Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Kto nie dotknął piłki ni razu

Mundial i futbol to nie są tylko fenomeny sportowe, polityczne, ekonomiczne i społeczne. To są, proszę państwa, fenomeny kulturalne.

Reklama

Kto nie dotknął piłki ni razu

Kto nie dotknął piłki ni razu

02.07.2018
Czyta się kilka minut
Mundial i futbol to nie są tylko fenomeny sportowe, polityczne, ekonomiczne i społeczne. To są, proszę państwa, fenomeny kulturalne.
Mecz LKS Łyskornia – LZS Hetman Żdżary (3:0), Łyskornia, sierpień 2016 r. PRZEMEK NICIEJEWSKI
N

Nie będę ukrywał: mnie to wkurza. Wkurza mnie ta mina polskiego inteligenta, intelektualisty, artysty albo i aktora, że futbol jest niedobry i be, piłkarze to gromada przepłacanych fircyków (kiedyś: gromada przepłacanych osiłków, coś się jednak zmieniło…), polscy kibice zaś, jak zechciała się wyrazić Krystyna Janda, „przy byle sukcesie dostają po prostu jakiegoś zupełnie irracjonalnego obłędu i manii wielkości”. Nie żebym sam się za intelektualistę uważał, ale z drugiej strony: od ponad ćwierć wieku pracuję w piśmie, któremu faktycznie zdarza się inteligentów i intelektualistów drukować, artyści i aktorzy czasem się tu też pojawiają. Co pewnie ważniejsze: zdarza mi się czytać teksty i książki o piłce, niepisane bynajmniej przez opitych piwem troglodytów; teksty i książki, w których o futbolu mówi się tym samym językiem, jakim analizuje się obrazy, filmy czy sztuki teatralne.

...

19947

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dobrze, ze jest Pan, panie redaktorze ;)

Wydaje się, że Autor i "przysłowiowi intelektualiści" mówią o dwóch różnych rzeczach - Autor o Piłce Nożnej (przez duże "P"), a intelektualiści o części (większości?) uczestników/kibiców, którzy opiwszy się piwa niewiele mają wspólnego z tym dużym "P". Piłkarze - cóż rzeczywiście mając w większości dwie klasy podstawówki (wystarczy posłuchać ich pomeczowych wypowiedzi), utraciwszy sport i sławę nie mają już nic. Według mnie piłka nożna nie jest wyjątkowa. Owszem, porwała tłumy (choć wcale nie wszędzie), ale każdy sport umie poruszać czułe struny w duszy, daje uniwersalne mądrości… Ale to do piłki „przylepiło się” najwięcej ze wszystkich sportów komercji i pustego blichtru…

To może była prawda w czasach Lubańskiego i Deyny, ale przecież nie dzisiaj, czego Majdan i Lewandowski są tylko najbliższymi i najnowszymi przykładami. "Według mnie piłka nożna nie jest wyjątkowa. Owszem, porwała tłumy (choć wcale nie wszędzie), ale każdy sport umie poruszać czułe struny w duszy". Pięciobój nowoczesny też? Pewnie w czyjejś duszy porusza, ale nawet Pyciak-Peciak nie był w stanie sprawić, żeby poruszał w duszach milionów, o duszy zbiorowej już nie mówiąc. Sądzę też, że pod względem blichtru i komercji takie dyscypliny, jak koszykówka (w USA), boks i tenis z powodzeniem dotrzymują pola piłce nożnej.

Nikomu źle nie życzę - także piłkarzom. Czy rzeczywiście Majdan i Lewandowski są takimi "ikonami" - niech każdy sam oceni. Popularność piłki może świadczyć o jej wyjątkowości, ale może też być dowodem zwykłego "owczego pędu" (tak jak "Leć, Adaś, leć!"). Wszystko można wypromować i uczynić "mega zjawiskowym". Porywa miliony - i bardzo dobrze. Na końcu i tak liczy się indywidualny wysiłek każdego sportowca.

Piłka nożna jest wyjątkowa (tak jak i jeszcze kilka innych gier zespołowych) bo to substytut wojny. Ludzie z jednej strony boją się wojny, ale z drugiej strony to coś co ich fascynuje. Inteligentów też, tyle że inteligent z założenia jest skuteczniejszym kłamcą od "szaraczka" i lepiej ukrywa swoje mroczne fascynacje :)))

