Reklama

Futbol, jasna cholera

Futbol, jasna cholera

17.05.2020
Czyta się kilka minut
Istnieje w człowieku taka potrzeba, która każe tęsknić za sportem nawet w czasach wyjątkowych i strasznych.
Dezynfekcja piłki przed meczem Borussia-Schalke, Dortmund, 16 maja 2020 r. / Fot. MARTIN MEISSNER / AFP / EAST NEWS
W

Wysypiałem się lepiej niż kiedykolwiek. Przeczytałem dwa razy więcej książek niż przez ostatni rok. Dużo mniej obgryzałem paznokci. Przeprowadziłem kilka wywiadów, w których nie znalazła się ani jedna metafora futbolowa. Ugotowałem mnóstwo nowych potraw i gdybym miał w domu wagę, musiałbym pewnie napisać, że przytyłem. Owszem: zdarzyła mi się jedna czy dwie scysje nad lekcjami, ale nie mam złudzeń: z nastolatkami pod wspólnym dachem zdarzyłaby się tak czy inaczej, zwłaszcza że koniec roku za pasem. Przez cały ten czas, bite dwa miesiące, w zasadzie nie zaglądałem na klubową stronę internetową, a prawdziwy atak nostalgii przeżyłem tylko raz, kiedy gdzieś mignęła mi wypowiedź byłego trenera Tottenhamu Mauricio Pochettino, z której wynikało, że chciałby kiedyś wrócić do tego klubu i dokończyć to, co zostało tak brutalnie przerwane zwolnieniem go z pracy.

Wydawało się więc, że nie tęskniłem. Za czym zresztą miałbym tęsknić? Za następcą Pochettino, niejakim Jose Mourinho, który zwykł przyczynę wszystkich swoich niepowodzeń upatrywać w spisku ciemnych sił? Za piłkarzami, którzy pod jego wodzą nie byli w stanie na powrót rozwinąć skrzydeł? Za prezesem, który u szczytu pandemii wpadł na pomysł, żeby wysłać część klubowego personelu na bezpłatny urlop, a następnie pokryć jakiś procent strat związanych z zawieszeniem rozgrywek ligowych dzięki… pomocy publicznej? Za otrzymującymi wciąż oszałamiająco wysokie tygodniówki gwiazdami i gwiazdeczkami tego sportu, ani myślącymi zgadzać się na ich redukcję choć o kilkanaście procent? Za całym tym światem superklubów, supertransferów, superagentów, a zanim się obejrzymy: superligi, do której przepustką nie będą wyniki sportowe, tylko tak zwana siła marki?

Pojedyncze przykłady zawodników, których los nauczył, że życie nie musi się kręcić wokół piłki - Jakuba Błaszczykowskiego, wspierającego za pośrednictwem fundacji „Ludzki gest” fundusz walki z koronawirusem, Harry’ego Kane’a, wykupującego na koszulkach czwartoligowego Leyton Orient, do którego kiedyś był wypożyczony, reklamy z podziękowaniem służbom medycznym i fundacjom charytatywnym (upiekł w ten sposób dwie pieczenie przy jednym ogniu: udzielił realnego wsparcia prezentowanym na koszulkach instytucjom i pomógł klepiącemu biedę klubowi, którego sprzedaż koszulek wystrzeliła w górę jak szalona) - nie mogą zmienić tego obrazu. Świat futbolu jest światem chciwości, celu uświęcającego środki, a nieraz także jawnych przekrętów, rasizmu, homofobii, najprzeróżniejszych form agresji i wszystkich tych rzeczy, o których udawało mi się przez dwa miesiące nie myśleć.

A przecież to nie jest cała prawda. Kiedy w końcu, po opanowaniu pandemii przez jak zwykle przodujące na kontynencie Niemcy, po opracowaniu procedur mających zapewnić zawodnikom poczucie „biobezpieczeństwa”, i po tym, jak zmęczona nieustannymi pytaniami o powrót futbolu kanclerz Merkel niechętnie wyraziła zgodę, setki milionów mieszkańców globu legalnie i nielegalnie rzuciło się do oglądania meczu Borussii z Schalke, wielu z nich mogło dowiedzieć się o sobie czegoś ważnego.


Czytaj także: Michał Okoński: Kompletna i nie tak znowu krótka metafizyka piłki nożnej


Istnieje w człowieku taka potrzeba, która każe tęsknić za sportem nawet w czasach wyjątkowych i strasznych - i nieprzypadkowo przypominano w ostatnich tygodniach także mecze rozgrywane w różnych krajach Europy podczas II wojny światowej, nawet jeśli oznaczało to ryzyko represji okupanta czy zbombardowania wypełnionego po brzegi stadionu. Można tę potrzebę wyśmiewać, przypominając o hierarchii ważności spraw, w której na pierwszym miejscu powinny być kwestie związane z elementarnym bezpieczeństwem i podstawowymi potrzebami fizjologicznymi. Można też traktować ją instrumentalnie - robi to na kontynencie wielu polityków, podejmując rozmowy o wznowieniu rozgrywek ligowych nawet jeśli wciąż wydaje się to ryzykowne, z nadzieją, że dzięki temu podniesie się tak zwane morale narodu. Ale kompletnie jej nie zauważać, traktować lekceważąco albo wyśmiewać, byłoby błędem.

