Jak opowiadać o przeszłości w atrakcyjny, ale jednocześnie niebanalny sposób? Podczas spotkania „Uczta mediewistów” Anna Brzezińska, Łukasz Kozak i Alicja Urbanik-Kopeć dyskutowali o różnych językach, dzięki którym historia może stać się czymś autentycznie żywym, pozwalającym zrozumieć nasze współczesne doświadczenia.
„W Polsce wciąż dominuje konserwatywne podejście. W szkołach uczymy suchych dat i imion władców, a pomijamy to, co najistotniejsze, czyli procesy, które doprowadziły nas tu, gdzie jesteśmy”, mówiła Brzezińska. Z kolei Kozak podkreślił, że o przeszłości myślimy w zbyt uproszczony sposób – minione epoki wydają nam się spójne i łatwe do zrozumienia, a to błędne i bardzo ograniczające założenie. Goście byli też zgodni, że to niewielkie dzieła kultury – gazety, piosenki, prywatne zapiski – mówią nam często więcej o przeszłości, niż te artefakty uważane za kanoniczne.
„Nagroda Goncourtów – polski wybór”, przyznawana już od 27 lat, towarzyszy Festiwalowi niemalże od początku. Jej jury składa się ze studentów i studentek filologii romańskich reprezentujących dziewięć polskich uniwersytetów. Cédric Peltier, konsul generalny Francji w Krakowie , który otworzył spotkanie, podkreślał, że to wyróżnienie stało się prze te lata ważnym elementem francuskiego życia literackiego.
W pierwszej kolejności wystąpił laureat poprzedniej edycji, Antoine Sénanque – za książkę „Krzyże z popiołu”.
Powieść ta dzieje się w XIV-wiecznej Francji, właśnie podnoszącej się po kolejnej epidemii dżumy. Autor opowiadał o metafizyce i duchowości – kluczowych tematach książki. „Ustami mistrza Eckharta, wciąż uważanego za heretyka w oficjalnym dyskursie Kościoła katolickiego, pytam, czy w duchowej pustce, jaka powstała po przejściu zarazy, możliwa jest jeszcze obecność Boga”, mówił Sénanque.

Gościem drugiej części spotkania był Jean-Baptiste Andrea, laureat tegorocznej edycji Nagrody za książkę „Veiller sur elle” (Czuwając nad nią). Rozmowa obracała się wokół związków polityki i sztuki. „Przez wieki artyści byli zazwyczaj zależni od władzy, sztuka apolityczna to stosunkowo nowy wynalazek”, mówił Andrea.
Autor dużo opowiadał także o artystach w XX wieku, którzy, czy tego chcieli, czy nie, musieli układać się z brutalnymi reżimami – czego efektem często były dzieła genialne (przykład Szostakiewicza). W dalszej części rozmowy pojawił się temat współczesnej sytuacji politycznej we Francji. Andrea stwierdził, że jest coraz bardziej zaniepokojony pogłębiającym się radykalizmem – nie tylko prawicowym, ale również lewicowym. „Nie wolno rezygnować z krytycznej analizy. Jestem ekstremistą rozwagi i wyważenia”, dodał.
Karl Ove Knausgård w swoim pisaniu przeszedł długą drogę. Międzynarodową sławę przyniósł mu autobiograficzny cykl „Moja walka”. Od jakiegoś czasu jednak wrócił do pisania powieści. „Chciałem odejść od siebie, odpocząć. Gdy skończyłem pisać o sobie, poczułem się znowu wolny”, mówił. Po części dlatego, jak tłumaczył dalej, że fikcja daje możliwość spojrzenia na świat z różnych perspektyw – autofikcja utrudnia tego typu dystans.

Swój proces pisarski określił jako zestawianie ze sobą szczegółowych wspomnień – ale jednocześnie zastrzegając, że nasze wspomnienia nigdy nie są do końca nasze. Składają się na nią także książki, które w życiu przeczytaliśmy. Innymi słowy – nasza pamięć jest intertekstualna.
W powieści „Wilki z lasu wieczności” jest scena, w której bohater powoli i bardzo szczegółowo przez kilka stron tłumaczy, jak należy jeść jajko. Ten fragment, który był inspiracją do tytułu spotkania („Jak zjeść jajko?”), to doskonały przykład stylu Knausgårda, który wymusza na czytelniku zmianę perspektywy patrzenia na świat. „Opowiadane historie zawsze należą do przeszłości. Nasze życie rozgrywa się w momencie, gdy jeszcze nie ma opowieści. Lubię się przyglądać tej chwili, analizować punkt w czasie, który już wkrótce stanie się częścią jakiejś narracji”, wyznał.

Dzień zakończyło spotkanie z amerykańską pisarką Lauren Groff, które poprowadził Grzegorz Jankowicz, przez wiele lat pełniący funkcję dyrektora programowego Festiwalu. Rozmowa zaczęła się od samego pisania: „to proces, który zmienia mnie w kogoś innego, rodzaj transformacji. Ale na co dzień tak nie mam, jestem przede wszystkim czytelniczką. Każdy pisarz powinien być dobrym czytelnikiem, od tego się wszystko zaczyna”, mówiła Groff.
W drugiej części spotkania Jankowicz nawiązywał do jej konkretnych powieści – przede wszystkim w kontekście wspólnotowości, która jest ważnym tematem w prozie Groff. W „Dzikich bezkresach”, które właśnie ukazały się po polsku, główna bohaterka, młoda dziewczyna z XVII-wiecznej kolonii w Ameryce Północnej, ucieka od cywilizacji. „Początkowo jest jej bardzo ciężko samej w dziczy, ale stopniowo uczy się tej samotności. Odnajduje rodzaj szczęścia i spokoju”, mówiła autorka.

Opowiadała także o swoich przygotowaniach do pisania „Wyspy kobiet”, książki dziejącej się w średniowiecznym klasztorze. Aby zrozumieć ten bardzo specyficzny rodzaj wspólnoty, Groff zamieszkała na miesiąc w jednym z zakonów. „Niesamowite doświadczenie. Przez ten czas nauczyłam się patrzeć z dystansem na siebie, odkryłam, że indywidualna perspektywa wcale nie jest jedyną możliwą, że można myśleć o sobie zupełnie inaczej”, opowiadała.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















