Reklama

Gra w człowieka

Gra w człowieka

29.09.2007
Czyta się kilka minut
Młoda niemiecka pisarka chce nam, jak sądzę, uzmysłowić, że zwornikiem tożsamości jest sumienie (dające reanimować się także poprzez ciało) i tylko na jego płaszczyźnie można poznać ze sobą wszystkich, którzy nas zamieszkują.
"

"Instynkt gry" jest książką zbójecką. "Instynkt gry" jest książką głęboko humanistyczną. Ta barwna i zarazem brutalna opowieść o przygodach kilkorga uczniów i nauczycieli z bońskiego gimnazjum im. Ernsta Blocha dotyka najważniejszych problemów naszego czasu: kryzysu tożsamości jednostkowej i społecznej oraz związanych z nim pułapek relatywizmu i pragmatyzmu.

Prestiżowa szkoła jest nie tylko tłem, ale i bohaterem większości zdarzeń - to metafora świata po śmierci Boga. Chociaż wszyscy główni bohaterowie zarażeni są nihilizmem, można by wyróżnić wśród nich nihilistów tragicznych albo modernistów, których bunt nosi jeszcze znamiona szlachetnej obrony i jest wyrazem tęsknoty za porządkiem; postmodernistów - owych wyprorokowanych przez Nietzschego "nihilistów spełnionych", "ozdrowieńców", ludzi "pogodnego poranka"; wreszcie: nihilistów absolutnych, permanentnych i patentowanych, prostaków wolnych od poczucia pustki czy nawet pustki po pustce, od dyskomfortu istnienia poza dobrem i złem.

Na emblemacie szkoły widnieje motto: "Myśleć znaczy przekraczać", które w tajemniczy, nieuświadomiony sposób wyznacza kierunek postępowania kluczowych postaci: nauczyciela wuefu - polskiego emigranta Smutka (fana "Człowieka bez właściwości"), nadzwyczaj inteligentnej i zwierzęco witalnej uczennicy Ady oraz jej kolegi, przebiegłego Aleva el-Kamara, pół-Egipcjanina i ćwierć-Francuza, sprawcy intrygi stanowiącej oś fabularną powieści.

Przekraczanie granic nie musi oznaczać przekraczania siebie czy uświęcenia granicy, niewątpliwie zaś niesie pokusę przesuwania jej w nieskończoność, ze względów praktycznych bądź z czystego kaprysu. Na tym polega niebezpieczeństwo transgresji, która może okazać się zgubna lub zbawienna, w zależności od tego, w jakim celu jej dokonujemy i co zobaczymy - a więc: kim sami będziemy - po tej drugiej stronie. Przekraczanie bywa dojrzewaniem, bywa też grą na śmierć i życie. Czasami jest jednym i drugim - do takiego niepokojącego wniosku dochodzi czytelnik po lekturze "Instynktu gry".

A w co grali Alev, Ada i Smutek? Już wyjaśniam: dziewczyna od pierwszych dni nauki w nowej szkole intrygowała wuefistę; wabiło go nie tylko jej zdrowe, krępe ciało, był zafascynowany jej dumną bezkompromisowością, wyważoną bezczelnością, odwagą sądów. Ada dobrze wiedziała o tłumionych apetytach Smutka, wiedział o nich i Alev, skoro wpadł na pomysł, by uczennica uwiodła nauczyciela w magazynie sali gimnastycznej. El-Kamar zarejestrował ich pierwszy stosunek aparatem cyfrowym, po czym zagroził Smutkowi, że w razie odmowy współpracy opublikuje zdjęcia na stronie internetowej gimnazjum.

Co ciekawe, korzyści finansowe i "udogodnienia dydaktyczne" nie były w tej współpracy najważniejsze; młodzi chcieli kreować rzeczywistość, wygiąć horyzont norm, zaprzeczyć temu, co przewidywalne, ustalić własne reguły i monitorować ich skuteczność. Wyreżyserować innych siebie (przypomina mi się uwaga Gianniego Vattimo, że nihilizm jest sprowadzeniem bycia do wartości wymiennej). Podniecająca była sama gra. Wuefista jeszcze wielokrotnie współżył z Adą na oczach Aleva. Aż w końcu, w ataku furii, ciężko pobił chłopaka. Sprawa trafiła do sądu, a my dowiadujemy się o wszystkim z ust narratorki-prawniczki zaangażowanej w sprawę.

