Proces odbył się w roku 1895, pisarz został oskarżony o homoseksualizm, następnie skazany na więzienie w - nomen omen - Reading, skąd wyszedł ze zrujnowanym zdrowiem i reputacją, po czym po kilku latach zmarł opuszczony przez wszystkich. W czasie procesu Wilde, nieświadomy czekającego go wyroku, spierał się ze swoim prokuratorem na wszystkie możliwe tematy, w tym także na temat sztuki i jej odbioru. Przytaczam jeden z ciekawszych dialogów, z którego wyłania się dość prosta odpowiedź na pytanie "jak czytać literaturę?".
CARSON: Chciałbym zadać panu kilka pytań na temat listu, który ma pan przed sobą.
WILDE: Proszę.
C: Jest to list, rozumiem, który napisał pan do lorda Alfreda Douglasa [kochanka Wilde'a]?
W: Tak.
C: Gdzie się on zatrzymał, gdy pan pisał ten list?
W: W Hotelu Savoy.
C: A pan?
W: W Babbacombe, Torquay.
C: Był to list pisany w odpowiedzi na coś, co on panu przysłał?
W: Tak, w odpowiedzi na wiersz, który mi przysłał.
C: Czy przesłano go w kopercie, tak jak tutaj?
W: Tak, w kopercie, oczywiście nierozerwanej.
C: I zapewnie nie tak pobrudzonej?
W: Nie tak pobrudzonej.
C: Czy to list zwykły?
W: Zwykły? Nie powiedziałbym (śmiech).
C: Jak to?
W: Z pewnością nie jest to zwykły list, nie.
C: Jak to?
W: Nie, z pewnością nie jest to zwykły list.
C: "Mój chłopcze".
W: Tak.
C: Czy to zwykły zwrot?
W: Nie, nie jest to zwykły zwrot.
C: Chwileczkę. Chcę wiedzieć, co w tym niezwykłego.
W: Tak.
C: "Mój chłopcze".
W: Tak.
C: Powiada pan, że to było niezwykłe?
W: Tak, sądzę, że niezwykłe.
C: Myślę, panie Wilde, że zgodziłby się pan z tym, że mężczyzna w pana wieku, zwracający się do mężczyzny prawie 20 lat młodszego "mój chłopcze", nie postępuje właściwie?
W: Nie, nie wtedy, gdy go lubi. Nie sądzę.
C: W najmniejszym nawet stopniu?
W: Jeśli zwracam się do kogoś "mój chłopcze", to mówię "mój chłopcze" także w liście. Lubię lorda Alfreda Douglasa. Zawsze lubiłem.
C: Uwielbiał go pan?
W: Nie, kochałem.
C: "Twój sonet jest całkiem śliczny. To cud, że twoje czerwone wargi, podobne płatkom róży, nadają się nie mniej do muzyki pieśni niż do szaleństw pocałunku".
W: Tak.
C: Chce pan powiedzieć, że to naturalny i właściwy sposób zwracania się do młodego mężczyzny?
W: Obawiam się, że krytykuje pan wiersz na podstawie…
C: Chcę wiedzieć, co pan sądzi.
W: Tak, sądzę, że to piękny list. Jeśli pyta mnie pan, czy jest to właściwe, to mógłby pan równie dobrze zapytać, czy właściwie napisany jest też "Król Lear" lub sonet Szekspira. To piękny list. Nie chodziło w nim o to - nie był po to napisany - by pisać właściwie. Napisany został po to, by stworzyć coś pięknego.
C: A poza sztuką?
W: Ach, ja tak nie potrafię.
C: A poza sztuką?
W: Nie potrafię odpowiedzieć na żadne pytanie, które nie wiąże się ze sztuką.
C: Powiedzmy, że ktoś, kto nie jest artystą, napisałby ten list do pewnego przystojnego mężczyzny, jakim, jak sądzę, jest lord Alfred Douglas.
W: Tak.
C: Młodszego od siebie o jakieś 20 lat - czy powiedziałby pan wtedy, że byłby to właściwy sposób zwracania się do niego?
W: Człowiek, który nie byłby artystą, nigdy by takiego listu nie mógł napisać (śmiech).
C: Dlaczego?
W: Bo tylko artysta mógłby go napisać.
C: Załóżmy, że mężczyzna miałby niegodziwy i niemoralny stosunek do młodego chłopca; mniemam, że to właśnie się zdarzyło?
W: Tak.
C: I zwracałby się do niego w języku, którego prawdopodobnie można użyć w liście miłosnym - wówczas mógłby użyć takiego języka?
W: Z pewnością nie mógłby użyć takiego języka, jakiego ja użyłem, jeśli nie byłby pisarzem i artystą. Nie mógłby tego zrobić.
C: Nie ma tu niczego…
W: Nie zgadzam się z panem, jest tu wszystko…
C: Chciałem tylko powiedzieć, że nie ma tu niczego szczególnie wspaniałego: "To cud, że twoje czerwone wargi, podobne płatkom róży, nadają się nie mniej do muzyki pieśni niż do szaleństw pocałunku".
W: Literatura zależy od tego, jak jest czytana, panie Carson. Trzeba ją czytać inaczej.
C: Czy jest w tym coś wspaniałego?
W: Tak, uważam, że to piękne zdanie.
C: Piękne zdanie?
W: Tak, piękne zdanie.
C: "Twa smukła i cicha dusza"...
W: Nie, "ozłocona"...
C: "Twa smukła, ozłocona, cicha dusza wędruje między namiętnością i poezją".
W: Tak.
C: Czy to także piękne zdanie?
W: Nie wtedy, gdy pan je czyta, panie Carson. Gdy ja je napisałem, było piękne. Czyta pan bardzo źle.
C: Nie udaję, że jestem artystą, panie Wilde.
W: To niech mi pan tego nie czyta.
Pomińmy tu delikatne kwestie, jak starsi panowie powinni zwracać się do młodszych oraz czy zwrot "mój chłopcze" należy uznać za zwykły, czy niezwykły. "Literatura zależy od tego, jak jest czytana", powiada słusznie Oscar Wilde, nie mogąc słuchać, jak prokurator czyta jego słowa. Po latach W.H. Auden zacytuje Kierkegaarda: "Gdy do lustra spogląda osioł, nie wyjrzy z niego apostoł". Na pytanie "jak czytać?" jest tylko jedna odpowiedź, podsunięta przez Wilde'a: trzeba czytać inaczej, niż robią to prokuratorzy. To, że prokuratorzy nie udają, że są kimś innym, niż są, nie oznacza, że powinni zabierać głos w kwestiach literatury.
Wzorce piękna się zmieniają i list Wilde'a nie jest dziś z pewnością przykładem zachwycającego stylu. Nie zmienia się jednak niestety sytuacja, w której strażnicy publicznej moralności dyktują pisarzom warunki poprawności literackiej. "The Real Trial of Oscar Wilde. The First Uncensored Transcript of the Trial of Oscar Wilde" (HarperCollins 2003) to książka, która przypomina o tym, że pisanie i czytanie nie należą wcale do czynności błahych i niewinnych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















