Wołodymyr Zełenski: Test wojny

Oto jak prezydent Ukrainy przestał być sympatycznym Wową z medialnym uśmiechem, a stał się coraz bardziej pochmurnym i zmęczonym – ale także zdecydowanym – liderem Ukrainy.

25.02.2022

Czyta się kilka minut

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski z wizytą w obwodzie równieńskim, 16 lutego 2022 r.  / Materiały prasowe / president.gov.ua /
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski z wizytą w obwodzie równieńskim, 16 lutego 2022 r. / Materiały prasowe / president.gov.ua /

W czwartek 24 lutego o piątej rano zwierzchnik ukraińskich sił zbrojnych prezydent Wołodymyr Zełenski wydał rozkaz zadania wrogowi maksymalnych strat. Pełnowymiarowa agresja rosyjska na Ukrainę stała się faktem – oraz najpoważniejszą próbą, przed jaką stanął cały kraj w 31. roku niepodległości. A także, osobiście, prezydent. Celem Putina jest bowiem nie tylko podporządkowanie Ukrainy, ale także jej „denazyfikacja”, którą należy rozumieć jako pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prozachodnich – „faszystowskich” w języku rosyjskiej propagandy – elit politycznych i wymianę ich na posłuszne, prorosyjskie.


ATAK NA UKRAINĘ | CZYTAJ WIĘCEJ W AKTUALIZOWANYM SERWISIE SPECJALNYM >>> 


W noc poprzedzającą atak Zełenski podjął ostatnią próbę rozmowy z Putinem, jednak bez skutku. Nagrał też oświadczenie wideo – to jego standardowy sposób bezpośredniej komunikacji ze społeczeństwem – tym razem jednak adresatem byli także obywatele Rosji. Po rosyjsku stwierdził: „Jesteśmy różni, lecz to nie powód, by być wrogami. Chcemy sami określać i budować swoją historię – pokojowo, spokojnie i uczciwie. Usłyszcie nas. Naród Ukrainy pragnie pokoju”. W kolejnych filmach – nagrywanych już na bieżąco, komórką i bez scenografii – niewyspany i niedogolony apelował do Ukraińców o spokój i ufanie tylko sprawdzonym źródłom informacji.

Brawa i działania

Zbierający krwawe żniwo obłęd Putina jest najlepszym dowodem na to, że wbrew temu, co od początku prezydentury Zełenskiemu zarzucali jego przeciwnicy z patriotycznie nastawionej opozycji, nie oddał on Ukrainy Rosji i nie paktował potajemnie z Kremlem – za plecami społeczeństwa i wbrew racji stanu.

Zamiast tego twardo, szczególnie w ostatnich miesiącach, artykułował interes państwa i jasno, na granicy dyplomatycznego faulu, a czasami wręcz poza nią, nazywał rzeczy po imieniu – tak działania Rosji, jak i działania Zachodu.


[Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski mówi że jest i zostanie w Kijowie. Film opublikował w mediach społecznościowych wieczorem 25 lutego. – Jestem tutaj, wszyscy tu jesteśmy. Bronimy Ukrainy. I tak będzie dalej”. – mówi w nagraniu]

Adres URL dla Zdalne wideo

W tym duchu najpełniej swoje stanowisko wyłożył podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa 19 lutego. Do Bawarii poleciał na pół dnia, pomimo sygnałów z USA, by poważnie rozważył opuszczanie kraju w tak newralgicznym momencie. W emocjonalnym przemówieniu mówił m.in., że światowa architektura bezpieczeństwa jest zrujnowana i że czas myśleć nie o jej remoncie, a o budowie nowej; że potrzebne są działania, a nie „tweety i oświadczenia”. Dziękując za pomoc dyplomatyczną i militarną Zachodu stwierdził, że nie są to „charytatywne datki”, o które Ukraina ma prosić lub się upominać, lecz wkład w bezpieczeństwo Europy i świata.

