Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Gra w Pana Boga

JOANNA PIETRUSIEWICZ, prezeska Fundacji Rodzić Po Ludzku: Poród jest czymś naturalnym, a ciało jest mądre. Kobiety często nie zdają sobie sprawy, jaką mają w sobie sprawczość i siłę. Ofiarą systemu...

Reklama

Gra w Pana Boga

Gra w Pana Boga

03.12.2018
Czyta się kilka minut
JOANNA PIETRUSIEWICZ, prezeska Fundacji Rodzić Po Ludzku: Poród jest czymś naturalnym, a ciało jest mądre. Kobiety często nie zdają sobie sprawy, jaką mają w sobie sprawczość i siłę. Ofiarą systemu są i one, i lekarze, i położne.
GILLIAN ANDES / CATERS NEWS / FORUM
J

JUSTYNA DĄBROWSKA: Jak właściwie wygląda relacja pomiędzy kobietą a lekarzem ginekologiem?

JOANNA PIETRUSIEWICZ: Dość często obserwuję pewien rodzaj gry między nimi, którą nazwałabym „grą w Pana Boga”. Polega na tym, że lekarz mówi, oczywiście nie wprost: „oddaj mi swoją decyzyjność, bo ja wiem lepiej, co dla ciebie dobre – jestem przecież specjalistą”. A kobieta chętnie w to wchodzi: oddaje lekarzowi swoją odpowiedzialność i sprawczość, bo uważa, że ta relacja zapewni jej bezpieczeństwo.

Mam wrażenie, że wielu lekarzy lubi tę grę. W zamian dostają szacunek, czasem uwielbienie, a także władzę i pieniądze, i pewnie jeszcze inne gratyfikacje. To wszystko jest bardzo przyjemne.

Istnienie tej gry potwierdza nasze ostatnie badanie. Kobiety mówią, że czują się dyskryminowane, kiedy zadają lekarzowi pytania. „Pacjentka ma nie pytać, tylko zaufać”....

19874

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

fantastyczne zdjęcie

Ciekawe, czy fotoedytor(ka) TP, dobierając je do artykułu, miał(a) świadomość historii, która się za nim kryje. Poza tkliwym obrazem macierzyństwa chodzi bowiem o bliznę na brzuchu Gillian Andes, 23-latki z Arizony (autorem fotografii jest jej mąż). Gillian postanowiła opublikować tę intymną pamiątkę oraz parę innych rodzinnych zdjęć (https://www.mirror.co.uk/news/us-news/mum-reveals-reality-c-section-12576008) w odpowiedzi na brutalną krytykę jej i innych matek, które postrzegane są jako mniej wartościowe, bo "poszły na łatwiznę". To zdjęcie jest protestem przeciw stygmatyzowaniu i zawstydzaniu "cesarzowych", czego sama w przykry sposób doświadczyła. Trochę inaczej czyta się w tym mimowolnym (?) wizualnym kontekście wywiad z prezeską, zwłaszcza część zaczynającą się od słów "To wynika też z tego, że część kobiet ze strachu chce mieć cięcie cesarskie...". Bo o ile prawdą jest, że roszczenia medycyny zbyt często zasługują na nazwę uroszczeń rzekomych bogów - wyłącznych depozytariuszy "naukowej prawdy", to dogmat "ciało jest mądre" też brzmi jak slogan jakieś ideologii. I to ideologii czasem bardzo niebezpiecznej. Nic zresztą nie jest czarno białe, bo w którymś momencie Gillian mówi, że zabieg, który uratował ją i małą Piper, był poniekąd konsekwencją podobnych narodzin Loli, starszej siostry noworodka ze zdjęcia. Niestety, nasza pewność może dotyczyć tylko przeszłości, a ryzyko jest wpisane w samą definicję wyboru.

