Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Fantomowa dusza nasza

Fantomowa dusza nasza

07.07.2014
Czyta się kilka minut
Ta historia była wiele razy opisywana. Znany opozycyjny dziennikarz, konserwatysta, lecz nie endek, został ciężko pobity przez nieustalonych sprawców i w rezultacie nie tylko zaniechał krytyki rządu, lecz porzucił zawód.
W

Wrócił po paru latach w nowej odsłonie. Jego powieści, niezbyt wyrafinowane artystycznie, za to pomysłowe i sugestywne, demaskowały i ośmieszały cały ówczesny porządek społeczny. Tak to sobie wtedy wyobrażano: dziedziną dziennikarstwa są epizody, a literatury – całość.
Napisał powieść o konformizmie w polityce, o potakiewiczach, którzy zaludnili i zamulili scenę publiczną. W innej, dużo słynniejszej książce mowa o apatycznym durniu, który zbiegiem okoliczności uznany został za męża opatrznościowego. Elity, pogrążone we śnie o niekończącym się dobrobycie, szukają oparcia w mocnym człowieku, w chamie, który zastąpi ich w kierowaniu państwem. Trudno mieć pewność, czy nie wiedzą, kim naprawdę jest, czy nie wiedzieć jest im po prostu wygodniej. Ogólna gnuśność i próżność, jedyny przytomny okazuje się wariat.
Ale bodaj najciekawsza była „Ostatnia brygada”. Pokolenie bohaterów walki o wolność uległo błyskawicznemu zbydlęceniu. Nieomal od początku dzieliło się na klasy, kasty, kliki, brygady, mające różny dostęp do władzy, apanaży, blichtru i mitu wybawicieli Polski. To, co politycznie, moralnie, umysłowo gorsze, stopniowo wypierało to, co lepsze.
No tak, powiecie, banał, oczywistość, pesymista ma z definicji rację. Niby tak, lecz pisarz, którego przypominam z zagadkowych powodów, nie zalicza się do wulgarnych besserwisserów. To sprawny analityk, racjonalista, całkiem dobrze cieniujący obraz społeczeństwa. Niechętny władzy, niewierzący w sanację, nie idealizuje opozycji. Jadowity w stosunku do elit, nie szuka pocieszenia w narracji o „wewnętrznym ogniu”, którego nic nie wyziębi, a tym bardziej w opowiastce o jakimś mitycznym „nowym początku”, możliwym wielkim resecie, kolejnym punkcie zero, po którym nastąpi oczyszczenie i czas rozwoju. Jesteśmy chorzy na nijakość, Polacy to naród bez właściwości, na to nie ma szczepionki, z tego nie da się wytrzeźwieć. Przeciwstawianie złych elit i dobrego ludu jest zwykłą bujdą. Podobnie jak partii nadal czystych i definitywnie zbrudzonych.
W „Ostatniej brygadzie” na kraj patrzymy z perspektywy człowieka z zewnątrz, biznesmena, który po latach wraca z mocnym postanowieniem, by tu inwestować, pracować i bogacić się z pożytkiem dla siebie i ogółu, a tymczasem przepuszcza majątek, pije, szlaja się z kobietami i systematycznie głupieje. Przestaje, co szczególnie przykre i niepokojące, czytać. Ojczyzna kładzie go na łopatki, pozbawia formy, nijaczy. Odbywa się w niej permanentna transmisja cynizmu i knajactwa, korzeniami sięgająca staropolszczyzny, z rzadka przerywana wybuchami pańskiej dumy.
W tym przyczyna tytułowej aluzji do kapitalnego eseju Jana Sowy. Sowa jak wytrawny pisarz, co pewnie detaliczni historycy mają mu za złe, filtruje przeszłość w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o nasz charakter. Co ważne, nie eksportuje słabości poza granice, do Rosji, Niemiec, do obcych i zawziętych na naszą niewinność. „Teoria postkolonialna – pisze Sowa – rozwija się w Polsce słabo, bo gdyby miało być inaczej, trzeba by wypowiedzieć wiele prawd, które z trudem przeszłyby nam przez gardło”. Chodzi o „występowanie zjawisk (...) typowych dla peryferyjnych państw postkolonialnych (jak np. degradacja kapitału społecznego i niski poziom zaufania międzyludzkiego, słabość tradycji obywatelskich, słaba identyfikacja z instytucjami państwa, opanowanie sfery publicznej przez siły i konflikty o charakterze primordialnym, brak kontroli nad aktywnością instytucji religijnych i »wylewanie się« symboli, rytuałów czy wartości religijnych ze sfery sakralnej do świeckiej itd.). Częste obarczanie winą za całe społeczne zło tzw. komunizmu i PRL-u jest z tego punktu widzenia wygodną operacją wizerunkową, pozwala bowiem nie sięgać do wnętrza własnej narodowej duszy ani nie cofać się dalej w historii Polski niż ostatnie kilka dekad”.
Hm, ale dlaczego o tym mówię?

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]