Produkują sery i wino. Dzielą się pieniędzmi, nie mają nic na własność. Wychowują 300 dzieci, w większości adoptowanych. W zeszły czwartek mieszkańców Nomadelfii, małej wioski w Toskanii, odwiedził papież Franciszek.
Ich historia zaczęła się w 1931 r., kiedy młody ksiądz Zeno Saltini przygarnął pierwszego bezdomnego chłopca. Po kilku latach prowadzenia sierocińca wiedział już, że dzieciom trzeba dać więcej. Zebrał ludzi zdecydowanych na adopcję i gotowych żyć razem, jak pierwsi chrześcijanie. Zamieszkali na terenie byłego obozu koncentracyjnego w Fossoli i nazwali się Nomadelfia (gr. „prawem braterstwo”). Oskarżano ich o propagowanie komunizmu. W 1952 r. Watykan rozwiązał wspólnotę, a ponad 800 dzieci trafiło do sierocińców. Ks. Zeno poprosił o przeniesienie do stanu świeckiego. Przez kolejne dziesięć lat odszukiwał swych podopiecznych i budował dla nich domy w pobliżu Grosseto, na ziemi otrzymanej od dobrodziejów. W 1962 r. wrócił do kapłaństwa, a papież Jan XXIII mianował go proboszczem nowo utworzonej parafii Nomadelfia.
Dziś wspólnota liczy 60 rodzin. Przez 70 lat stała się domem dla blisko 5 tys. dzieci. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















