To był jeden z najbardziej ekscytujących momentów w historii NASA. Po przebyciu prawie 700 mln kilometrów, 26 maja sonda Phoenix zbliżyła się do Marsa. Podróż z Ziemi trwała dziesięć miesięcy, ale najważniejsze było ostatnich siedem minut. Z prędkością 20 tys. km/h lądownik wszedł w marsjańską atmosferę, po czym otworzył spadochron, uruchomił hamulce odrzutowe i łagodnie usiadł na dalekiej północy Czerwonej Planety. Chwilę potem wysłał na Ziemię sygnał: "Wszystko jest w porządku" i na dowód przesłał pierwsze zdjęcia powierzchni Marsa. "Po tych siedmiu minutach strachu nastąpią trzy miesiące radości - stwierdził Barry Goldstein, menadżer misji NASA. W trakcie prac na Marsie Phoenix ma wydobyć próbki lodu znajdujące się prawdopodobnie tuż pod powierzchnią. Obecność wody może świadczyć o tym, że na Marsie istniało kiedyś życie.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















