Idą pielgrzymi

W tym roku na Jasną Górę wędrowało ponad 40 pieszych pielgrzymek; co najmniej 100 tys. osób. Trasy biegnące z wszystkich stron Polski przekroczyły 15 tys. kilometrów długości. Spośród 6 mln Polaków, którzy co roku pielgrzymują, zresztą nie tylko na Jasną Górę, połowa to młodzież. Dlaczego?.
Czyta się kilka minut

Chrześcijanie zaczęli na dobre pielgrzymować w wieku IV. Początkowo do miejsc związanych z życiem Jezusa, potem także do miejsc związanych ze śmiercią męczenników i do Rzymu. Odwiedzano świątobliwych pustelników i ich groby. Pielgrzymowano do coraz liczniejszych relikwii - takich jak słup biczowania, krzyż Jezusa, ślady Jego stóp, dzbany z Kany Galilejskiej, naczynia z Ostatniej Wieczerzy. Przypisywano im oczywiście moc cudotwórczą. Z czasem niektóre z relikwii pojawiły się poza Ziemią Świętą i wokół nich powstały sanktuaria.

Ruchowi pielgrzymów towarzyszy wzrost “infrastruktury". Przy sanktuariach powstają szpitale (oliwa z lamp płonących w sanktuarium uważana jest za cudowny lek), domy noclegowe, zakony, które się opiekują “świętymi miejscami" i pątnikami. Kwitnie wszelkiego rodzaju handel. Oczywiście nie brak także nadużyć i pod koniec średniowiecza przeciw pielgrzymkom podnoszą się surowe głosy teologów, nie zawsze prawomyślnych: Wiklefa, Husa, Erazma z Rotterdamu, ale także ortodoksyjnego Tomasza á Kempis. Nadużyciom mają zaradzić dekrety Soboru Trydenckiego (1563).

Epoki się zmieniają. Świat jest pełen coraz atrakcyjniejszych propozycji wakacyjnych. Nie trzeba, jak w czasach zaborów, pielgrzymować na Jasną Górę, by dopiero tam poczuć się Polakiem. Sierpniowa pielgrzymka nie jest - jak w latach PRL - manifestacją społecznej siły, a oleju z lamp płonących w sanktuariach nikt nie myśli używać jako lekarstwa. Wiele relikwii dyskretnie zamknięto w kościelnych skarbcach, powątpiewając w ich autentyczność. Pielgrzymki, relikt innej epoki, powinny odejść w zapomnienie, a tymczasem przeżywają renesans. Dlaczego?

Przeżycia związane ze śmiercią Jana Pawła II wszystkiego nie tłumaczą, bo ten renesans trwa od lat. Może ludzi pcha tęsknota za wspólnotą wiary, w której nikt nie jest - jak w naszych kościołach - anonimem? Może wyrywając się ze struktur instytucjonalnych łatwiej człowiekowi poczuć się rzeczywistym członkiem wspólnoty wierzących? Może mikrokosmos pielgrzymki daje poczucie bezpieczeństwa, którego się nie czuje w pluralistycznym społeczeństwie, gdzie trzeba się liczyć z wrażliwością myślących inaczej? Może jakąś rolę odgrywa poczucie, że wiara to coś takiego, przy czym trzeba się natrudzić, podczas gdy w kościołach wszystko zmierza do zapewnienia wiernym komfortu? A może jest jeszcze coś, co się wymyka socjologom, psychologom i dziennikarzom: doświadczenie, że chrześcijanin jest “człowiekiem drogi"?

Nie wszyscy idą na Jasną Górę z wzniosłych motywów, nie wszyscy wracają przemienieni. Sierpniowa pielgrzymka nie zmienia oblicza tej ziemi, a jeśli zmienia, to mało dostrzegalnie. Zmieniają się ustroje, techniki komunikacji są coraz doskonalsze, a metody duszpasterskie - coraz bardziej przemyślane. A pielgrzymi idą i nic nie wskazuje na to, by zamierzali przerwać swoją wędrówkę. Dlaczego? Oto jest pytanie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 34/2005