Spotkałam się osobiście z wieloma problemami opisywanymi w wywiadzie. Rzeczywiście, lekarze uzurpują sobie prawo do decydowania o wszystkim. Jeśli kobieta nie zgadza się na sugestię lekarza (np. pobyt w szpitalu mimo braku jakichkolwiek do tego podstaw w badaniach, wynikach), musi napisać oświadczenie, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność w przypadku śmierci (!) swojej lub dziecka. Kiedy się z tym spotkałam poczułam, jakbym była szantażowana: "jeśli nie zrobisz tego, co mówię, Ty lub dziecko możecie umrzeć i nikt nawet nie będzie musiał wam pomóc". Doświadczyłam też przemocy: "przykucia"do łóżka na obie fazy porodu tylko z powodu podania oksytocyny, zakazu zmiany pozycji mimo bóli krzyżowych, zakazu wyjścia do toalety, naciskania na brzuch, krzyczenia, że źle prę i uduszę dziecko, nacięcia krocza bez mojej wiedzy i zgody itd. Straszono mnie, że poród trwa zbyt długo, może stać się coś złego, a rodziłam 3,5 godziny (od podania oksytocyny, rzeczywiste skurcze i poród trwały 2,5 godziny). Wyśmiewano, że krzyczałam bólu. Przez dłuższy czas miałam traumę i poczucie winy, że źle rodziłam, nie chciałam o tym nawet myśleć. Uznałam, że skoro zakończył się szczęśliwie, to wszystko jest w porządku i nie mam o co mieć pretensji. Dopiero drugi poród pokazał mi, że można inaczej, położna może być miła, a lekarz może nie krzyczeć. I mimo że drugi poród trwał dwa razy dłużej, o wiele lepiej go wspominam. Dziś swój pierwszy poród uważam za skandal. Ale kogo to obchodzi, poza mną? Tylko inne rodzące. Napiszę czasem w Internecie opinię o lekarzu czy szpitalu, ale to niewiele zmienia. Skarga w szpitalu jest tylko pustą formalnością. Rozmowa z wieloma lekarzami jest jak rozmowa ze ścianą. Są przywiązani do swoich wytycznych, nie biorą pod uwagę wiedzy pacjentki na temat swojego ciała, nie są w stanie zwrócić uwagi na indywidualny przypadek. Staram się ich rozumieć. Ale każdy powinien być przede wszystkim człowiekiem, a dopiero później lekarzem, położną czy pacjentem.

Trzy porody. Podczas porodów nigdy nie doświadczyłam ani chamstwa ani złego traktowania przez lekarzy. Za to położne podczas pierwszego porodu i po porodzie tak mi dały do wiwatu że po 8 latach na samą myśl jest mi nie dobrze. Wulgarne, chamskie, nie pomocne a wręcz sadystyxzne tyle mogę o nich powiedzieć. Mój ulubiony tekst który usłyszałam:odlozy to dziecko do łóżeczka, wiadomo co po pani skacze... Byłam bardzo słaba po porodzie, po pierwszym omdleniu Nakrzyczała na mnie i kazała na męża czekać, czekałam 14 h by przyszedł i zaprowadził mnie do łazienki. To lekarki się nade mną litowaly pomagały karmić pocieszaly.. Nigdy bym nie oddała tm się pod opiekę położnej, nigdy.

Ja przepraszam panie w temacie zabierania głosu w temacie o którym nie mam pojęcia. W ostatnich latach namnożyło się siła różnych grup, które na mediach społecznościowych, brylują w niewiedzy by nie powiedzieć głupocie. Jednym z nich jest ruch kobiet, który za wszelką cenę, chce rodzić swoje dzieci w sposób naturalny. Cesarskie cięcie nazywają "wydobycinami" na przykład. Wszystko jest dobrze, jak jest dobrze, powiada stare przysłowie.Temat zaczyna się, jak są problemy. Bo ja mogę tylko współczuć kobiecie, która rodzi duże dziecko, na przykład 4,5 kilo, siłami natury. Taka kobieta musi pęknąć, nie ma innego wyjścia. Nie mówię już o innych komplikacjach. Z tego co wiem w placówkach medycznych NFZ, wcale lekarze nie są skorzy do cesarskich cięć. Muszą być do tego określone dane. Mogę też współczuć lekarzom, gdy przychodzi pacjentka, która jest mądrzejsza od lekarzy i wie najlepiej, co należy zrobić. Niestety, gdy wydarzy się coś złego, wtedy cała wiedza umyka a wina jest po stronie lekarzy z procesami włącznie. Na koniec - zdjęcie dzieciątka i mamy z blizną po cesarce, jest piękne. Natomiast moim zdaniem do treści artykułu wykorzystanie, akurat jego, jest pewnym nadużyciem. Dlaczego? Ponieważ ta pani ze zdjęcia, jest w sposób subtelny krytykowana a przynajmniej, ja tak to odbieram.

