Przyjedź po mnie!” – to zawołanie powraca w filmie kilkakrotnie i pochodzi z zapisu autentycznych rozmów telefonicznych. Po jednej stronie jest niespełna sześcioletnia dziewczynka z Gazy, po drugiej ratownicy z Czerwonego Półksiężyca, znajdujący się 80 kilometrów dalej, na Zachodnim Brzegu. Żeby dotrzeć do małej Hind, uwięzionej w samochodzie ostrzeliwanym przez izraelską armię, karetka z pomocą musi dostać zielone światło. Czyli serię pozwoleń ministerialnych, dyplomatycznych, wojskowych. A czas ucieka i tuż obok dziecka leżą martwe ciała sześciorga członków jego rodziny.
Te rwane rozmowy, zarejestrowane przed dwoma laty, stały się dla Kaouther Ben Hanii materiałem wyjściowym do filmu o dramatycznej akcji ratunkowej. Tytułowy „głos Hind Rajab” to w pierwszej kolejności mrożący raport z oblężonego miasta, a finalnie metafora koszmaru dziejącego się gdzieś poza kadrem i zarazem dziwnie blisko. Zamiast serwować drastyczne materiały, na które wielu już zdążyło się znieczulić, film uruchamia naszą wyobraźnię empatyczną i przy okazji rozszczelnia granice tak zwanego kina faktu.
„Głos Hind Rajab”: stężenie emocji przekracza tu wszystko, co dotąd pokazano na dużym ekranie o Strefie Gazy
Twórczyni paradokumentalnych „Czterech córek” ponownie dokonuje udramatyzowania realnych wydarzeń. Tam historię tunezyjskich sióstr, z których dwie stały się „narzeczonymi dżihadu”, odtworzono z udziałem prawdziwych postaci i jednocześnie grających je aktorek. Tworzyło to niepokojący efekt psychodramy, stawiało też pytania o etyczność takiego zabiegu, bo filmowa operacja dokonywała się na żywym organizmie rodzinnym.
„Głos Hind Rajab” wydaje się pod tym względem mniej skomplikowany. Również dlatego, że za tym pojedynczym głosem stoją tysiące innych, nieusłyszanych i niezapisanych, w tle zaś toczy się jeszcze inna wojna, o polityczne i moralne racje. Stężenie emocji przekracza jednak wszystko, co do tej pory pokazano na dużym ekranie, by zdać relację z ludobójstwa w Strefie Gazy. Choć przecież kamera, z wyjątkiem stricte dokumentalnego epilogu, w zasadzie nie opuszcza bezpiecznych i czystych wnętrz Centrum Reagowania w Ramallah, odtworzonego na potrzeby filmu w Tunezji.
Zanim uda się skoordynować pomoc i wysłać karetkę, filmowi dyspozytorzy próbują pocieszać spanikowaną dziewczynkę, zadają jej pytania, wspólnie recytują Koran. Tymczasem w kierunku uwięzionego w aucie dziecka zbliża się izraelski czołg... W takich momentach można mieć wrażenie, że palestyńscy aktorzy, słysząc w telefonie nagrania głosu Hind, wychodzą poza swoje role i, niczym w psychologicznych ustawieniach, uruchamiają swoje osobiste doświadczenia i przeżycia.
Albowiem równolegle do tego, co dzieje się po niewidocznej stronie kadru, w gazańskiej dzielnicy Tel al-Hawa, oglądamy jeszcze inny dramat – tych spośród działaczy Półksiężyca, którzy jak Omar (Motaz Malhees) i Rana (Saja Kilani) do końca wierzą, że da się uratować Hind. Pojawiają się dylematy: czy wchodzić w długie negocjacje z IDF, czy pominąć procedury i narażać życie ratowników – zdjęcia wielu kolegów już zawisły na tablicy z napisem „męczennicy humanitarni”.
Ben Hania i jej aktorzy skupiają się na racjach i reakcjach bohaterów, doprowadzonych do skrajności i poddawanych gwałtownym zwrotom akcji. Stąd „Głos Hind Rajab” jest w dużej mierze klaustrofobicznym dramatem ludzkich twarzy. Oczywiście, wiele ma także z radiowego słuchowiska, lecz kiedy w rekonstrukcję zdarzeń wchodzi znienacka archiwalny zapis, są to bez wątpienia najmocniejsze fragmenty tej dokudramy.