Kolejny już raz skrytykował histerię wojenną, którą uprawiały światowe media podając kolejne daty inwazji, jako szkodliwą dla ukraińskiej gospodarki, i zaapelował o nałożenie na Rosję sankcji jeszcze przed jej rozpoczęciem – „skoro na sto procent wiadomo, że nastąpi”. Upomniał się też o członkostwo w Unii Europejskiej i NATO sarkastycznie stwierdzając, że choć „drzwi do Sojuszu stoją dla Ukrainy otworem”, to jednak „postronnym wstęp wzbroniony”.

Nie obyło się bez błędów. Groźbę przywrócenia Ukrainie statusu państwa atomowego w reakcji na brak realizacji tzw. memorandum budapeszteńskiego (w 1994 r. Kijów zrezygnował z broni jądrowej w zamian za gwarancje bezpieczeństwa od USA, Wielkiej Brytanii i Rosji) natychmiast wykorzystała kremlowska propaganda. Tym niemniej przemówienie w Monachium odzwierciedlało tę jakże frustrującą prozachodnie ukraińskie elity sytuację – z powodu agresywnej polityki Rosji droga do instytucjonalnego Zachodu jest dla Kijowa zamknięta. Grzęznąc w szarej strefie bezpieczeństwa to Ukraina, a nie Kreml, płaci wysoką cenę.

Wygłoszone po ukraińsku przemówienie – pełne gry słów, bon motów i celnych metafor – w symultanicznym tłumaczeniu na angielski wiele straciło. Niemniej po odpowiedzi na kilka pytań moderatorki Zełenski opuścił salę przy owacji na stojąco. „Niestety kolektywne brawa nie przełożyły się na kolektywne działania” – ten komentarz Zełenskiego z początku wystąpienia do apelu kanclerz Angeli Merkel sprzed trzech lat o „wspólne złożenie fragmentów światowego porządku” wybrzmiał wtedy jeszcze raz, gorzko.

Nieustępstwa

Rozwiązanie konfliktu w Donbasie było jednym z najważniejszych celów politycznych Zełenskiego jeszcze w czasie kampanii wyborczej przed zwycięskimi wyborami prezydenckimi w 2019 r. Mniej mówił wówczas o walce z korupcją, systemowych reformach i euroatlantyckim kursie w polityce zagranicznej (ta ostatnia sprawa w jego opinii dzieliła społeczeństwo, a on chciał je łączyć). Główny nacisk kładł na oddanie państwa obywatelom, wymianę elit politycznych i właśnie uregulowanie kwestii donbaskiej – powrót do ojczyzny wszystkich zakładników przetrzymywanych w Donieckiej oraz Ługańskiej Republice Ludowej i ­uzyskanie trwałego zawieszenia broni w celu zminimalizowania ofiar.

Już po wyborze na najwyższe stanowisko wielokrotnie przyznawał, że dzień ­zaczyna od czytania raportów z frontu, często zamieszczał w mediach społecznościowych relacje ze spotkań z rodzinami ofiar i odwiedzał żołnierzy na wschodzie kraju. Trudno było nie odnieść wrażenia, że los Donbasu leżał mu na sercu i że wierzył w możliwość pokojowego uregulowania konfliktu.

W ciągu pierwszych dwóch lat prezydentury każde jego „nieustępstwo” wobec Rosji spotykało się na Ukrainie z poczuciem ulgi. Tak było choćby po szczycie Formatu Normandzkiego w Paryżu w grudniu 2019 r. – pierwszym spotkaniu Zełenskiego z prezydentami Francji i Rosji oraz niemiecką kanclerz. Grono to powstało latem 2014 r., by wypracować polityczne porozumienie w sprawie możliwości uregulowania konfliktu w Donbasie. Wobec niechęci Ukrainy do jednostronnej realizacji niekorzystnych porozumień mińskich z lutego 2015 r. – zawartych przez ówczesnego prezydenta Poroszenkę de facto z rosyjskim pistoletem przy skroni – Putin długo uzależniał udział w szczycie od ustępstw Kijowa. Nowe ukraińskie władze postanowiły takie kroki zamarkować, by w ogóle doprowadzić do spotkania. Zgodziły się na tzw. formułę Stein­meiera (określającą porządek przeprowadzenia wyborów lokalnych na terenach Donbasu utrzymywanych przez tzw. separatystów), jednak nie wdrożyły jej.