Nie chodzi o emocje związane z faktem, że jacyś „nasi” dokopują jakimś „onym”. Nie chodzi o chwile uniesienia po nieoczekiwanym zwrocie boiskowej sytuacji, fantastycznym golu, kapitalnej interwencji bramkarza. Nie chodzi o, pojawiający się, owszem, zachwyt związany z indywidualnym  czy zbiorowym popisem piłkarskiego kunsztu - pierwszy mecz po lockdownie Borussia wygrała w dobrym stylu, gol Halanda był efektem ładnej zespołowej akcji, Guerreiro i Hazard pięknie uderzali w dystansu, przy jednej z bramek przytomnie zachował się sędzia, nie przerywając kontry gospodarzy mimo faulu, ale po zawodnikach znać było, zwłaszcza w początkowej fazie spotkania, zaległości treningowe. Nie chodzi nawet o jeszcze jedno potwierdzenie, że w czasie pandemii, wojen, klęsk żywiołowych i wszystkich tych strasznych rzeczy, które spadały na ludzkość w ciągu ostatnich stu kilkudziesięciu lat, świat nie przestaje istnieć.


Czytaj także: Michał Okoński: Kto nie dotknął piłki ni razu


Chodzi o coś, czego wprawdzie na pustych trybunach Signal Iduna Park przeżyć nie można było (mecze Bundesligi, a w ślad za nią innych lig w Europie, długo jeszcze rozgrywane będą bez publiczności), ale czego tym intensywniej może udawało się doświadczyć w internecie. „Czytamy, by wiedzieć, że nie jesteśmy sami” - słowa C.S. Lewisa przypomniał w tym kontekście najznamienitszy dziś historyk futbolu Jonathan Wilson. Z dokładnie tych samych powodów kibicujemy. Nasze drużyny, bywa: grają okropnie, przegrywają, odpadają i spadają, zwalniają trenerów i sprzedają piłkarzy, my zaś trwamy w tej dziwnej wspólnocie, którą na zdrowy rozum z pewnością lepiej byłoby opuścić.

No dobra, przyznam się i do tego (choć podobno męskie wzruszenia nie zbierają w Polsce najwyższych ocen): kiedy podczas meczu Borussii z Schalke przeczytałem na Twitterze komentarz analityka piłkarskiej taktyki Michała Zachodnego, że „Nic nie mówi o wymienności pozycji w BVB więcej, niż mapa kontaktów z piłką nominalnego lewego wahadłowego. Tyle mądrych wyborów, kiedy Guerreiro ucieka ze swojej strefy i powoduje chaos w obronie Schalke”, miałem łzy w oczach. Pal licho wynik, pal licho fakt, że żadnej z biegających po pustym stadionie drużyn nie kibicowałem, pal licho dziwność sytuacji, w której słyszysz nie tylko każde uderzenie piłki, ale też każde przekleństwo, i w której po strzeleniu bramki zawodnicy muszą się cieszyć zgodnie z zasadami społecznego dystansu, a na ławce rezerwowych oklaskują ich koledzy w maseczkach: nagle poczułem nie tylko, że żyję, ale że jestem połączony z tyloma innymi mieszkańcami tego globu, nawet jeśli niektórzy z nich z perspektywy postronnego obserwatora posługują się jakimś dziwacznym („nominalny lewy wahadłowy”) żargonem.

Wiem, jak tak dalej pójdzie, to znów będę gorzej sypiał, stracę na wadze, o stanie moich paznokci nie chcę nawet myśleć, a perspektywa powrotu na boisko Tottenhamu pod wodzą Mourinho powinna mnie napawać metafizycznym przerażeniem. Z drugiej strony jednak przeżyłem właśnie coś niezwykłego: w sobotnie popołudnie szesnastego maja, nikomu nie zagrażając i nie łamiąc żadnych przepisów, znalazłem się na powrót w wielotysięcznym gronie bliskich mi ludzi, nawet jeśli tak naprawdę jak oni wszyscy patrzyłem jedynie na białą okrągłą kulę chaotycznie przemieszczającą się po naszych ekranach między grupą mężczyzn, z których część ubrana była w żółte, a część w niebieskie koszulki.

Podyskutuj z autorem na blogu "Futbol jest okrutny"

 

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]