Sorry, ale emocjonowanie się pilka nozną nie należy do "kultury wysokiej". To treść zycia Ciemnego Ludu i inteligencka fanaberia porównywalna z piciem wódki w musztardówkach i innymi przejawami "bratania się z parobkiem". Powoływanie się na dystyngowanych Anglikow, którzy wymyślili te rozrywkę, jest o tyle nietrafione, ze owi gentlemani z podobnych motywacji kibicowali walkom bokserskim, a także uwielbiali egzekucje publiczne, podczas których korzystali z usług wiadomych pań obserwując jednocześnie fascynujące widowisko przez okno wynajetego specjalnie w tym celu za ciężka kase pokoju. Masowość dzisiejsza tych emocji świadczy nie najlepiej o poziomie wrazliwosci społecznej, ale przede wszystkim wyrabia fatalne odruchy w kolejnych pokoleniach "kibiców". Ta gałąź sportu już dawno straciła niewinność stajac się narzędziem gangsterskich i mafijnych przedsięwzięć

Ku własnemu ubolewaniu jeszcze nigdy nie byłem w Anglii, ale dosyć często ich spotykałem, czy to w Europie czy w Polsce, ale jakoś nie zauważyłem by byli "gentleman-ami" (nawet, a może nawet tym bardziej, ci bogatsi), coś takiego jeszcze istnieje? z drugiej strony nie piłem wódki w musztardówce, co najwyżej wino z gwinta ;p ps. choć fakt, dziwi mnie obwieszanie aut szalikami czy flagami w trakcie meczy, i darcie się na całe osiedle jak ktoś strzeli bramkę, ale ponieważ ja mam też różne swoje "chore" fascynacje, to staram się być tolerancyjny do cudzych.

Football wymyślili nie ci Anglicy, których spotykałeś, ale ci sprzed przeszło 100 lat, których nazywano gentlemanami. Dzis o gentlemana trudno nawet w rodzinie królewskiej.:))))) Natomiast czuje się w obowiązku wyjaśnić dużo młodszemu koledze, jaki był inteligencki genre lat 60-ych. Reprezentował go np. Janusz Głowacki i wielu innych, z moich znajomych - Adam Michnik i Jacek Kuroń. Pozowało się na "proletariusza", piło wódkę w musztardówkach i kleło jak szewc. Przepraszam - proletariusz:))) A miało się do powiedzenia dużo więcej, mądrzej i lepsza polszczyzną niż dzisiejsze "białe kołnierzyki" po trzeciorzędnych studiach prywatnych

a inteligenci schodzo do piwnicy, pijo kawe i szydzo" - pomstował tow. Wiesław. Podzielam Pani sentyment do tamtej atmosfery, chociaż na "moim" Nowym Świecie Pani znajomych już raczej się nie spotykało. Mimo wszystko żal, że polska inteligencja musiała wytracać duchową energię na psychoterapeutyczne szydzenie zamiast tworzyć wartości, które przydałyby się nam teraz. Bo, umówmy się, to nie Ciemny Lud (by użyć Pani ulubionej obelgi) odpowiada za relatywną polską bidę na tle światowej nauki, szkolnictwa wyższego, kina, sztuki, literatury itp. Pod względem "soft power" ustępujemy dziś, śmiem twierdzić, nawet Rosji, gdzie znacznie większy zamordyzm wymusił przynajmniej na tych, którzy równie nieskłonni byli do podłości i cynizmu, jak do ryzykownego oporu, skupienie się na pracy na swoim "szczeblu kompetencji" zawodowej. Z Zachodem, rzecz jasna, nie ma co się porównywać. To się na szczęście - tu pewnie bardzo się w ocenach różnimy - zmienia z czasem (historycznym), jakkolwiek każda transformacja mentalności ma swoje przykre efekty uboczne. Przy okazji zauważę, że chociaż w wielu komentarzach wyraża Pani szczerą pogardę dla chamów z urodzenia, to jest nie dziedziczących etosu szlachecko-inteligenckiego po co najmniej trzech pokoleniach przodków, to jednak robi Pani wyjątek choćby dla Jacka Kuronia - człowieka, u którego ani proletariackość, ani namiętność do łojenia wódy z musztardówek nie była pozą. A i przodków Adama Michnika próżno szukać w Almanachu Gotajskim i Herbarzu Niesieckiego. Co pozwala mieć nadzieję, że ten cały radykalizm jest cechą persony (etymologicznie: aktorskiej maski) Kalina16, a nie kryjącej się za nią realnej osoby. Ja też przecież w życiu nie jestem "alfathem" ;)