Filozoficzna wykładnia gry pojawia się już na pierwszych stronach powieści: "Kim bowiem jest to ja? Kim my? Ten problem zaprząta ludzkość od tysięcy lat. Komputer, który miałby go rozwiązać, uznałby, że konieczne jest stworzenie równania, biegnącego w nieskończoność. Kim jesteś? - oznacza dla niego: ile procesów przebiega w tej sekundzie w jego wnętrzu? Gdyby odpowiedział na to liczbą x,­

proces odpowiadania musiałby dodać do tej liczby kolejny proces, tak że przybrałaby ona postać x+1, zatem pierwsza odpowiedź byłaby błędna. Gdyby komputer uznał ten błąd, spróbował się skorygować i powiedzieć: x+1, to liczba wynosiłaby już x+2 i trwałoby to tak dalej, aż wreszcie komputer padłby, potykając się o leżącą ósemkę, niezdolny powiedzieć, kim jest".

Przytoczony fragment w sposób oczywisty nawiązuje do koncepcji podmiotowości, od której zaczyna się nowożytność; to parafraza Kartezjańskiego "Myślę, więc jestem", wzbogacona o gorzki opis konsekwencji ustanawiania "ja" na gruncie czysto racjonalnym. Zachowanie Aleva, Ady, ale też Smutka, który - domyślamy się, z jakich powodów - respektował reguły gry nadzwyczaj długo (stając się przez to jej pełnoprawnym uczestnikiem), wynikało w istocie z pytania o granice własnej jaźni, z panicznego głodu samopoznania, również z tęsknoty za terrorem, przymusem i karą jako marnymi, acz jedynymi zastępnikami niemożliwej już do wskrzeszenia odpowiedzialności. Wreszcie: z potrzeby bólu i potrzeby miłości, a pisząc o bólu, mam na myśli ból - wyrzut sumienia. Bez niego nie sposób wytyczyć granicy między dobrem a złem.

Gdyby ktoś mnie zapytał o najważniejszą po II wojnie światowej katastrofę cywilizacyjną, o moją prawdę ostatnich kilkudziesięciu lat, odpowiedziałbym odrobinę poetycko: widziałem, jak miłość zamieniała się w seks, seks w pornografię, pornografia w miłość. Wielokrotnie. Coraz szybciej. Innymi słowy: z jednej strony doszło do całkowitej desakralizacji ciała, z drugiej zaś stało się ono - za sprawą swej nieredukowalności - ostatnim bastionem prawdy i źródłem samowiedzy. Obecność tego problemu w prozie Juli Zeh przesądza o jej etycznym (choć w żadnym razie nie moralizatorskim) charakterze. Młoda niemiecka pisarka chce nam, jak sądzę, uzmysłowić, że zwornikiem tożsamości jest sumienie (dające reanimować się także poprzez ciało) i tylko na jego płaszczyźnie można poznać ze sobą wszystkich, którzy nas zamieszkują.

W świecie opuszczonym przez Boga lub - jak kto woli - bogów, człowieczeństwo (i cała tzw. humanistyka) jest grą. Istnieje tylko międzyludzkie. Od zwierząt odróżnia nas nie jak przed Kartezjuszem - dusza, lecz właśnie tytułowy instynkt gry, będący często przeciwieństwem instynktu samozachowawczego.

Jedynie teksty szkatułkowe mają szansę szerzej i trwalej zafunkcjonować w kulturze. Najnowsza książka Juli Zeh tak właśnie została zbudowana. Można ją czytać filozoficznie, socjologicznie, psychologicznie i politycznie. Również jako traktat o jałowości mowy, powieść (anty)rozwojową lub pikantny romans. Sprawi nam taką przyjemność, na jaką zasługujemy...

Juli Zeh, "Instynkt gry", przeł. Sława Lisiecka, Warszawa 2007, Wydawnictwo W.A.B., seria "Don Kichot i Sancho Pansa".

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]