planować. Ale zbyt dużo informacji zaśmieca wyobraźnię i nie pozwala spokojnie żyć.

Nie wiem, czy będziemy się słyszeć, bo właśnie wyłączyli nam prąd…

Napisałeś też, że widać, iż spora część psalmów, którymi się modlicie podczas modlitwy brewiarzowej, „powstała w atmosferze zbliżonej” do Waszej. To pomaga?

To zadziwiające, ale akurat duża część z tekstów czytanych w ostatnim tygodniu, była pisana podczas wojny. Masz słowa, które pomagają się modlić w takiej sytuacja jak nasza.

„Nowe okoliczności pozwalają w nowy sposób się modlić” – to znaczy?

Gdy modlisz się np. koronką do Boga miłosierdzia, to wiesz, że tego potrzebujesz.


fot. archiwum prywatne

o. Jakub Gonciarz (ur. 1970 r.) jest dominikaninem, duszpasterzem, rekolekcjonistą, mieszka w dominikańskim Konwencie NMP w Kijowie. Prowadzi dziennik wojenny #czyżby_w_Kijowie.

Z bloga #czyżby_w_Kijowie

U nas noc minęła spokojnie. Zobaczymy, co przyniesie dzień. (2 marca, poranek)

Sprawdziłem na sobie, że ma znaczenie, co i kiedy się czyta czy ogląda. Wczoraj wieczorem natrafiłem na taktyczną ocenę sytuacji u nas (wyraźnie różniącą się od lokalnej narracji) i noc miałem trudną. Różańce szeptane nie pomagały zasnąć, a potem sen był bardzo czujny. Znajomi dzielą się podobnym doświadczeniem. Zbyt dużo nowin szkodzi. (3 marca, rano)

Spotkanie z nim [z dziennikarzem z Polski] uruchomiło mi w głowie mnóstwo pytań: czy warto dla wiadomości narażać swoje życie? Ze względu na co warto to robić? Dlaczego ja tu jestem? Na razie pytań jest więcej niż odpowiedzi. Ale próbuję je wszystkie usłyszeć, by wiedzieć, co się we mnie dzieje. (4 marca, rano)

Widać wyraźnie, że spora część psalmów powstała w atmosferze zbliżonej do naszej. Nowe okoliczności pozwalają w nowy sposób się modlić. (4 marca, wieczór)

Za drugim razem [wypiekanie chleba] już wyszło, jak powinno. Ale jest jeden minus takiego działania: chleb jest zbyt smaczny i znika błyskawicznie. (5 marca, rano)

Dla wielu z nas to był zwykły, szary dzień. Widzę, że można lubić zwykłe, szare dni. (5 marca, wieczorem)

Po obiedzie zrobiło się ciszej i spokojniej w okolicy. Niektórzy z nas wykorzystali ten czas na spacery. To okazuje się być bardzo ważne! (6 marca, wieczór)

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]