Takie kroki Zełenskiego, połączone z sukcesem kilku pierwszych tur wymiany jeńców i zakładników, windowały jego sondaże. Wówczas Kreml miał nadzieję, że z Zełenskim będzie można się dogadać – wszak nawet zbyt dobrze nie znał ukraińskiego, urodził się w Krzywym Rogu na zindustrializowanym i sowiecko-nostalgicznym południu, nie brał też aktywnego udziału w kolejnych ukraińskich „majdanach”. Wraz jednak z oporem Zełenskiego wobec realnych ustępstw rozczarowanie nim w Moskwie rosło. Zeszłotygodniowa decyzja o inwazji jest tego pokłosiem, a jednocześnie kulminacją – Putin uznał, że ukraiński prezydent jest niereformowalny i dalsze zwlekanie z „ostatecznym rozwiązaniem kwestii ukraińskiej” jedynie powiększy koszty tak wewnętrzne, jak i międzynarodowe.

Bez paniki

Na początku kadencji Zełenski głosił potrzebę porozumienia z Rosją i, jak się wydaje, szczerze wierzył w taką możliwość. W odróżnieniu od poprzednika unikał jawnie antyrosyjskiej retoryki, dążył do niezaogniania relacji, szukając realnych możliwości zbliżenia stanowisk. Rosja zaś liczyła na wykorzystanie jego politycznego i dyplomatycznego niedoświadczenia. Jednak rozczarowanie rosło też w Kijowie. Zgoda na formułę Stein­meiera nie została odwzajemniona, kompromis się nie zbliżał i w otoczeniu prezydenta rosła świadomość, że Putinowi nie zależy na rozwiązaniu konfliktu, a na instrumentalnym wykorzystaniu Donbasu do podporządkowania całej Ukrainy.

Kropką nad i był początek kryzysu konstytucyjnego w październiku 2020 r., wywołanego decyzją Trybunału Konstytucyjnego – podjętą na wniosek deputowanych prorosyjskiej partii Opozycyjna Platforma Za Życie – która wykoleiła reformę antykorupcyjną. Po około półtora roku prezydent uznał, że Rosja celowo destabilizuje sytuację w rządzonym przez niego kraju. Wątek osobisty nie jest tu bez znaczenia, Zełenski wiele spraw traktuje nie tyle jak regularną walkę polityczną, co jak personalny atak na siebie i autorytet zajmowanego stanowiska, który zdobył drogą wyborów, gdy zagłosowało na niego 73 proc. wyborców.

Brak konstruktywnej współpracy z Rosją w kwestii Donbasu, jej szkodliwe intrygi polityczne na Ukrainie i wzrost poparcia dla prorosyjskiej OPZŻ zmusiły Zełenskiego do działania. Ich efektem było nałożenie sankcji, wydanie aktu oskarżenia i zablokowanie mediów kontrolowanych przez jednego z jej liderów Wiktora Medwedczuka – wręcz jawnego agenta Putina na Ukrainie. Od tego czasu retoryka prezydenta zmienia się na bardziej krytyczną wobec Moskwy, w wystąpieniach więcej jest odwołań do euroatlantyckiego wyboru w polityce zagranicznej, a sam Zełenski przestaje być sympatycznym Wową z uśmiechem brylującym w mediach społecznościowych, a staje się coraz bardziej pochmurnym, zmęczonym i zdecydowanym liderem, głową państwa.