„ poród nie jest chorobą – to fizjologia” A ja głupi zacząłem podejrzewać, obserwując młode kobiety w ciąży, te z rodziny jak i znajomych, że ciąża to choroba, Wszystkie jak jedana były na zwolnieniach lekarskich. Jeszcze brzuszka nie widać, a ta leży w domu na zwolnieniu. Moja żona urodziła się w domu w asyście akuszerki, ja na takiej wiejskiej porodówce. Tam też nie było lekarza tylko akuszerki, jak to mama ich nazywała. Rano jeszcze w polu pracowała, potem ją zawieźli na porodówkę no i gitara. One miały wprawę to fakt, przeciętnie czwórkę szóstkę dzieciaków rodziły. Żona pracowała do końca swych ciąż, stanowisko pracy dostosowali do jej wymogów szefowie, zresztą sami wiele obowiązków w tym czasie przejęli na siebie, ot takie normalne chłopy. Do szpitala mnie nie wpuszczano, zresztą podczas porodu też się nią specjalnie nikt nie zajmował. W trakcie pierwszej ciąży była może trzy, cztery razu u lekarza, później to niespecjalnie tam biegała. Ja wiem dzisiejsze kobitki są delikatne, chorowite i takie niezdolne do samo-ogarnięcia się. Chodzą do ginekologa z mamusią mimo, że na karku już wisi 30 stka. W domu wszyscy się nad nimi pochylają, użalają, biadolą, ojojoj. Apteczki zapchane mają cudami farmaceutyki, aż się nie mogą pomieścić na pólkach. Dziwny ten świat się zrobił, coraz to mniej go rozumiem.

zwolnienia: jest możliwość - naród korzysta - policjanci ostatnio dali o wiele bardziej imponujący przykład - a to, że farmaceutyki i lekarze - to samo można powiedzieć o tych, co potrzebują okularów, szkło albo tworzywo, progresywne i przyciemniające się, pacjentach przychodni kardiologicznych z rozrusznikami i workiem medykamentów, korzystających ze sztucznej nerki - w nieco dalszej perspektywie odżywiających się nie wyłącznie kartoflami i kiszoną kapustą, a owocami morza albo sałatką z awokado, jeżdżących wypasionymi brykami - tak, świat się zmienia, a Pan nie jedyny, co go nie potrafi zrozumieć - nic w tym dziwnego nie widzę, że ludzie chcą żyć i żyją coraz lepiej, wygodniej

Ale jak powiedział kiedyś trochę wzniośle jeden z profesorów ginekologii - ciąża to fizjologia krocząca nad przepaścią patologii. Czyli trzeba być czujnym, rozważnym i starać się oceniać ryzyko określonego postępowania w zakresie prowadzenia ciąży i porodu. Nie można też wzorować się na czasach przeszłych, bo wówczas - w okolicznościach, o których Pan pisze była duża śmiertelność okołoporodowa noworodków i kobiet. Nikt chyba nie chciałby się cofać do tych czasów. Dzisiaj, jeśli się zdarzy taki przypadek, to prawie każdy z nich jest odnotowany i dyskutowany na forum ogólnopolskim we wszystkich mediach.

czy psioczący na cesarki i znieczulenie przy porodzie podczas wizyty u dentysty życzą sobie "bez znieczulenia"?

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]