Giovanni Mirabassi & Andrzej Jagodziński Trio

“Ta płyta jest nudna" - powiedział mój znajomy. Odpowiedziałem, że jeszcze nie słuchałem. Wróciłem do domu i... poczekałem kilka dni.
Czyta się kilka minut

Była noc, parna i duszna, gdy zaczęło grać. Giovanni Mirabassi - czyli Włoch w Paryżu na fortepianie oraz Andrzej Jagodziński Trio - czyli polscy jazzmani wszędzie i w każdym palcu. Lider tym razem na akordeonie, Adam Cegielski z nieodłącznym kontrabasem, jak zwykle na perkusji Czesław “Mały" Bartkowski. “Panta rei" Mirabassiego (nr 1) spokojnie, z miłym pulsem, delikatnie. Jakby panowie czuli, że jest gorąco, a zbyt silne podgrzanie atmosfery mogłoby grozić zawałem. Nie daj Boże.

Atmosfera zaczęła się tworzyć szczególnie od “El peublo unido jama sera vencido", zwłaszcza gdy temat rozwijał “Jagódkowy" akordeon. Zaraz potem zabrzmiało “La petite valse brillante" Jagodzińskiego i wydawało się, że zwłaszcza trio kontynuuje osiągnięcia z płyt Chopinowskich, osiągając podobny stopień intensywności. Przy “Frankfurt Serenade" Mirabassiego czułem spory niedosyt, bo muzyka nie rozwinęła się w taki sposób, w jaki się pojawiła, bo puls tanga uciekł gdzieś niepostrzeżenie bocznymi drzwiami. Ale wynagrodził to po chwili dynamiczny duet fortepianu i akordeonu w “You Don’t Know What Love Is": solo Mirabassiego - lekkie i przejrzyste, i dopowiedź Jagodzińskiego - zmysłowa i intensywna. Nie mówiąc już o cudownym graniu akordeonu w “Behind The White Door".

Przyszedł kolejny wieczór i noc, zdecydowanie chłodniejsze. Znów zaczęło grać. I może poczułem, na czym polega siła tej płyty; odnalazłem sposób jej zjawiania się. To dobra muzyka na późną jesień i zimę, kiedy wieczory stają się dłuższe, mniej przyjemne, kiedy szukamy ciepła w jego różnych przejawach. Bo ta muzyka jest ciepła i przyjemna. I w zasadzie prosta, choć ani ja, ani wielu do mnie podobnych i innych jeszcze tak prosto w życiu byśmy nie zagrali, mimo żeśmy prości ludzie. Jest więc przede wszystkim melodią, która ma swój wyraźny klimat i przestrzeń, która podpowiada harmonię i rozwój w improwizacjach. Jest w niej też coś z włoskiego południa - jakby słońce i wino, ale i z naszego środka - jakby szeroki (romantyzujący?...) gest, czyli dusza.

Płynie sobie spokojnie, trwa gdzieś w oddali, nie przeszkadzając, nie angażując. Może być dobra jako tło rozmów lub książki. Ale nigdy w dzień, zawsze w nocy. I na pewno chłodne. I jeszcze ten piękny akordeon Andrzeja Jagodzińskiego, ale ja zawsze miałem słabość do tego instrumentu, więc... Już wiem, co powiem znajomemu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 32/2003