Przez ostatnie miesiące rosyjskiej presji militarnej poprzedzającej inwazję Zełenski tonował nastroje paniki, wytykał alarmistyczne przecieki z amerykańskich danych wywiadowczych i wzywał do konsolidacji tak wewnętrznej, jak międzynarodowej wokół Ukrainy. Poza powtarzanymi postulatami spotkania z Putinem gdziekolwiek i w dowolnej konstelacji personalnej – aby osiągnąć pokój – w jego wypowiedziach nie pobrzmiewały sygnały gotowości do ustępstw. Zełenski nie chce przejść do historii jako zdrajca, który oddał Ukrainę pod kontrolę Rosji. Choć nie uosabia tradycji tzw. rewolucji godności 2013-14 – nie angażował się wówczas w politykę po żadnej ze stron wewnętrznego sporu – wyciągnął z niej lekcję. Zwrócenie się przez ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza przeciwko nastrojom aktywnej części społeczeństwa i podpisanie umowy kredytowej z Rosją zamiast umowy stowarzyszeniowej z UE skończyło się jego wymuszoną ucieczką z kraju w ciągu trzech miesięcy. Zełenski nie chce powtórzyć jego losu, co więcej, chce rządzić dłużej nie tylko niż Janukowycz, ale także wybrany po nim, w pierwszej turze, Petro Poroszenko.

Najważniejszy egzamin

Wreszcie nie bez znaczenia jest ukraiński kontekst polityczny. Na ustępstwa nie pozwala prezydentowi jednoznacznie proukraińskie i antyrosyjskie stanowisko najważniejszej partii opozycyjnej, Europejskiej Solidarności, kierowanej właśnie przez Poroszenkę, do którego Zełenski pała nieskrywaną antypatią i z którym przegrana w wyborach w 2024 r. byłaby porażką przede wszystkim osobistą. Rozpoczęta już walka o reelekcję wymusza zajęcie takiej postawy, gdyż inną naraziłby się na zarzuty kapitulanctwa i zdrady. Byłoby to polityczne samobójstwo.

 

Twarde stanowisko wobec rosyjskiego szantażu odbiera tej części opozycji argumenty, którymi do tej pory na co dzień atakowała prezydenta. Wraz z totalną krytyką w innych kwestiach była to strategia skuteczna – według niektórych pracowni były prezydent zrównał się z obecnym w sondażach. Myśląc o drugiej kadencji, Zełenski poważnie studiuje nastroje społeczne. Z nich także wynika, że nie ma przyzwolenia na ustępstwa wobec Rosji, rezygnację z suwerenności i orientacji na członkostwo w UE i NATO. Nie ma też zgody na poddanie Ukrainy: badania pokazują, że prawie 40 proc. Ukraińców jest gotowych z bronią w ręku stawić opór Rosji. Niemniej ta pisze własny scenariusz.

Eskalujące działania militarne każą brać pod uwagę prawdopodobieństwo porażki Ukrainy – różnica potencjałów obu armii jest zdecydowanie dla niej niekorzystna. Wydaje się, że siły rosyjskie dążą do okrążenia Kijowa i wymuszenia na władzach kapitulacji lub ucieczki bądź do zrealizowania zapowiedzi pochwycenia i osądzenia władz za „ludobójstwo” w Donbasie. Jeśli to nie zadziała – możliwe są zmasowane ataki rakietowe, głęboka ofensywa lądowa z południa, wschodu i północy, dodatkowe działania hybrydowe i informacyjne, by złamać opór społeczeństwa, wywołać panikę i poczucie, że jedynie negocjacje mogą uratować osobiste bezpieczeństwo.

Putin nie ukrywa, że celem jest zainstalowanie w Kijowie posłusznych władz. Nie będzie łatwo go osiągnąć – w sytuacji gdy liberalna i patriotyczna stolica będzie bronić się zacięcie, a marionetkowy rząd nigdy nie uzyska legitymacji społecznej. © Tadeusz Iwański

Tekst ukończono 24 lutego

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2022

W druku ukazał się pod tytułem: Test wojny