Jak Orzeł z Pogonią się bratał

Wjeżdżając do Horodła – nad Bugiem, tuż przy granicy z Ukrainą – trudno przeoczyć kopiec z krzyżem. Mało kto pamięta, że usypano go na pamiątkę scementowania unii polsko-litewskiej – i że przywołuje on też marzenie o Rzeczypospolitej Trzech Narodów.

07.10.2013

Czyta się kilka minut

Medal wybity w 1861 roku na pamiątkę unii w Horodle. / Fot. Warszawskie Centrum Numizmatyczne
Medal wybity w 1861 roku na pamiątkę unii w Horodle. / Fot. Warszawskie Centrum Numizmatyczne

Z podręczników wiadomo, że unia w Horodle – zawarta 600 lat temu, 2 października 1413 r. – umocniła personalny związek Polski i Litwy, zawiązany blisko trzy dekady wcześniej. Wtedy to, za sprawą układu, który oba państwa zawarły w Krewie w 1385 r., książę litewski Jagiełło przyjął chrzest i poślubił władczynię Polski Jadwigę Andegaweńską. Horodło było dalszym krokiem w zbliżeniu obu państw. Ale jak wyglądał ten nadbużański zjazd Polaków i Litwinów? I dlaczego warto o nim pamiętać?

GDY JAGIEŁŁO Z WITOLDEM RADZILI

Kiedyś Horodło było miastem oraz – aż do końca Pierwszej Rzeczypospolitej – stolicą powiatu. Dziś to cicha nadgraniczna wieś w powiecie hrubieszowskim, licząca niewiele ponad tysiąc mieszkańców.

Profesor Rimvydas Petrauskas z Uniwersytetu w Wilnie tłumaczy, że zjazd odbył się na zamku w Horodle (dziś już nieistniejącym), gdyż leżał on wówczas przy granicy polsko--litewskiej. – W średniowieczu często układy między stronami odbywały się przy granicy, co pozwalało respektować równą pozycję obu stron – wyjaśnia w rozmowie z „Tygodnikiem” Petrauskas. I dodaje: – Niewiele wiemy o samym przebiegu zjazdu. Ale możemy sobie wyobrazić, że gdy spotkało się kilkudziesięciu bojarów z Litwy i tyluż z Polski, była to dla nich możliwość stworzenia osobistych więzi.

„Drugiego października przybył (król Jagiełło) do miasta Horodła nad rzeką Bugiem celem odbycia wyznaczonego już dawno powszechnego zjazdu ze swym bratem, wielkim księciem litewskim Aleksandrem Witoldem” – tak zaczyna swoją opowieść o zjeździe XV-wieczny kronikarz Jan Długosz. Dodaje, że oprócz obu władców zjawili się „wszyscy wezwani w wielkiej liczbie prałaci, panowie i rycerze Królestwa Polskiego oraz Wielkiego Księstwa Litewskiego”. Według kronikarza, zarówno Jagiełło, jak i Witold (który po chrzcie przyjął imię Aleksander) zabiegali w Horodle o to, by „podwójnym, trudnym do zerwania węzłem, wieczystym przymierzem połączyć naród polski ze żmudzkim i litewskim”.

Dlaczego zawarto kolejną unię, choć niewiele wcześniej podpisano inne umowy – krewską w 1385 r. i unię wileńsko-radomską w 1401 r.? Jedni badacze wskazują głównie przyczyny zewnętrzne – konieczność wzmocnienia związku obu państw wobec zagrożenia krzyżackiego. Inni – na sprawy wewnętrzne, związane z sukcesją po Jagielle i Witoldzie.

Do spotkania nad Bugiem doszło w trzy lata po tym, jak wspólne wojska Jagiełły i Witolda rozbiły Zakon Krzyżacki pod Grunwaldem. Ale zwycięstwo nie zostało należycie wyzyskane, groźba krzyżacka wisiała wciąż nad obu krajami. Z kolei niektórzy historycy zwracają uwagę, że to przede wszystkim Witold zabiegał o nową unię z Polską, aby ustanowić zasadę, iż w razie jego śmierci Litwa nie wróci pod władzę jego brata – króla polskiego – lecz że otrzyma odrębnego księcia. I w Horodle postawił na swoim.

HORODELSKA ADOPCJA

Istotą późniejszych sporów o unię horodelską są zawarte w jej aktach sformułowania – jak „wcielenie” Litwy do Korony czy „złączenie na wieki” obu organizmów. Dla litewskiego ruchu narodowego w XIX w. były one kamieniem obrazy. Ale przyjrzenie się szczegółom tej umowy w historycznym kontekście wskazuje, że zapisy o „wcieleniu” nie miały de facto znaczenia.

