Trzeba rzec tym, którzy nie śledzą normalnych i codziennych poczynań ludzi władzy w Polsce, że wydarzenia pacanowskie są jednak osobliwością w szeroko pojętej skali obyczajów polityków europejskich. Przypomnijmy je pokrótce: poseł do parlamentu M. Cieślak, minister (nie bardzo wiadomo czego) w rządzie M. Morawieckiego, były przyjaciel J. Gowina, człowiek – jak jego były pryncypał – znakomicie obrotowy, o poglądach i zasadach koordynowanych wyłącznie własnym interesem, poszedł na pocztę w Pacanowie. Tam, stojąc przy okienku, od naczelniczki placówki usłyszał narzekanie na drożyznę. Doniósł o tym do dyrekcji i wszystko wskazywało, że ta pani natychmiast straci pracę. Za co? Jak się na początku afery wydawało i co zgrabnie zdefiniował inny człowiek obecnej władzy, sekretarz stanu w resorcie ds. funduszy i polityki regionalnej J. Żalek, cytujemy tu jego słowa: „w urzędzie publicznym nie może być przyzwolenia na zastąpienie profesjonalnej obsługi klienta atakami agresji politycznej”.
To jasne, że wobec tak skoordynowanego ataku grubych ryb naczelniczka trafiłaby natychmiast na zieloną trawkę, gdyby nie Gospodarz. Jak to się stało, do stu tysięcy kostek zjełczałego masła po sto złotych za sztukę, że Gospodarz się o tym dowiedział? Nie wiemy, być może czyta „Gazetę Wyborczą”, która te wydarzenia opisała, co wydaje się nam – prywatnie – dziwne i niemożliwe. Dziwne, ponieważ z naszych danych wynika, że Gospodarz czyta wyłącznie te gazety, które przyznały mu przynajmniej pięć razy tytuł „Człowieka Roku”. A jednak Gospodarz się dowiedział i stał się cud. Klasyczny dla tego typu władzy i tego typu kraju, jak nasz.
Oto w Pacanowie rozbłysło nagle drugie słońce, jaśniejsze znacznie od centralnego reflektora i kaloryfera naszego układu. Umiłowany Ojciec Narodu, Gospodarz, po wielokroć Człowiek Dowolnego Roku, Znawca Wszechrzeczy, Gjeniusz (jakby powiedziano w Krakowie), Pogromca Elyt (jakby powiedziano w Warszawie), Strateg Globalnego Bezpieczeństwa i Ocieplenia, dowiedział się o wydarzeniach pacanowskich i się zezłościł. Nasrożył się – cośmy struchlali zobaczyli i usłyszeli na własne oczy i uszy. Ale nasze struchlenie wobec nasrożenia się Gospodarza to jednak nic – jak można mniemać – wobec totalnego struchlenia winnych w aferze pacanowskiej. Gospodarz rzekł bowiem niezwykłe w swym sensie słowa: „Oczekuję od pana ministra, że się poda do dymisji. Jak się nie poda, będzie odwołany”. Uwielbiamy ten język, kochamy bowiem wszelkie pozory, a najbardziej spośród polskich pozorów kochamy ten dotyczący dobrowolności. A więc zamiast naczelniczki poczty w Pacanowie na zieloną trawkę trafił minister od niewiadomoczego w rządzie M. Morawieckiego, a partyjna dyrekcja poczty z refleksem zmieniła zdanie i wyraziła konieczne w tej sytuacji rytualne oburzenie donosem. Tyle i aż tyle.
Na koniec wnioski. Pierw najważniejszy, dotyczący człowieka, jego życia i jego losu. Naczelniczka poczty w Pacanowie pracy na poczcie nie straci już nigdy. Żeby nie wiadomo co zrobiła – nie chcemy tu nawet fantazjować – będzie naczelniczką poczty w Pacanowie i za sto lat, pod warunkiem, że i wtedy krajem naszym rządzić będzie J. Kaczyński. Prawdopodobnie nawet jej własna decyzja o odejściu, na zasłużoną emeryturę bądź do np. biznesu, będzie skrupulatnie badana przez pacanowską komórkę PiS, a jej rezygnacja zostanie odrzucona.
Drugi wniosek, a raczej pomysł globalny, ale i biznesowy, jest taki. Trzeba zacząć organizować autobusowe wycieczki z wielu krajów, dużych i małych, by tamtejsi ludzie, znudzeni sztuczną grzecznością i powierzchownością swoich polityków, zaznali – za przeproszeniem – obyczajowości polityka polskiego u władzy, wchodzącego w swej krasie do urzędu pocztowego i mniemającego, że w Polsce jest tanio oraz w imię tej opinii gotowego na wszystko.©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