Nastąpiło chyba miedzy nami pewne niezrozumienie, co zapewne jest moja wina. Zbytnio akcentowałam moją rzeczywista pogardę nie tyle do tych, co "nie wiedzą", ile do tych, co "nie chcą się dowiedzieć". Odsunęło to na drugi plan mój rzeczywisty problem: kryzys etosu inteligenckiego. Ten etos niegdyś był przejmowany obowiązkowo przez jednostki z tzw. Ludu, które wybiły się na wykształcenie i karierę "inteligenta". Po prostu nie było innej drogi, gdyby tego ci ludzie nie zrobili, zostaliby wypluci przez środowisko i czekałby ich los "Chama" z powieści Kruczkowskiego "Kordian i Cham". Dziś obserwujemy proces odwrotny. Hierarchia wartości jest wręcz odwrócona do góry nogami. Przed chwilą słyszałam w radio piosenkę ze słowami: "ja nie chce wolności, ja chce milosci...", w innej piosence chyba ten sam wykonawca gromi sytuacje, w której "ryk gardeł wylewa się na pusty plac", on natomiast "nie chce iść pod wiatr, gdy wieje w dobra stronę". Mysle, ze mamy do czynienia z podstepnie saczona do uszu młodego pokolenia Ciemnego Ludu akcją rozbrajania ideowego i usuwania resztek ludzkiej godności, o którą dbał niegdysiejszy etos inteligencki. To już cos więcej niż koszmar disco-polo i Zenka Martyniuka. Pamietam hasła "małej stabilizacji" gierkowskiej, jak i nasze obrzydzenie z ich powodu, jednak to był naprawdę mały pikus w porównaniu z dzisiejsza bezczelna promocją prymitywizmu upodobań i życiowych aspiracji. Jestem tez przekonana, ze ta promocja wymóżdżonego buractwa wysiadującego z piwem przed telewizorem obok "Grazyn" z nadwagą i śledzącego w napięciu pilke kopana, jest zjawiskiem o wiele groźniejszym nawet niż ustawa o Sadzie Najwyzszym. Mój radykalizm zas jest oczywiście wyłącznie werbalny, choć uzewnętrzniany w książkach i artykułach publikowanych pod imieniem i nazwiskiem. Nie ukrywam jednak, ze w snach widzę siebie zakuwajacą w dyby i batożącą co poniektórych:)))) Chocby dlatego, ze położyli i kłada dalej polska nauke i kulturę, co Pan właśnie przenikliwie zauważył, wyganiając praktycznie całe pokolenie zdolnej polskiej młodzieży za granicę. Jedni swoja wiedza i zdolnościami służą dziś obcym krajom, inni walczą o utrzymanie się na powierzchni trwoniąc swój intelektualny kapitał. Co do Naszego Ciemnego Ludu polecam tekst Jana Hartmana w "Polityce", o ile jeszcze Pan go nie czytał: https://www.polityka.pl/forum/1319878,ja-prostak.thread. Zgadzam się całkowicie z autorem, czemu dałam wyraz w dyskusji pod nickiem "Laclos"

Z piłką jest tak jak z miłością - dlaczego kochamy tego (tą) a nie innego (inną) ? To pytanie do poetów i neuropsychologów. Niektórzy widzą piękno i mogą wydobyć więcej niż inni patrząc na to samo widowisko. To tak jak z obrazem, pejzażem, fotografią, muzyką. Z piłką jak z - przepraszam - Kościołem i wiarą - czasami irytują mnie moi współwyznawcy, czasami wolę przeżywać ją w samotności, a czasem poczuć wspólnotę ryku tysięcy gardeł. Futbol można oskarżać, można wielbić. A w sprawie puszczania oka przez intelektualistów - trzeba przekroczyć poziom pewności swojej wartości, a to cecha ludzi dużego formatu.

Myślę, ze i miłość do tego/tej, jak i miłość do rozmaitych gałęzi sportu da się wytłumaczyć. I te rozmaite emocje przybierają rozmaite formy i stopień natężenia. I tak wybitnie nieestetyczny jest w moim przekonaniu widok wykształconej, madrej, pięknej i eleganckiej kobiety mającej przed sobą przyszłość, a pozwalającej się bić i poniewierać chamowi, pijakowi i łobuzowi z powodu "miłości", jak i widok ludzi inteligentnych i kulturalnych, pracujących na co dzień głową, którzy pozwalają się wprawić w stan kompletnego ogłupienia przez 22 facetow kopiących pilke. "Budujace" sa zwłaszcza okrzyki zagrzewające zawodników: "dowal mu, dowal", "kopa mu w gicze" i inne symptomy kompletnego zdziczenia. Donoszę, ze w młodości uprawiałam sport i byłam zawodniczką. Trenowałam gimnastykę sportową, miałam nawet I klase sportowa i z przyjemnoscia oglądałam transmisje zawodów w gimnastyce. Podziwiało się tam kunszt opanowania swego ciała, a nie brutalność przy odbieraniu piłki przeciwnikowi.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]