Umowa horodelska stanowiła, że Litwa będzie rządzona do śmierci przez Witolda jako wielkiego księcia, przy czym Jagiełło pozostawał jego zwierzchnikiem z tytułem najwyższego księcia Litwy; dokument wskazywał zatem na nadrzędność polskiego króla względem litewskiego władcy. Jednak po śmierci Witolda Wielkie Księstwo miało utrzymać osobnego władcę, wybranego przez króla za zgodą panów z obu państw. Także w przypadku ewentualnego wyboru następcy Jagiełły na tronie polskim miała być potrzebna zgoda Litwinów.

Według unii w Horodle, na Litwie miały być wprowadzone na wzór Polski urzędy wojewodów, starostów i kasztelanów. Ustalono też, że możni obu krajów będą się spotykać odtąd na wspólnych zjazdach.

Co istotne, unia zrównała w prawach ze szlachtą polską tych bojarów litewskich, którzy przyjęli katolicyzm. Wyrazem tego było przyjęcie do herbów polskich 47 rodów bojarów litewskich wyznania katolickiego. Umowa między władcami Polski i Litwy miała więc szczególny, niemal „familijny” wymiar; dlatego też mówi się w historiografii o tzw. „horodelskiej adopcji”.

Na znak tego „zbratania” szlachta polska w osobnym dokumencie zwróciła się do panów litewskich – nie stroniąc od ewangelicznego stylu – aby ci „odtąd i na wieczne czasy z rzeczywistej miłości i braterskiej jedności używali, korzystali i posiadali nasze herby, klejnoty i zawołania, które od ojców i przodków naszych otrzymaliśmy”.

W istocie zatem unia potwierdzała odrębność Wielkiego Księstwa Litewskiego – na co zwracał kiedyś uwagę wybitny historyk prawa Oswald Balzer.

Brytyjski mediewista Stephen C. Rowell podkreśla, że na tle średniowiecznej Europy, znającej przecież inne unie dynastyczne, jak unię kalmarską z 1397 r. między Danią, Szwecją i Norwegią – unia w Horodle była wyjątkowa przez to, że włączała w umowę, oprócz przedstawicieli dynastii panujących, szlachtę obu partnerskich państw.

ŻYCIE PO ŻYCIU

Równie ciekawe co dzieje samej unii w Horodle jest jej „życie po życiu” – w pamięci potomnych, zwłaszcza w czasach zaborów. A szczególnie frapujący jest tu jeden epizod, dziś zapomniany.

W latach 1860–1861, na fali gorączki patriotycznej poprzedzającej wybuch Powstania Styczniowego, Polacy zwrócili się w stronę przeszłości, także tej odległej. Nastąpiło coś w rodzaju eksplozji „pamięci zbiorowej” – serii wielkich ulicznych manifestacji w Warszawie i wielu innych miastach w zaborze rosyjskim.

Prof. Franciszek Ziejka w książce „Nasza rodzina w Europie” przypomina, że obserwowane z niepokojem przez władze rosyjskie masowe obchody historyczne objęły – wśród wielu innych – także rocznice kolejnych unii polsko--litewskich: w Krewie i Horodle. Uroczystości toczyły się wówczas pod hasłem „odnowienia unii” i zbratania trzech narodów: Polaków, Litwinów i Rusinów (czyli dzisiejszych Ukraińców). Warto zaznaczyć, że późniejszy powstańczy Rząd Narodowy postanowił zmienić godło narodowe przez dodanie do Orła Białego i Pogoni symbolu Rusi – Michała Archanioła.

Wcześniej, we wrześniu 1861 r., ukazała się w tysiącach egzemplarzy odezwa wzywająca „trzy narody połączone” do przybycia do Horodła 10 października tegoż roku – dla uczczenia rocznicy unii zawartej przez Jagiełłę i Witolda. Według scenariusza zjazdu, do miasteczka nad Bugiem miały wejść dwie procesje: jedna z Królestwa Polskiego, a druga – z drugiej strony rzeki, czyli z tzw. Ziem Zabranych.

Jednak – jak relacjonuje prof. Ziejka – władze rosyjskie, gdy dowiedziały się o planowanej manifestacji, wysłały w okolice Horodła półtora tysiąca żołnierzy piechoty, tysiąc konnicy i oddział artylerii pod dowództwem gen. Aleksandra Chruszczowa. Wojsko rosyjskie zajęło punkty przepraw na rzece w okolicach Horodła i uniemożliwiło połączenie się dwóch grup.

POWSTAŃCZE MARZENIE

Ilu „pielgrzymów” przybyło na tę uroczystość? Źródła podają od 8 do 30 tys. przybyszy z „Kongresówki” i ok. 2 tys. szlachciców wołyńskich, podolskich i ukraińskich. Ci ostatni, zablokowani przez wojsko rosyjskie, zgromadzili się po drugiej stronie Bugu.

