Na początku jest kawał gipsu. Bryła spoczywa na palecie jak wielkie, nieforemne serce. Waży tonę z okładem, a w środku, o czym postronni nie muszą wiedzieć, „śpi” zwierzę ze świata sprzed dinozaurów: mastodonzaur, monumentalny płaz z triasu, który był postrachem bagien 240 mln lat temu. Znów zobaczy światło dzienne. Dzięki ochotnikom.
– Zagipsowaliśmy go jak nogę po złamaniu. Kukła waży jakieś 1,3 tony – mówi paleontolog prof. Tomasz Sulej. – Teraz jednak trzeba skamieniałość wydobyć ze skały, w którą wrosła. I tu na drodze stanęła proza życia. W instytutowej pracowni brakło windy, która uniosłaby kolosa, a Kopernik ma przestrzeń i zaplecze. Dlatego tu zaczynamy preparację – mówi badacz.
Centrum Nauki Kopernik ma coś jeszcze: entuzjastycznych ochotników. W preparacji prehistorycznego płaza wezmą udział wolontariusze. Ktoś dostanie do ręki wibrującą igłę – „pióro grawerskie” – i przez godzinę odsunie tyle skały, ile mierzy znaczek pocztowy. Ktoś inny nauczy się utrwalania kości albo dokumentacji. Ktoś wróci po tygodniu. Albo przekona się, że nauka jednak nie jest „magiczna”, tylko fizyczna: pachnie pyłem, piecze w palce, wymaga cierpliwości. I że można w niej uczestniczyć naprawdę.

Ta scena dobrze streszcza ambicję projektu „Nauka ma Głos”. Nowego, trzyletniego przedsięwzięcia Centrum Nauki Kopernik oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w którym chodzi o coś więcej niż o „zarażanie pasją”. Chodzi o zaufanie. O to, by nauka przestała być „czarną skrzynką” produkującą komunikaty, a stała się wspólną praktyką.
Stereotyp w białym kitlu
– Zaskoczyło mnie, jak mocno młodzież utożsamia naukę z przedmiotami: rowerem, aplikacjami, szczepionkami. A jednocześnie, jak bardzo wierzy, że powstaje ona w jakimś magicznym laboratorium – mówi dr Marta Sałkowska, autorka raportu „Młodzi o nauce i naukowcach”. Badacze pytali nastolatków, gdzie natykają się na naukę, czego potrzebują, by się w nią włączyć, a także kogo tak naprawdę uznają za naukowca.
Z odpowiedzi wyłonił się obraz powszechnego kontaktu z technologią oraz… pustki. Młodzi deklarują ciekawość, ale nie widzą ścieżki: co właściwie robi naukowiec, jak wygląda jego dzień, kiedy popełnia błędy, kto mu pomaga, a kto stawia pytania?
W odpowiedziach pojawiał się też stereotyp. Wciąż ten sam.
– Starszy łysiejący pan w okularach i białym kitlu. Trochę szalony, czasem w spektrum – streszcza Sałkowska. Trop łatwo odnaleźć w kulturze popularnej: szalony profesor z „Powrotu do przyszłości”, kreskówkowe laboratoria, serialowi geniusze „spoza układu”. Obok Marii Skłodowskiej-Curie i Alberta Einsteina padało nazwisko Elona Muska – przedsiębiorcy, nie badacza. – To mówi sporo o tym, jakimi kanałami docierają dziś do młodych treści o nauce – zauważa badaczka. – To nie podręczniki, raczej memy i media społecznościowe.
Czy młodzi ludzie widzą siebie w „białym kitlu” naukowca? – Uważają, że to ścieżka trudna i wymagająca predyspozycji. Najważniejsze jednak jest to, że uczniowie szkół średnich nie wiedzą, na czym polega praca naukowca – opowiada Sałkowska.
Szkoła bez błędu
Gdzie zatem spotykają naukę? W odpowiedziach młodych przewijają się muzea, ogrody zoologiczne, targi kultury, wycieczki. Znacznie rzadziej szkoła. – Bo w szkole prawie wszystko jest na ocenę – wyjaśnia Sałkowska. – A nauka potrzebuje miejsca na błąd. Próbujesz, mylisz się, sprawdzasz raz jeszcze. Zmieniasz hipotezę. Porzucasz złudzenia. Budujesz od nowa.
Z jej raportu pochodzi anegdota, która mogłaby być scenariuszem krótkiego filmu edukacyjnego: Dziewczyna powiedziała, że jej koleżanka usłyszała, iż w parówkach są robaki. Nauczycielka poszła za tym: przynosimy parówki, rozkrajamy, oglądamy pod mikroskopem. Tu nie ma „wielkiej narracji o nauce”. Jest prosty mechanizm: pytanie – test – wniosek. Bez pogardy dla ciekawości, bez zawstydzania. Z szacunkiem do dziecięcej hipotezy.
