Być bez modlitwy, to tak jakby żyć w rodzinie i nie odzywać się do żadnego z członków najbliższej rodziny. Więcej, to jakby ignorować swoich najbliższych, tak jakby ich w ogóle nie było.
Jezus powiedział: moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.
Bo właśnie chodzi o ten codzienny kontakt, o to, by mieć świadomość tego kogoś bliskiego; obecność Boga jak kogoś z najbliższej rodziny. I sądzę, że jednym z głównych powodów naszych niepowodzeń w modlitwie, tego, że modlitwa w naszym życiu pojawia się często w formie tylko szczątkowej, jest to, że nie potrafimy się modlić, ze redukujemy zwykle modlitwę tylko do prośby i to na ogół tylko wówczas, gdy sami jakimiś innymi sposobami nie potrafimy sobie załatwić tego, o co nam chodzi. Dlatego chciałbym dzisiaj powiedzieć kilka słów na ten temat jak się modlić, chciałbym powiedzieć o dwóch formach modlitwy, modlitwy, która mogłaby nam pomóc w pogłębieniu naszego życia, które tak często ślizga się tylko po powierzchni.
Pierwszą formą modlitwy, o której chciałbym dzisiaj powiedzieć, jest modlitwa, którą by nazwać można modlitwą chwili. Jest to forma w pewnym sensie minimalistyczna, nie wymagająca jakiegoś dodatkowego czasu czy nadzwyczajnego wysiłku. Chodzi bowiem o to, ażeby myśl o Bogu od czasu do czasu wplatać w nasze codzienne czynności. Na przykład, czekam na przystanku autobusowym i korzystając z tej chwili wolnego czasu na moment, dosłownie na moment, podnoszę moją myśl do Boga. Albo zaczynam jakąś nową czynność i uświadamiam sobie, że to co teraz czynię mogę czynić dla Boga, że jest to wypełnienie zadania jakie on właśnie w tym momencie przede mną stawia. Taka jedna myśl, nic więcej. Albo słyszę sygnał pogotowia i skieruję do Boga jedno modlitewne zdanie w intencji tego kogoś, żeby mu tam zdołali pomóc. I takich przykładów można by mnożyć więcej, tak bez końca, przy różnych okazjach. Chodzi o to, żeby taka krótka modlitwa chwili, żeby była bardzo naturalna, bez jakiejkolwiek przesady: przede wszystkim żeby nie była ze szkodą dla tego, co w danej chwili robię. Taka modlitwa chwilą wzbogaca i pomaga do tego, by ciąg naszych żmudnych, codziennych zajęć zamienić w coś bardziej sensownego. A druga postać modlitwy, o której chciałbym powiedzieć kilka słów, znajduje się jakby na przeciwległym biegunie do tej modlitwy chwili, wymaga bowiem trochę czasu, pewnego zorganizowania, a także trochę większego wysiłku. Ta forma to medytacja, jedna z najbardziej wartościowych form modlitwy.
A żeby taką medytację sobie zorganizować trzeba wygospodarować przynajmniej kilka minut czasu i trochę odizolować się od otoczenia, przynajmniej na tych kilka minut. I dobrze jest też przygotować sobie jakiś krótki tekst, o który można by myśl zaczepić, ale nie chodzi o jakiś tekst modlitwy z książki do nabożeństwa, ale na przykład jakichś kilka zdań z Ewangelii albo po prostu skupić się na kilku myślach związanych z Bogiem czy religią. I gdy tak się przygotujemy do chwili medytacji, to trzeba zacząć od chwili wyciszenia, od oddalenia od siebie wszelkich innych myśli, po to by przez parę momentów po prostu przetrwać w jakiejś wewnętrznej ciszy. Nic nie mówiąc, nic nie czyniąc, wyciszyć się. A potem powoli skupić myśl na tym wybranym temacie i pozwolić myśli błądzić po tym temacie, błądzić, ale też i subtelnie nią kierować, żeby to było rzeczywiście myślenie, pewien namysł, medytacja. I w takiej medytacji trzeba także zostawić odrobinę miejsca, aby Pan Bóg mógł do nas przemówić, za pośrednictwem naszych własnych myśli. A więc nie tylko aktywne mówienie, mówienie myślą do Boga, ale także postawa otwartego słuchacza. Największą trudnością w tego rodzaju modlitwie jest chaotyczność naszych własnych myśli, i to że myśl kierowana swoją własną bezwładnością bardzo często szybko ucieka w rejony zupełnie niezwiązane z modlitwą.
Ale nie należy się tym zrażać, taka już jest natura naszej myśli, niespokojna i żywa. I właśnie taką myśl, jaką mamy winniśmy ofiarować Panu Bogu w chwili medytacji. A gdy taką formę medytacji będziemy co jakiś czas praktykować, będzie się ona stawała coraz lepsza, coraz łatwiejsza i coraz bardziej nas wzbogacająca. Bo właśnie chodzi o to wzbogacanie się; człowiek jest istotą wielowymiarową, ale wpleciony w kołowrót swoich codziennych czynności wypłaszcza się, zatraca te wewnętrzne wymiary i ślizga się po powierzchni zdarzeń. A modlitwa i ta modlitwa chwili i modlitwa bardziej zorganizowana, w postaci medytacji, czy jeszcze jakieś inne postaci modlitwy, modlitwa nie tyko przywraca nam te wewnętrzne wymiary zagubione w codziennej gonitwie, lecz również otwiera nas na rzeczywistość, na rzeczywistość w świetle której nasz codzienny kierat obowiązków nabiera znaczenia i sensu. I ten kierat wówczas przestanie być ciągiem niepowiązanych zdarzeń, ale stopniowo staje się sam, jak modlitwa, naszym słowem skierowanym do źródeł naszego istnienia.
Od wielu lat w parafii rzymskokatolickiej pw. św. Maksymiliana w Tarnowie ks. prof. Michał Heller przewodniczy niedzielnym mszom św. o godz. 10:30 i wygłsza krótkie kazania, które gromadzą wielu stałych słuchaczy. Kazanie wygłoszone przez ks. prof. Michała Hellera 21 kwietnia 2013 r. udostępniamy dzięki uprzejmości parafii św. Maksymiliana.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