„Głos Hind Rajab” na festiwalu w Wenecji dostał drugą nagrodę, ale zapisze się w historii kina
Ben Hania, doświadczona w hybrydowych formach filmowych, mogłaby bezszwowo połączyć oba porządki, lecz celowo tego nie robi. Może się też wydawać, że więcej miejsca niż polityce poświęca na przykład nowoczesnej technologii, dzięki której można wirtualnie przebywać w najbardziej zapalnym miejscu i zdalnie nawigować pomocą humanitarną. Film unika bowiem konfrontacyjnych tonów. Nie jest to zresztą jedyny hołd złożony Hind Rajab; zdążyły powstać o niej dwie krótkometrażówki, hiphopowa piosenka i fundacja jej imienia.
Gdy tunezyjska reżyserka po raz pierwszy usłyszała nagranie dziewczynki w mediach społecznościowych, rzuciła ponoć wszystko, by nakręcić swój film, a współprodukcji podjęły się takie nazwiska, jak Brad Pitt, Joaquin Phoenix, Rooney Mara czy Jonathan Glazer, twórca „Strefy interesów”. Jednak jury festiwalu w Wenecji wolało nagrodzić Złotym Lwem nowy tytuł Jima Jarmuscha, przyznając Ben Hanii drugą nagrodę, w czym dopatrywano się decyzji politycznej. Niezależnie od tego, to właśnie „Głos Hind Rajab” jest filmem, który zapisze się w historii kina – jako próba znalezienia kameralnego języka dla opisu gigantycznej tragedii. Dziejącej się na oczach całego świata i zarazem filtrowanej przez stronnicze przekazy medialne.
Jedna z bardziej znamiennych scen w tym filmie ma miejsce wtedy, gdy zdesperowana wolontariuszka Rana, chcąc wytłumaczyć zamkniętemu w aucie dziecku, dlaczego pomoc ciągle nie nadchodzi, używa porównania nawiązującego do dwóch skłóconych rodzin. Paradoksalnie właśnie to naiwne zawężenie perspektywy nadaje „Głosowi Hind Rajab” głębszy wymiar. I, co charakterystyczne, ten operujący strachem i podszyty słusznym gniewem film nie wytraca swojej temperatury na emocje czysto negatywne.
Aczkolwiek emocjonalna intensywność bywa chwilami tak dotkliwa, że pewnie znajdą się tacy, którzy dopatrzą się tu manipulacji bądź filmowej eksploatacji czy nawet propalestyńskiej propagandy. Ale w czasach, kiedy łatwo jest zinstrumentalizować czy zakłamać każdy fakt, szczególnie na ekranach, Ben Hania raczej prowokuje swojego widza. I rezygnując z szokowania palestyńską hekatombą, po prostu… „ratuje” jedno życie.
Nakręcony za przyzwoleniem matki Hind, skonsultowany z aktywistami Czerwonego Półksiężyca, film nie pozwala umościć się wygodnie w sensacyjnej, konwencjonalnie opowiedzianej historii. Używa do tego także innych oryginalnych głosów i oszczędnych archiwaliów. Tym samym Ben Hania odbiera „Głosowi” gładki, hollywoodzki sznyt, i mimo pytań natury etycznej (czy godzi się wykorzystywać nagranie zabitej dziewczynki?) daje wyjątkowe świadectwo zdarzeniu, które równie dobrze mogło utonąć pośród statystyk, obrazów, newsów. Pozwala filmowi być czymś więcej niż jedynie kolejnym głosem w sprawie.
GŁOS HIND RAJAB (The Voice of Hind Rajab) – reż. Kaouther Ben Hania. Prod. Tunezja/Francja 2025. Dystryb. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty. W kinach od 29 stycznia.
Kaouther Ben Hania, tunezyjska reżyserka i scenarzystka, w kinie fabularnym zadebiutowała filmem „Piękna i bestie” (2017). Za kolejny tytuł, „Człowiek, który sprzedał swoją skórę” (2020), otrzymała nominację do Oscara. Podobnie było z inscenizowanym dokumentem „Cztery córki” (2023), a teraz z „Głosem Hind Rajab”, uhonorowanym wcześniej weneckim Srebrnym Lwem.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