Ponieważ gen. Chruszczow nie wpuścił procesji z Królestwa do miasta, tysiące zebranych pod wodzą proboszcza Krasnegostawu, księdza Bojarskiego, przeszły na pobliskie wzgórze, gdzie przygotowano ołtarz polowy i odprawiono mszę. Po kazaniu odczytano apel, nazwany „Aktem Odnowienia Unii Horodelskiej”, w którym znalazły się dobitne słowa: „unię łączącą Litwę z Polską ponawiamy, a unię Polski i Litwy z Rusią zawieramy na zasadach zupełnego równouprawnienia wszelkich narodowości i wyznań: łącząc się do wspólnej pracy celem wydźwignięcia ojczyzny naszej z dzisiejszego upadku aż do zupełnej niepodległości”. Po zjeździe uczestnicy rozjechali się bez starcia z wojskiem. Jednak trzy dni później Rosjanie aresztowali księdza Bojarskiego i wywieźli go na Syberię.

Aby upamiętnić unię horodelską i jej „odnowienie”, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w 1924 r., usypano pod Horodłem kopiec o wysokości 11 metrów, zwieńczony krzyżem. Kopiec stoi do dziś.

Ta „Druga Unia Horodelska” z 1861 r. – jak ją nazwał „reporter wawelski” Zbigniew Święch w książce „Trzy tajne dokumenty” – była próbą wskrzeszenia idei Rzeczypospolitej Trzech Narodów. Próbą jednakże anachroniczną i raczej utopijną: już w okresie Powstania Styczniowego rozwijały się narodowe ruchy litewski i ukraiński, które szukały swojej tożsamości, na ogół odcinając się od tradycji szlacheckiej Rzeczypospolitej. Litwini i Rusini nie pragnęli wcale wspólnego życia w jednym państwie z Polakami.

***

Jeszcze do niedawna wśród Litwinów, także wśród litewskich historyków, przeważało niechętne spojrzenie na unię z 1413 r. – jako na „krok do polonizacji litewskiej szlachty” i podporządkowania Księstwa Koronie. Jednak, jak zauważał niedawno podczas jubileuszowej sesji w Krakowie wileński historyk prof. Rimantas Miknys, zawsze istniał na Litwie nurt przeciwny, broniący tradycji „unijnej”.

Czy emocje dotyczące różnej oceny unii polsko-litewskich dziś już wygasły? Chyba nie do końca, choć w podręcznikach, wydawanych w Wilnie czy Warszawie, coraz mniej widoczny jest narodowy punkt widzenia. – Litewscy uczniowie dowiadują się dziś, że unia horodelska była po prostu aktem, który umożliwił kontynuację Wielkiego Księstwa Litewskiego po śmierci Witolda – podkreśla prof. Rimvydas Petrauskas.

Może już więc pora, aby po sześciu wiekach pamięć o tej unii mogła znów godzić, a nie dzielić Polaków i Litwinów.


HISTORYCY O UNII W HORODLE:


PROF. RIMVYDAS PETRAUSKAS

historyk, Uniwersytet w Wilnie:


W litewskim społeczeństwie unia w Horodle jest trochę zapomniana, w przeciwieństwie do rocznic bitwy pod Grunwaldem czy unii lubelskiej z 1569 r. A przecież gdyby nie unia horodelska, drogi Korony i Litwy mogły się rozejść. W przededniu obrad unii lubelskiej odwoływano się do unii w Horodle, tak jakby uważano ją za ważniejszą od tej w Krewie.

Szkoda też, że nie mówi się dziś więcej o „adopcji horodelskiej”, czyli przyjęciu rodów litewskich do herbów polskich. Było to zjawisko niemające odpowiednika w historii europejskiej. 

Notował SzŁ


PROF. JERZY WYROZUMSKI

historyk mediewista, Uniwersytet Jagielloński:


Wraz z Horodłem, unia polsko-litewska z poziomu rodzinnego władców zeszła na poziom społeczny, na poziom elit władzy – tworzyła się nowa więź.

Rzecz najważniejsza to symbole z tej epoki. Herb polsko-litewski w układzie szachownicowym – Orzeł Biały i Pogoń Litewska – pojawił się dokładnie w okresie unii horodelskiej, a nie później, jak sądzą niektórzy. W Kronice Soboru w Konstancji (1414–1418) Ulricha von Richental jest ponad 800 herbów delegacji na sobór – i wśród nich widnieje też już właśnie wspólny herb Polski i Litwy. (fragment wypowiedzi prof. Wyrozumskiego na konferencji naukowej w Krakowie „Horodło 1413–2013”)

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, tłumacz z języka francuskiego, były korespondent PAP w Paryżu. Współpracował z Polskim Radiem, publikował m.in. w „Kontynentach”, „Znaku” i „Mówią Wieki”.

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2013