Prof. Tomasz Sulej dorzuca inne problemy: – Dziś młodzi są bardzo kontrolowani. Jeżeli nie pozwalamy piętnastolatce pojechać pociągiem do innego miasta, to jak ma doświadczać świata? Jak ma się uczyć eksperymentu? – pyta. I dopowiada historię o spotkaniu, które mogło go uformować: w podstawówce jego klasę odwiedził polarnik. Po latach rozpoznał go w Muzeum Badań Polarnych i podszedł podziękować. – Jedno spotkanie potrafi wiele zmienić – mówi.
Dzieci na wykopaliskach
Dziś, by wciągnąć młodych do nauki, Sulej prowadzi Klub Młodego Paleontologa. Dzięki niemu nie tylko młodzież i dzieci, ale całe rodziny wyruszają na poszukiwanie skamieniałości czy wykopaliska. – Pamiętam dziewięciolatka, który rozpołowił skałę i zobaczył cały szkielet ryby sprzed 30 milionów lat – wspomina. – Bywa też tydzień kopania „na pusto”, bez satysfakcji „trofeum”. I to też jest lekcja: porażki.
– Zaufanie powstaje, gdy czegoś doświadczymy – mówi Sałkowska. – Jeżeli nie mamy osobistego kontaktu ani z naukowcami, ani z efektami ich pracy, trudniej im zaufać. Tak jak ze stereotypami: biorą się z braku wiedzy i doświadczenia.
Są trzy filary budowania relacji zaufania: spotkania (proste, bliskie, bez żargonu), nauka obywatelska (udział w realnych badaniach) i badania nad komunikacją nauki (co naprawdę działa). Zespół Kopernika testuje formaty: rozmawia, obserwuje, ankietuje, bada efekty. Wyniki publikuje i zamienia w rekomendacje. To ważne: przełączenie z narracji PR-owej na badawczą. Z „fajnie było!” na „fajnie było, bo…”.
Jest w tym lekcja pokory. – Zamiast próbować naprawiać odbiorców, spróbujmy najpierw zmienić nadawców – tłumaczy badaczka. – Wyjdźmy z dualizmu „my–oni”. Zaprośmy młodych do współtworzenia. Kiedy mają wpływ, bardziej to cenią.
Media bez nauki
– Miałem olśnienie – opowiada Sulej. – Siedziałem w galerii handlowej, patrzyłem w telewizor. Sport, skandale, zero nauki. Pomyślałem: to także nasza, naukowców, wina. Za rzadko wychodzimy do ludzi. – Zorganizował konferencję prasową. Dziennikarze przyszli, bo prowadziła ją Martyna Wojciechowska. „To też lekcja: ważne, kto zaprasza i jak opowiada”.
Sałkowska dodaje perspektywę młodych: – Chcą być tam, gdzie są ludzie tacy jak oni. Jeśli rówieśnik poleca wydarzenie, wiarygodność tego wydarzenia rośnie.
Dlatego w projekcie jest tyle pracy nad językiem (prosto, ale nie prostacko) i nad formatem (blisko, ale z sensem). I dlatego Kopernik od lat wychodzi poza własne mury: jeździ Naukobusem i Planetobusem, buduje sieć SOWA, rozwija Pracownię Przewrotu Kopernikańskiego, czyli zaplecze badawczo-rozwojowe, w którym edukacyjne formaty się projektuje, testuje i poprawia.

A teraz po sąsiedzku wydobywa się także ogromną skamieniałość. „Drgająca końcówka kruszy skałę. Pomału, punktowo. Centymetr po centymetrze wychodzi kość: krawędź, wyrostek, porowata struktura” – mówi Sulej. Brzmi jak zajęcie dla jubilerów, a w istocie jest ćwiczeniem uważności. – To wciąga. Po ośmiu godzinach widzisz, że zrobiłeś dziesięć centymetrów kwadratowych i jesteś szczęśliwy.
Młodzi ludzie wbrew pozorom potrafią poświęcić czas i dużo uważności w takie projekty – dodaje Sałkowska. Dowodzą tego także podczas zajęć, które realizujemy w Laboratorium Edukacji o Planecie pt. „Genetyczne Grzybobranie we współpracy z naukowcami z UW. Młodzi ludzie pomagają w analizie DNA, tworząc w ten sposób mapę bioróżnorodności grzybów.
– To niesamowite uczucie – mówi Sulej. – Jak wehikuł czasu: nagle widzisz coś, czego nikt nie oglądał od setek milionów lat.
A na koniec pojawia się sens: wyniki trafią do dalszych badań, stając się elementem większej układanki.
Po co to wszystko?
– W nauce chodzi o prawdę – podkreśla paleontolog. – Potrzebujemy jej, żeby lepiej żyć. Nie tylko tej o parówkach czy prastarych płazach, ale i tej o sensie naszego bycia na Ziemi.
A zaufanie? Nie przychodzi od razu. Buduje się powoli. To jak odkrywanie kości spod kamienia. Nauka powinna mieć głos. Ale najpierw musi mieć słuchaczy. A najlepiej – współwykonawców.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















