Gaz i konserwy

Ostatnie tygodnie przyniosły dwa istotne komentarze do kwestii wydobycia gazu łupkowego w Polsce. Nie wiadomo jeszcze, jak wielkie są złoża tego skarbu, na razie szacowane na ok. 1,5 bln m sześciennych.
Czyta się kilka minut

Nie wiadomo, czy Polska stanie się w kolejnych dekadach drugim Katarem, czy też nadal będzie z lękiem spoglądać na rosyjskie kurki. Wiadomo jednak na pewno, że do perspektywy potężnych złóż gazowych część polskiej klasy politycznej nie dorosła.

Najpierw nie popisał się Bronisław Komorowski, który plótł o zagrożeniach dla środowiska, jakie niesie ze sobą eksploatacja tego surowca. Gaz łupkowy pomylił mu się z węglem brunatnym, choć eksploatacja tego pierwszego nie wiąże się z żadnymi odkrywkami. Owszem, widok szybów wiertniczych do najładniejszych nie należy, ale to słaby argument w tak fundamentalnej batalii. Owszem, doświadczenia amerykańskie pokazują, że istnieje ryzyko zanieczyszczenia wody, były to jednak jak na razie zdarzenia nieliczne. Wymowne jest zresztą milczenie polskich ekologów w tej sprawie. Gdyby ryzyko było duże, niewątpliwie dowiedzielibyśmy się o tym najpierw od nich.

Szczyty niekompetencji osiągnął jednak Waldemar Pawlak, który w kwestiach energetycznych zdaje się zapominać o polskiej racji stanu. Trudno inaczej wytłumaczyć dezawuowanie rysującej się perspektywy przez zaniżanie cen sprowadzanego do nas gazu i zawyżanie kosztów eksploatacji gazu łupkowego, czego dopuścił się minister gospodarki w oficjalnych wypowiedziach. Zdrowy sceptycyzm to nic złego, ale jednoznaczne wskazywanie, że gaz z Rosji na pewno będzie bardziej opłacalnym dla Polski surowcem energetycznym niż gaz łupkowy, to zwykłe przekłamanie. Przekłamanie to oczywiście dziwi, jeśli brać pod uwagę tekę ministerialną Waldemara Pawlaka. Polski minister gospodarki powinien się cieszyć z nowych możliwości, mogą one bowiem otworzyć unikalną sytuację w negocjacjach z Gazpromem i osłabić jego hegemonię w Europie. Nowy kontrakt, regulujący warunki dostaw do 2037 roku, nie jest podpisany i może zdarzyć się tak, że kolejne miesiące zwłoki będą wzmacniały polską pozycję, zamiast ją osłabiać.

Wątpliwości Waldemara Pawlaka stają się jednak bardziej zrozumiałe, jeśli pamiętamy, jaką politykę zagraniczną na Wschodzie wymarzyło sobie PSL. Trawestując klasyka, można powiedzieć: "Konserwy albo śmierć". Dla ludowców priorytetem jest rosyjski rynek zbytu, ludowcy chcą, by polskie produkty płynęły szeroką rzeką na Wschód. Każde zadrażnienie na linii Warszawa-Moskwa może spowodować zamknięcie tego rynku, o czym polscy eksporterzy przekonali się boleśnie w 2005 r. Wojna mięsna trwała dwa lata i niewątpliwie to polski przemysł odczuł ją dotkliwiej. Nie sposób więc wykluczyć, że im bardziej będą rosły polskie szanse na wydobycie gazu łupkowego, tym mocniejsze środki nacisku będzie stosowała Rosja, włącznie z takimi, które uderzą w nasz przemysł spożywczy i przetwórczy.

Jak wybrnąć z tego impasu? Jeśli okaże się, że gaz nie jest mrzonką, lecz realnym bogactwem, to z pewnością w inny sposób, niż kornie przyjmując rosyjskie propozycje. Druga taka okazja na wzmocnienie geopolitycznej pozycji Polski w regionie może się nie powtórzyć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2010